Zaczęło się przypadkiem. Tak naprawdę zawsze o tym marzyliśmy, ale od dawna byliśmy pochłonięci obowiązkami, że nawet nie mieliśmy czasu na przemyślenia, na refleksje.
W zeszłym roku, mniej więcej jak byłam w połowie ciąży, mojego R. zaczepił sąsiad. Zapytał się, czy nie chcemy kupić jego mieszkania. Sąsiad wie, że mamy małe mieszkanie, zaledwie 50 metrów, że zaraz urodzi nam się dziecko i dlatego przydałoby się nam większe. Jednak R. odpowiedział, że nie chcemy kupić, że mu w głębi serca marzy się mały domek. Za jakiś czas sąsiad znów zaczepił R. i jeszcze raz zapytał się o to samo. Niespodziewanie zaciągnął R. do siebie i oprowadził po całym mieszkaniu. R. wrócił oczarowany. Mówił, że tamto mieszkanie jest piękne i takie duże, że zupełnie nie ma się wrażenia, że to jest blok. Kilka tygodni później sąsiedzi zaprosili również mnie, żebym obejrzała mieszkanie. Byłam zachwycona. Sąsiadów mieszkanie jest 80-metrowe, czyste, piękne, luksusowe, urządzone w naszym stylu i dlatego, co najważniejsze, moglibyśmy w nim od razu zamieszkać. Żaden remont nie jest konieczny, bo przy dzieciach remontować to byłoby bardzo trudne. Nie miałam żadnych wątpliwości, że chcę tu zamieszkać.
W naszym mieszkaniu jak mieszkaliśmy we trójkę nie było aż tak źle. Ale kiedy zaczęliśmy szykować kącik dla Frania to zaczęła się masakra. Zupełnie nie mamy miejsca na ubrania ani nie mamy gdzie trzymać innych rzeczy. Całe mieszkanie opanowały dzieci i ich rzeczy są wszędzie a my z R. nie mamy żadnej przestrzeni dla siebie, swojego kącika. Dosłownie, dusimy się tutaj.
Z sąsiadami dogadaliśmy się tak, że wszystko robimy na spokojnie. Dajemy im dwa lata na przeprowadzkę i w międzyczasie płacimy połowę kwoty, żeby mogli dokończyć swój nowy dom. Tymczasem, od tamtej pory minął rok a oni nie podejmują tematu. Zapadła cisza. My byliśmy napaleni, ale przez ten rok emocje opadły i zaczęliśmy trzeźwo myśleć. Mieszkanie piękne, ale blok to blok, wokół sąsiedzi a my chcielibyśmy gdzieś z daleka od ludzi. Chcielibyśmy mieć ciszę i spokój. Chcielibyśmy ogródek koło domu. Marzyliśmy, aby dzieciom urządzić tam plac zabaw. Poza tym czynsz nas odstraszył -800 zł miesięcznie i tak naprawdę mieszkanie nigdy nie byłoby do końca nasze, bo ciągle trzeba płacić taki wysoki czynsz i nie wiadomo za co. Dodać do tego nasze wydatki to miesięcznie płacilibyśmy 2,5 tysiące złotych na same rachunki. I cena którą zażyczyli sobie sąsiedzi może nie duża, ale tak naprawdę niewiele brakuje, żebyśmy wybudowali się.
Dlatego zdecydowaliśmy się, że jednak będziemy budować się. Mały, prosty domek. Mamy już wstępny projekt: kuchnia połączona z jadalnią i z salonem. Z salonu mamy wyjście na taras. Do tego trzy pokoje i łazienka. Prawie 100 m2. Mamy na oku dużą działkę w przepięknej okolicy. Działka ma 3000 m2, więc będziemy mieli mnóstwo przestrzeni. Z dala od ludzi, zabudowań. Po lewej stronie jest park i płynie sobie mały strumyk a z tarasu będziemy mieli widok na las i będziemy mogli podziwiać zachód
słońca. Mieszkamy w małej miejscowości więc jednocześnie do sklepu czy szkoły nie będzie daleko, ok.200m. Zobaczymy, co to będzie. Mam nadzieję, że powoli uda nam się zrealizować nasze największe marzenia i że w 2018 roku już tam zamieszkamy.
O mnie
- Magda
- Trzydzistoparolatka. Żona. Mama dwóch chłopców. Dzięki nim moje życie nabrało barw. Na blogu pragnę uwiecznić naszą (nie)codzienność. Chcesz do mnie napisać? Mój email: madzia435@gmail.com
Obserwatorzy
Online
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marzenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marzenia. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 1 stycznia 2017
piątek, 21 sierpnia 2015
Jest nadzieja
Chyba znaleźliśmy przyczynę mojej bezpłodności. Mam niedoczynność tarczycy. Moje wyniki nie są takie złe: TSH jest w porządku, natomiast FT4 nieznacznie odbiega od normy. Mam wynik 0,94 podczas gdy norma to: 0,90 - 1,80. I dlatego muszę brać tabletki hormonalne. W badaniu ginekologicznym nic nie wyszło. Mam nadzieję, że tylko tarczyca jest przyczyną mojej bezpłodności, bo w innym przypadku czekałby mnie już tylko szpital. A przecież nie miałabym z kim zostawić Filipka. Lekarz opowiadał, że leczył pacjentkę, która miała podobny wynik do mojego - nieznaczne przekroczenie normy - przepisał jej te same tabletki co mi a kiedy kazał jej przyjść na kontrolę, po trzech miesiącach, była już w ósmym tygodniu ciąży! Jestem pełna nadziei. Wierzę, że wkrótce uda nam się!!!!
2 lata, 9 miesięcy i 4 tygodnie
2 lata, 9 miesięcy i 4 tygodnie
poniedziałek, 3 sierpnia 2015
Nie wiem
Okres spóźnia mi się od tygodnia, jednak testy ciążowe wychodzą negatywnie. Nie wiem, czy mogę cieszyć się, że w końcu udało się, czy jeszcze jest za wcześnie. Jestem pełna nadziei i jednocześnie tak bardzo boję się rozczarowania. Już od ponad roku czekamy na dwie kreseczki na teście ciążowym.
czwartek, 4 września 2014
O książkach i samochodach
Filipek codziennie mnie zaskakuje. Jest bardzo bystry i taki mądry. Chłonie wiedzę jak gąbka. Z ciekawością i ogromną radością ogląda swoje książki. Ma ich ponad osiemdziesiąt (!) a dokładnie wie, w której co się znajduje. Zna wszystkich bohaterów i przebieg wydarzeń. Wszystko, o co poproszę, potrafi wskazać paluszkiem. Gdy tylko rano wstanie, sięga po książkę i wskakuje do mnie do łóżka, bo chce, żebym mu poczytała. Gdy idzie spać, bierze ze sobą do łóżeczka książkę. Leży na pleckach i wertuje obrazki. Kiedyś poprosiłam Romka, aby podał mu książeczkę o koparce. Romek podszedł do półki z książkami i szukał tej książki i szukał i nie mógł znaleźć. Wtedy Filip zerwał się z łóżeczka, podbiegł do półki i wziął tę książkę. Od razu poznał, która jest to książeczka.
Filipek cięgle uwielbia też samochody i wszelkie pojazdy. Kiedy wracaliśmy ze spaceru do domu, on już z daleka obserwował, czy koło bloku stoi taty samochód i mówił: "ma tata bum-bum" - nie ma taty samochodu. Jednak, po chwili dostrzegł auto i szczęśliwy krzyczał: "tata bum-bum", "bum-bum". Chciał przejechać się samochodem. Zaczęłam tłumaczyć mu, że nie pojedziemy, bo tata jest w domku i ma kluczyki do samochodu a mama ich nie ma. Koło bloku wysadziłam Filipka z rowerka, bo chciałam schować rower do klatki. Kazałam Filipkowi czekać na mnie a on podbiegł pod okno, zadarł głowę do góry i woła: "tata, tata!". Romek usłyszał go i nie mieliśmy innego wyjścia, musieliśmy pojechać na przejażdżkę.
Gdy szeptałam do mamy, żeby zapytała się Filipka, kto do niego dzwonił, on mimo to słuchał, o czym rozmawiamy i od razu odpowiada: "łała" - dziadek.
Za tydzień będę robiła test ciążowy. Albo i szybciej, jeśli nie wytrzymam z ciekawości. Denerwuję się trochę z tego powodu. Chciałabym, aby wynik był pozytywny. Fajnie byłoby, gdyby dzidziuś urodził się w maju. Filipek urodził się jesienią. Było wtedy szaro i buro. Szybko robiło się ciemno a mi było strasznie zimno. Miałam wtedy strasznego doła. Nic mi się nie chciało tylko spać. Dlatego chciałabym urodzić w maju lub czerwcu. Myślę, że wtedy byłoby zupełnie inaczej. Dzień będzie długi, będzie słoneczko i ciepło. Będę miała wtedy dużo więcej energii.
Rok, 10 miesięcy, 1 tydzień i 4 dni
----------------
Od następnego postu, blog będzie otwarty tylko dla zaproszonych czytelników. Jeśli ktoś chce nadal czytać mojego bloga, proszę o podanie adresu email w komentarzu lub w wiadomości prywatnej. Pozdrawiam.
Filipek cięgle uwielbia też samochody i wszelkie pojazdy. Kiedy wracaliśmy ze spaceru do domu, on już z daleka obserwował, czy koło bloku stoi taty samochód i mówił: "ma tata bum-bum" - nie ma taty samochodu. Jednak, po chwili dostrzegł auto i szczęśliwy krzyczał: "tata bum-bum", "bum-bum". Chciał przejechać się samochodem. Zaczęłam tłumaczyć mu, że nie pojedziemy, bo tata jest w domku i ma kluczyki do samochodu a mama ich nie ma. Koło bloku wysadziłam Filipka z rowerka, bo chciałam schować rower do klatki. Kazałam Filipkowi czekać na mnie a on podbiegł pod okno, zadarł głowę do góry i woła: "tata, tata!". Romek usłyszał go i nie mieliśmy innego wyjścia, musieliśmy pojechać na przejażdżkę.
Gdy szeptałam do mamy, żeby zapytała się Filipka, kto do niego dzwonił, on mimo to słuchał, o czym rozmawiamy i od razu odpowiada: "łała" - dziadek.
Za tydzień będę robiła test ciążowy. Albo i szybciej, jeśli nie wytrzymam z ciekawości. Denerwuję się trochę z tego powodu. Chciałabym, aby wynik był pozytywny. Fajnie byłoby, gdyby dzidziuś urodził się w maju. Filipek urodził się jesienią. Było wtedy szaro i buro. Szybko robiło się ciemno a mi było strasznie zimno. Miałam wtedy strasznego doła. Nic mi się nie chciało tylko spać. Dlatego chciałabym urodzić w maju lub czerwcu. Myślę, że wtedy byłoby zupełnie inaczej. Dzień będzie długi, będzie słoneczko i ciepło. Będę miała wtedy dużo więcej energii.
Rok, 10 miesięcy, 1 tydzień i 4 dni
----------------
Od następnego postu, blog będzie otwarty tylko dla zaproszonych czytelników. Jeśli ktoś chce nadal czytać mojego bloga, proszę o podanie adresu email w komentarzu lub w wiadomości prywatnej. Pozdrawiam.
wtorek, 26 sierpnia 2014
Pragnę drugiego dziecka
Pragnę, aby Filipek miał braciszka albo siostrzyczkę. Razem będzie im w życiu raźniej. Im mniejsza różnica wieku tym lepiej, ponieważ dzieci znajdą wspólny język, będą przyjaźnić się. Będą miały podobne pasje i zainteresowania. Będą razem bawić się, kłócić i wspierać w trudnych momentach. Chciałabym, aby dzieci stworzyły ze sobą silną więź.
Oczywiście, mam sporo obaw. Jak będę czuła się w ciąży? Czy poradzę sobie z opieką nad Filipkiem? Czy nadążę za nim biegać? Bo niestety, nikt z rodziny, nie weźmie Filipka na spacer, żebym sobie trochę odpoczęła. Przeraża mnie też wizja porodu.
Z jednej strony wcale nie tęsknię za pieluszkami, za wstawaniem w nocy do karmienia, co dwie godziny, ale z drugiej strony nie mogę dłużej czekać. Jakbym teraz zaszła w ciążę, urodziłabym dzidziusia na przełomie maja-czerwca, wtedy różnica między dziećmi wynosiłaby 2 lata i 7 lub 8 miesięcy. Zależy mi na tym, aby dzieci przyjaźniły się ze sobą, a jak będzie duża różnica wieku, wtedy każde będzie miało swój świat.
Cieszy mnie fakt, że Romek bardzo angażuje się w wychowanie Filipka. Od pierwszych dni tak bardzo mi pomaga. Każdą wolną chwilę spędza z synem. W trudnych chwilach zawsze mogę na niego liczyć.
Ciekawa też jestem zmian, jakie nastąpią po porodzie. Jak podzielę miłość na pół między dzieci? I czas... ? Filipek jest przecież moim oczkiem w głowie... Jest takim fajnym, radosnym chłopczykiem. Dlatego chciałabym mieć takiego drugiego urwisa ;)
Rok, 10 miesięcy i 2 dni
Oczywiście, mam sporo obaw. Jak będę czuła się w ciąży? Czy poradzę sobie z opieką nad Filipkiem? Czy nadążę za nim biegać? Bo niestety, nikt z rodziny, nie weźmie Filipka na spacer, żebym sobie trochę odpoczęła. Przeraża mnie też wizja porodu.
Z jednej strony wcale nie tęsknię za pieluszkami, za wstawaniem w nocy do karmienia, co dwie godziny, ale z drugiej strony nie mogę dłużej czekać. Jakbym teraz zaszła w ciążę, urodziłabym dzidziusia na przełomie maja-czerwca, wtedy różnica między dziećmi wynosiłaby 2 lata i 7 lub 8 miesięcy. Zależy mi na tym, aby dzieci przyjaźniły się ze sobą, a jak będzie duża różnica wieku, wtedy każde będzie miało swój świat.
Cieszy mnie fakt, że Romek bardzo angażuje się w wychowanie Filipka. Od pierwszych dni tak bardzo mi pomaga. Każdą wolną chwilę spędza z synem. W trudnych chwilach zawsze mogę na niego liczyć.
Ciekawa też jestem zmian, jakie nastąpią po porodzie. Jak podzielę miłość na pół między dzieci? I czas... ? Filipek jest przecież moim oczkiem w głowie... Jest takim fajnym, radosnym chłopczykiem. Dlatego chciałabym mieć takiego drugiego urwisa ;)
Rok, 10 miesięcy i 2 dni
środa, 2 lipca 2014
Filipek jest chory
A jednak kocha!!! A ja myślałam, że jest zupełnie inaczej. Myślałam, że jest ze mną tylko ze względu na Filipka.
Rozpoczynamy starania o braciszka lub siostrzyczkę dla Filipka. Już od dłuższego czasu o niczym innym nie marzę. Jednak jest sporo we mnie obaw i strachu. Czy sobie poradzę w opiece nad Filipkiem będąc w ciąży? I boję się tego, co będzie potem... Czy sama podołam ze wszystkim? Jednak nie chcę, żeby między dziećmi była duża różnica wieku. Chcę, żeby razem bawili się, przyjaźnili.
Ostatnio, Filipek często budził się w nocy, sapał, miał trudności w oddychaniu. Coś niepokojącego zaczęło dziać się także na jego skórze, w okolicach intymnych. Pojawiły się tam czerwone plamy, krostki, skóra stała się chropowata. Najpierw myśleliśmy, że to odparzenie od pieluszki, ale zawsze wystarczyło posmarować Sudocremem i na kolejny dzień wszystko wracało do normy. Tymczasem te plamy postępowały dalej i dalej. Pojechaliśmy do lekarza. Obyło się bez antybiotyku a te zmiany w kroczu to zapalenie skóry. Lekarka powiedziała, że nawet nie wyobrażamy sobie, jak to musi Filipka piec! I faktycznie, ostatnio może był więcej marudny. Dostaliśmy maść z antybiotykiem i smarujemy mu te plamy, robimy kąpiele w krochmalu a także musimy zrezygnować z pampersów. Zaczęliśmy więc uczyć Filipka siadania na nocnik, ale nie bardzo podoba mu się to. Gdy pytam się go, czy idziemy zrobić siku na nocniczek zawsze odpowiada: "nie, nie, nie" Woła mnie dopiero wtedy, gdy już narobi w majtki i dopiero wtedy siada na nocnik. Przez trzy dni tylko raz zrobił do nocnika... Nie wiem, czy on jest już na to gotowy. Ale jeszcze będziemy próbować i zobaczymy, co dalej.
Rok, 8 miesięcy, 1 tydzień i 1 dzień
Rozpoczynamy starania o braciszka lub siostrzyczkę dla Filipka. Już od dłuższego czasu o niczym innym nie marzę. Jednak jest sporo we mnie obaw i strachu. Czy sobie poradzę w opiece nad Filipkiem będąc w ciąży? I boję się tego, co będzie potem... Czy sama podołam ze wszystkim? Jednak nie chcę, żeby między dziećmi była duża różnica wieku. Chcę, żeby razem bawili się, przyjaźnili.
Ostatnio, Filipek często budził się w nocy, sapał, miał trudności w oddychaniu. Coś niepokojącego zaczęło dziać się także na jego skórze, w okolicach intymnych. Pojawiły się tam czerwone plamy, krostki, skóra stała się chropowata. Najpierw myśleliśmy, że to odparzenie od pieluszki, ale zawsze wystarczyło posmarować Sudocremem i na kolejny dzień wszystko wracało do normy. Tymczasem te plamy postępowały dalej i dalej. Pojechaliśmy do lekarza. Obyło się bez antybiotyku a te zmiany w kroczu to zapalenie skóry. Lekarka powiedziała, że nawet nie wyobrażamy sobie, jak to musi Filipka piec! I faktycznie, ostatnio może był więcej marudny. Dostaliśmy maść z antybiotykiem i smarujemy mu te plamy, robimy kąpiele w krochmalu a także musimy zrezygnować z pampersów. Zaczęliśmy więc uczyć Filipka siadania na nocnik, ale nie bardzo podoba mu się to. Gdy pytam się go, czy idziemy zrobić siku na nocniczek zawsze odpowiada: "nie, nie, nie" Woła mnie dopiero wtedy, gdy już narobi w majtki i dopiero wtedy siada na nocnik. Przez trzy dni tylko raz zrobił do nocnika... Nie wiem, czy on jest już na to gotowy. Ale jeszcze będziemy próbować i zobaczymy, co dalej.
Rok, 8 miesięcy, 1 tydzień i 1 dzień
niedziela, 18 maja 2014
Spotkanie z kuzynem
Niedawno odwiedziła nas moja siostra z synkiem. Byłam zaskoczona, gdy obserwowałam Filipka podczas zabawy z M. Na co dzień, Filipek nie ma kontaktu z rówieśnikami a z M. tak fajnie potrafił bawić się. M. jest o rok starszy od Filipka, sto razy szybszy. Gdy Filipek wziął sobie jakąś zabawkę do ręki tamten zaraz mu zabierał, ale obyło się bez bójki ;) Gdy M. poczęstował Filipka czekoladką, Filipek nachylił się do M. żeby dać mu buziaka. A potem sam poszedł do siostry na kolana i sporo czasu u niej siedział. Wcale nie bał się, chociaż widzi ją rzadko. Na pożegnanie nasze chłopaki mocno wyściskali się. Fajny to był widok, taki rozczulający.
Chciałabym, aby Filipek miał młodszego braciszka albo siostrzyczkę. Kiedy oglądam jego " stare" zdjęcia, stwierdzam, że już niewiele pamiętam z okresu niemowlęctwa. Nie pamiętam, jak to było, kiedy Filipek był taki malutki, nie pamiętam jak to jest nosić na rękach taką małą istotkę, tulić w ramionach. To wszystko tak szybko umknęło... Dlatego teraz, myślę, że będę jeszcze bardziej doceniać każdą chwilę...
Rok, 6 miesięcy, 3 tygodnie i 3 dni
Chciałabym, aby Filipek miał młodszego braciszka albo siostrzyczkę. Kiedy oglądam jego " stare" zdjęcia, stwierdzam, że już niewiele pamiętam z okresu niemowlęctwa. Nie pamiętam, jak to było, kiedy Filipek był taki malutki, nie pamiętam jak to jest nosić na rękach taką małą istotkę, tulić w ramionach. To wszystko tak szybko umknęło... Dlatego teraz, myślę, że będę jeszcze bardziej doceniać każdą chwilę...
Rok, 6 miesięcy, 3 tygodnie i 3 dni
środa, 9 października 2013
Przespane noce. Odstawianie od piersi
Nareszcie Filipek zaczął przesypiać całe noce. Synek idzie spać po godzinie 19. i śpi nawet do 7.30!!! Czasami zdarza się, że obudzi się w nocy z płaczem, ale pogłaszczę go po główce i znów zasypia. A ja czuję się już zupełnie inaczej. Przedtem, już ok. godziny 15. byłam padnięta i tylko spoglądałam na zegarek i nie mogłam doczekać się godziny 18. Nie mogłam doczekać się, kiedy mąż przyjedzie z pracy i mnie trochę odciąży. I szłam spać, zaraz po Filipku, koło 20. Natomiast teraz, zdecydowanie więcej mam siły i energii. Fajnie bawimy się z Filipkiem i zanim się obejrzę, zbliża się godzina 18. :)
Powoli, chcę odstawić Filipka od piersi. Do tej pory nie było to możliwe, ponieważ Filipek w nocy budził się co dwie godziny, bo chciał do cyca. Dlatego teraz, kiedy już synek przesypia całą noc, chcę spróbować. Chcę to robić stopniowo. W dzień i tak już mało razy dostawał pierś, może 2-3, za to w nocy nadrabiał. Teraz, daję mu już pierś tylko raz dziennie, tuż po przebudzeniu. Mam nadzieję, że do urodzin, wcale nie będzie chciał cyca. Cieszę się, że odstawienie go od piersi, nie będzie żadną rewolucją dla małego, tylko ten proces następuje stopniowo i spokojnie.
Powoli, chcę odstawić Filipka od piersi. Do tej pory nie było to możliwe, ponieważ Filipek w nocy budził się co dwie godziny, bo chciał do cyca. Dlatego teraz, kiedy już synek przesypia całą noc, chcę spróbować. Chcę to robić stopniowo. W dzień i tak już mało razy dostawał pierś, może 2-3, za to w nocy nadrabiał. Teraz, daję mu już pierś tylko raz dziennie, tuż po przebudzeniu. Mam nadzieję, że do urodzin, wcale nie będzie chciał cyca. Cieszę się, że odstawienie go od piersi, nie będzie żadną rewolucją dla małego, tylko ten proces następuje stopniowo i spokojnie.
Chcę przestać karmić go piersią, aby móc się dobrze przygotować na... kolejną ciążę:) Z mężem od samego początku planowaliśmy, że o drugą dzidzię zaczniemy starać się, gdy Filipek skończy rok. Nie chcemy robić dużej różnicy wieku między rodzeństwem a i nam będzie o wiele łatwiej, pod wieloma względami. Jednak, gdy pomyślę, że ten czas zbliża się wielkimi krokami, jestem przerażona. Zastanawiam się, jak dam sobie radę z dwojgiem dzieci :) W takich momentach, dziękuję Bogu, że mieszkam w rodzinnej miejscowości, że jakby co, to rodzina jest pod ręką, choć wcale nie proszę ich o pomoc. Jednak, gdy tak myślę, czuję się troszkę lepiej :)
Jestem pewna - chcę mieć drugie dziecko! Nie wyobrażam sobie, żeby Filipek był jedynakiem.
11 miesięcy, 2 tygodnie i 1 dzień
Jestem pewna - chcę mieć drugie dziecko! Nie wyobrażam sobie, żeby Filipek był jedynakiem.
11 miesięcy, 2 tygodnie i 1 dzień
piątek, 21 grudnia 2012
Najbardziej marzę o tym, aby się wyspać. Żeby chociaż raz, spokojnie, przespać całą noc, żeby nie budzić się co 2-3 godziny i nie musieć wstawać. Jak niegdyś, cierpiałam na bezsenność, tak teraz, zasypiam w kilka sekund. I tego snu jest mi ciągle mało...
Do około 3-4 czwartej nad ranem, Filipek śpi spokojnie. Kiedy, zbliża się właśnie, ta pora karmienia, Romek wstaje pierwszy. Zmienia Filipkowi pieluszkę i podaje mi go, owiniętego w rożku, do karmienia. Podczas karmienia, gdy Filipek zasypia z piersią w ustach, wyciągam pierś i podkładam mu smoczka a Romek kładzie go do łóżeczka. I wtedy, Filipek, co chwilę wypluwa smoczka z buzi a za kilka sekund zaczyna dyszeć jak piesek i łapczywie go szuka. Romek ledwie zdąży się położyć do łóżka i za moment znowu wstaje, żeby podać mu dydka, bo on ciągle go szuka. I tak w kółko, przez godzinę, często nawet dłużej. Z 20-30 razy trzeba do niego wstać. Dlatego też, nagle, polubiłam spać w łóżku, od strony ściany, więc kochany maż, zamienił się ze mną miejscem i teraz ma bliżej do synka :)
Kiedyś, podczas karmienia, Filipek, jak zawsze, usnął z piersią w buźce. Wtedy wyciągnęłam mu cyca z ust i szybko podłożyłam smoczka, ale Filipek od razu wyczuł, że coś jest nie tak, że to nie jego ulubiona pierś. I głośnym płaczem, zamanifestował swoje niezadowolenie. Więc dałam mu pierś z powrotem a on natychmiast się uspokoił i zasnął w ułamku sekundy. Wtedy ponownie wyciągnęłam mu pierś z ust a on znowu, nagle się obudził i wybuchnął głośnym płaczem. I tak nieustannie. Co chwilę, gdy zasnął, Romek próbował odłożyć go do łóżka. Udało mu się to dopiero po czterech godzinach. Tak Filipek przywiązał się do mojego cyca :)
W dzień, synuś śpi niezwykle czujnie. Najmniejszy szmer, czy szelest, zaraz go budzi. Podczas jego drzemki, my poruszamy się po mieszkaniu na palcach. Nic nie robimy, bo tak łatwo można Filipka obudzić. Nie myjemy naczyń, nie gotujemy obiadu, nie sprzątamy, jeśli odkręcamy wodę, żeby umyć ręce, to tylko zimną, bo ciepła woda szumi w rurach, rozmawiamy szeptem i tylko siedzimy.
Dni mijają nie wiadomo kiedy. Zupełnie straciliśmy z Romkiem rachubę czasu. Choinkę ubraliśmy już jakiś czas temu a dopiero dzisiaj zorientowaliśmy się, że w poniedziałek jest Wigilia...
Do około 3-4 czwartej nad ranem, Filipek śpi spokojnie. Kiedy, zbliża się właśnie, ta pora karmienia, Romek wstaje pierwszy. Zmienia Filipkowi pieluszkę i podaje mi go, owiniętego w rożku, do karmienia. Podczas karmienia, gdy Filipek zasypia z piersią w ustach, wyciągam pierś i podkładam mu smoczka a Romek kładzie go do łóżeczka. I wtedy, Filipek, co chwilę wypluwa smoczka z buzi a za kilka sekund zaczyna dyszeć jak piesek i łapczywie go szuka. Romek ledwie zdąży się położyć do łóżka i za moment znowu wstaje, żeby podać mu dydka, bo on ciągle go szuka. I tak w kółko, przez godzinę, często nawet dłużej. Z 20-30 razy trzeba do niego wstać. Dlatego też, nagle, polubiłam spać w łóżku, od strony ściany, więc kochany maż, zamienił się ze mną miejscem i teraz ma bliżej do synka :)
Kiedyś, podczas karmienia, Filipek, jak zawsze, usnął z piersią w buźce. Wtedy wyciągnęłam mu cyca z ust i szybko podłożyłam smoczka, ale Filipek od razu wyczuł, że coś jest nie tak, że to nie jego ulubiona pierś. I głośnym płaczem, zamanifestował swoje niezadowolenie. Więc dałam mu pierś z powrotem a on natychmiast się uspokoił i zasnął w ułamku sekundy. Wtedy ponownie wyciągnęłam mu pierś z ust a on znowu, nagle się obudził i wybuchnął głośnym płaczem. I tak nieustannie. Co chwilę, gdy zasnął, Romek próbował odłożyć go do łóżka. Udało mu się to dopiero po czterech godzinach. Tak Filipek przywiązał się do mojego cyca :)
W dzień, synuś śpi niezwykle czujnie. Najmniejszy szmer, czy szelest, zaraz go budzi. Podczas jego drzemki, my poruszamy się po mieszkaniu na palcach. Nic nie robimy, bo tak łatwo można Filipka obudzić. Nie myjemy naczyń, nie gotujemy obiadu, nie sprzątamy, jeśli odkręcamy wodę, żeby umyć ręce, to tylko zimną, bo ciepła woda szumi w rurach, rozmawiamy szeptem i tylko siedzimy.
Dni mijają nie wiadomo kiedy. Zupełnie straciliśmy z Romkiem rachubę czasu. Choinkę ubraliśmy już jakiś czas temu a dopiero dzisiaj zorientowaliśmy się, że w poniedziałek jest Wigilia...
Wesołych Świąt!
poniedziałek, 23 stycznia 2012
Zdrowy styl życia
W zeszłym tygodniu mój brat rozpoczął ferie zimowe. Z Romkiem chcieliśmy, żeby przyjechał do nas, chociaż na kilka dni. W domu sporo szykowałam na jego przyjazd. Prałam, sprzątałam, gotowałam, aby potem, jak przyjedzie, spędzić z bratem jak najwięcej czasu. Rodzice przywieźli go do nas w piątek, tuż po lekcjach. Niedawno miał on zapalenie płuc, więc z tego powodu, żeby się oszczędzał, nie przygotowaliśmy mu zbyt wielu atrakcji. Najwięcej czasu spędziliśmy w domu. Ale za to, te kilka dni, były dniami rozpusty... Objadaliśmy się ulubionym ciastem mojego brata, co wieczór jedliśmy chipsy, piliśmy pepsi. Chodziliśmy też do kawiarni na sheika waniliowego i do cukierni, po eklerki z bitą śmietaną. W domu oglądaliśmy telewizję, graliśmy w gry online, ja na jednym laptopie on na drugim, albo wspólnie, łączyliśmy siły, przeciw komuś innemu. Śmialiśmy się przy tym tyle, że aż nas brzuchy bolały. Wieczorem brat przyszedł do naszego pokoju i mówi: "Magda, my tak: hi, hi, hi, cha, cha, cha, że aż zapomniałem wziąć tabletek". A jak było cieplej, spacerowaliśmy z psem po parku.
Brat spędził u nas 5 dni. Przyjechali po niego rodzice z babcią. Dopiero drugi raz była babcia u nas. Przywiozła dla nas poszewki od kołdry i dziadka kijki nordic walking. Bardzo jej się podobało, jak mamy urządzone mieszkanie.
W tym czasie, niecierpliwie oczekiwałam na odpowiedni moment, aby zrobić test ciążowy. Zawsze okres mam regularnie, jak w zegarku, a spóźniał mi się już kilka dni. Niestety, wynik wyszedł negatywny. Bardzo rozczarowałam się. Kurcze, dlaczego zajście w ciążę jest takie trudne? Pierwsze, nieśmiałe starania, poczyniliśmy już w sierpniu, ale wtedy jeszcze, nie przykładaliśmy do tego, tak dużej wagi, nie staraliśmy się, aż tak bardzo. Teraz to się zmienia i czasami martwię się, że może nigdy nam się nie uda. Jestem zła, bo wszyscy w około mają dzieci a niekoniecznie mają warunki do tego, a u nas odwrotnie.
Brat pojechał a my musieliśmy wrócić do równowagi żywieniowej. Chcieliśmy spalić te nasze obżarstwo. Codziennie, chodziliśmy do lasu z kijkami, na 3 godziny. Po takim wysiłku, czuliśmy ogromny głód, ale mimo to, udało nam się wdrożyć w życie, nowy plan żywieniowy. Odnalazłam mój stary dziennik żywieniowy. Byłam w szoku, jak przeczytałam, co ja wtedy jadłam. Oczywiście, zero tłustych rzeczy, zero smażenia. Obiad był gotowany na parze i oprócz tego, jadłam mnóstwo owoców, warzyw i surówek. Aż nie mogłam pojąć, że kiedyś tym się zajadałam i bardzo mi to smakowało. Efekty takiego odżywiania były zniewalające. Schudłam wtedy ponad 20 kg.
W sobotę wzięłam się więc do roboty. Wyrzuciłam z kuchni takie śmieci jak: białe pieczywo, napoje gazowane, słodycze, śmietanę, sery żółte, masło, zwykłą herbatę. Zastąpiłam to ciemnym pieczywem z ziarnami, ogromną ilością pomarańczy, jabłek, bananów, brzoskwiń. Wyciągnęłam też z szafki zakurzony parowar i blender. Zamiast smażyć w oleju będę gotowała na parze. A gdy mam ochotę na coś słodkiego, wrzucam kilka owoców do blendera i po minucie mam pyszny koktajl owocowy. Staram się też pić, zdecydowanie więcej, wody niegazowanej i herbaty z pokrzywy i kopru włoskiego. Warto podkreślić, że to nie jest żadna dieta, bo będę jadła tyle co zawsze, tylko po prostu, zdrowe jedzenie. I nie tyle chodzi mi teraz o schudnięcie, ile o zmianę nawyków żywieniowych, bo to jest podstawa. Kiedy człowiek zacznie się zdrowo odżywiać, ma wtedy więcej energii, siły a co za tym idzie chudnie i czuje się bardziej zdrowszy i szczęśliwy. I oczywiście poza zdrowym odżywianiem równie ważny jest ruch. Więc są i od dawna były, spacery w parku, marsze po lesie. Ostatnio doszedł basen i gdy tylko pogoda się poprawi, chcę nadal kontynuować bieganie na stadionie. Poza tym, dzisiaj planujemy kupić orbiterek do ćwiczeń. Chciałabym pięknie wyglądać do wiosny. Trzymajcie kciuki.
Brat spędził u nas 5 dni. Przyjechali po niego rodzice z babcią. Dopiero drugi raz była babcia u nas. Przywiozła dla nas poszewki od kołdry i dziadka kijki nordic walking. Bardzo jej się podobało, jak mamy urządzone mieszkanie.
W tym czasie, niecierpliwie oczekiwałam na odpowiedni moment, aby zrobić test ciążowy. Zawsze okres mam regularnie, jak w zegarku, a spóźniał mi się już kilka dni. Niestety, wynik wyszedł negatywny. Bardzo rozczarowałam się. Kurcze, dlaczego zajście w ciążę jest takie trudne? Pierwsze, nieśmiałe starania, poczyniliśmy już w sierpniu, ale wtedy jeszcze, nie przykładaliśmy do tego, tak dużej wagi, nie staraliśmy się, aż tak bardzo. Teraz to się zmienia i czasami martwię się, że może nigdy nam się nie uda. Jestem zła, bo wszyscy w około mają dzieci a niekoniecznie mają warunki do tego, a u nas odwrotnie.
Brat pojechał a my musieliśmy wrócić do równowagi żywieniowej. Chcieliśmy spalić te nasze obżarstwo. Codziennie, chodziliśmy do lasu z kijkami, na 3 godziny. Po takim wysiłku, czuliśmy ogromny głód, ale mimo to, udało nam się wdrożyć w życie, nowy plan żywieniowy. Odnalazłam mój stary dziennik żywieniowy. Byłam w szoku, jak przeczytałam, co ja wtedy jadłam. Oczywiście, zero tłustych rzeczy, zero smażenia. Obiad był gotowany na parze i oprócz tego, jadłam mnóstwo owoców, warzyw i surówek. Aż nie mogłam pojąć, że kiedyś tym się zajadałam i bardzo mi to smakowało. Efekty takiego odżywiania były zniewalające. Schudłam wtedy ponad 20 kg.
W sobotę wzięłam się więc do roboty. Wyrzuciłam z kuchni takie śmieci jak: białe pieczywo, napoje gazowane, słodycze, śmietanę, sery żółte, masło, zwykłą herbatę. Zastąpiłam to ciemnym pieczywem z ziarnami, ogromną ilością pomarańczy, jabłek, bananów, brzoskwiń. Wyciągnęłam też z szafki zakurzony parowar i blender. Zamiast smażyć w oleju będę gotowała na parze. A gdy mam ochotę na coś słodkiego, wrzucam kilka owoców do blendera i po minucie mam pyszny koktajl owocowy. Staram się też pić, zdecydowanie więcej, wody niegazowanej i herbaty z pokrzywy i kopru włoskiego. Warto podkreślić, że to nie jest żadna dieta, bo będę jadła tyle co zawsze, tylko po prostu, zdrowe jedzenie. I nie tyle chodzi mi teraz o schudnięcie, ile o zmianę nawyków żywieniowych, bo to jest podstawa. Kiedy człowiek zacznie się zdrowo odżywiać, ma wtedy więcej energii, siły a co za tym idzie chudnie i czuje się bardziej zdrowszy i szczęśliwy. I oczywiście poza zdrowym odżywianiem równie ważny jest ruch. Więc są i od dawna były, spacery w parku, marsze po lesie. Ostatnio doszedł basen i gdy tylko pogoda się poprawi, chcę nadal kontynuować bieganie na stadionie. Poza tym, dzisiaj planujemy kupić orbiterek do ćwiczeń. Chciałabym pięknie wyglądać do wiosny. Trzymajcie kciuki.
sobota, 24 września 2011
Odwiedziny u siostry w szpitalu
Jeszcze nie może dotrzeć do mnie to, że moja siostra została mamą. Czasami zastanawiam się, czy to dzieje się naprawdę, czy to czasem nie był sen?
Dzisiaj z Romkiem pojechaliśmy do niej do szpitala. Moja siostra pomimo ciężkiego porodu, była tak spokojna, zrelaksowana, z daleka biło od niej szczęście. Już w pełni czuje się mamą, co chwila dogląda synka, patrzy, czy wszystko jest w porządku a przy tym jest taka czuła i troskliwa.
A maluszek jest przecudny. Pomimo, że po urodzeniu ważył 3,750 kg, mierzył 57 cm, to ja takiej malutkiej kruszyneczki, nigdy wcześniej na oczy nie widziałam. Te jego maciupkie rączki, paluszki, malutki nosek.
Akurat jak weszliśmy to siostra go karmiła, za chwilkę Michałek usnął i tak spał grzeczniutko cały czas, czasami tylko po cichutku zakwiczał. Trochę go na rękach potrzymałam, niesamowite uczucie.
Akurat jak weszliśmy to siostra go karmiła, za chwilkę Michałek usnął i tak spał grzeczniutko cały czas, czasami tylko po cichutku zakwiczał. Trochę go na rękach potrzymałam, niesamowite uczucie.
Też chciałabym mieć takiego bobaska.
niedziela, 17 lipca 2011
Odwiedziny u teściów
Wreszcie przyjechał do nas mój ukochany małżonek. Im bliżej było do jego przyjazdu tym bardziej tęskniłam, ale nareszcie jest już z nami. Nareszcie możemy już cieszyć się wspólnymi chwilami. Czas spędzamy aktywnie, albo spacerujemy po łąkach, lasach, fotografujemy przyrodę i okolicę, albo jeździmy rowerami. Odpoczywamy też na tarasie, robimy wspólnie obiadki i zapasy zimowe, grillujemy.
Niespodziewanie odwiedziliśmy teściów. Dwa albo trzy lata nie byliśmy u nich. Miałam żal do nich, że Romek już kupę lat spłaca kredyt swojego brata a oni nie mają (?) żadnego wpływu na swojego najstarszego syna, żeby chociaż spłacał 1/3 miesięcznej raty. A jakby tego było jeszcze mało to szwagier zamieszkał u teściów i wprost gada, że nie odda nam tych pieniędzy. Zła na to wszystko byłam, że masakra, żal mi było Romka, że go wszyscy tak zawsze wykorzystywali a teraz nie ma kto pomóc. Dlatego starałam się ograniczyć Romkowi kontakt z rodzicami. Jednak widzę, że po tym spotkaniu z nimi Romek jest szczęśliwszy, spokojniejszy, uśmiecha się od ucha do ucha. I myślę, że właśnie dla niego powinnam zapomnieć o tym kredycie, zapomnieć o moich żalach do teściów, bo chcę aby Romek był po prostu szczęśliwy, zadowolony z życia a ja dość często mu to wypominałam. Czasu nie da się cofnąć, nic nie zwróci nam straconych chwil…
A noce mamy bardzo szalone, aż strach się bać jak pomyślę o konsekwencjach… Ale przecież bardzo chcemy dziecka.
wtorek, 5 lipca 2011
Wakacje :)
Nie ma jak to odpoczynek na wsi. Piękna pogoda, zieleń dookoła, zapachy drzew, kwiatów, ciepłego wiaterku i cisza… Tak bardzo mi tego brakowało! Rano nie muszę się nigdzie śpieszyć. Nie muszę ubierać się i wychodzić z Dzióbkiem z 4. piętra na spacer. Zakładam tylko szlafrok i w klapkach idę z nim do ogrodu. Nie muszę stresować się sąsiadami ani innymi bezmózgimi w parku. Mam na myśli tych ludzi, którzy w parku puszczają groźne psy luzem i wcale nie interesują się tym, co ich pies robi. A ja sama muszę stresować się i denerwować, żeby ten pies czasem do mnie i do Dzióbka nie podbiegł i nie pogryzł nas, bo niestety kilka razy tak się właśnie zdarzyło.
Moja siostra Monika codziennie robi zakupy i wspólnie szykujemy śniadanie. Po śniadaniu spacerujemy trochę po naszym miasteczku, robimy tam jeszcze zakupy, odwiedzamy dziadków. Potem szykujemy jakiś obiad lub grillujemy i do wieczora leniuchujemy na świeżym powietrzu. Z bratem gram w skrabble, trochę czytam lub oglądam TV. Wieczorami podlewamy ogród, kwiatki, palimy w piecu centralnym. Fajnie jest się zająć takimi codziennymi, przyziemnymi sprawami. Cieszę się także, że mam znowu z Moniką dobry kontakt, że możemy spędzić ze sobą mile czas, że możemy pogadać. I żałuję, że tyle czasu straciłyśmy. Kiedyś pokłóciłyśmy się i chyba z dwa lata ze sobą nie gadałyśmy a potem wiadomo, wszystko się zmieniło. Nie jest już tak jak dawniej, nie łączy nas silna więź. Szkoda, ale mam nadzieję, że te maleństwo które nosi pod sercem wszystko zmieni.
Mnie znów opętały marzeniami o dziecku. Jak patrzę na Moniki ciążowy brzuszek i jak ona czy jej narzeczony czule go głaszcze myślę sobie, że też chciałabym mieć taki. Poza tym niedawno odwiedziła nas kuzynka ze swoim kilkumiesięcznym maleństwem… Ja już chciałabym kupić meble do drugiego pokoju, wyobrażam sobie jak urządziłabym ten pokój dla dziecka, na jaki kolor pomalowałabym ściany, gdzie będzie stało łóżeczko…
wtorek, 28 grudnia 2010
Święta 2010
Przed świętami poczułam się trochę lepiej. Pochłonięta byłam przygotowaniami do świąt, sprzątaniem, gotowaniem, pieczeniem i zapomniałam o wszystkich problemach.
Wigilię spędziliśmy z Romkiem sami. Trochę smutno mi było, choinkę ubraliśmy a w domu było tak pusto. Bez tupania małych stópek, śmiechu dzieci… W pierwszy dzień świąt przyjechali moi rodzice z bratem, chociaż nie do końca było pewne, czy przyjadą, przez te straszne warunki na drogach. Ale dojechali szczęśliwie i fajnie spędziliśmy czas. Rodzice byli zaskoczeni tym, że tyle potraw przygotowałam, chyba do tej pory myśleli, że nie potrafię gotować. A tak naprawdę dopiero teraz mam warunki, żeby gotować: dużą kuchnię, kuchenkę. Brat był bardzo zadowolony z prezentu, zielonego sweterka. Wariował z naszym Dzióbkiem a ten znowu popisywał się sztuczkami.
Stwierdziłam, że święta bez rodziny nie są żadnymi świętami.
Teściowie nie przyjechali i nawet ucieszyłam się. Odkąd jestem z Romkiem, a będzie to zaraz 8 lat, tylko dwa razy zaprosili nas do siebie.
Potem wrócił smutek…
Dziękuję Wam za wsparcie i za życzenia świąteczne. Bardzo miłe to, że o mnie pamiętacie.
Etykiety:
Dzióbek,
marzenia,
rodzina,
sentymentalnie,
teściowie
środa, 9 grudnia 2009
...
Czasami mam taki nastrój, że nawet bieganie mi nie pomaga. Jest to uczucie pustki, przygnębienia, bezsensu wszystkiego. Mam mieszkanko, kochającego męża, pieniędzy też nam wystarcza na jakieś małe zachcianki. Mimo to, wciąż mi czegoś brakuje. Nie wiem czego. Może życia normalnego. Bo ten etap, który przeżywam teraz, nie należy do normalnych. Tylko raz w tygodniu jeżdżę na uczelnię i nic poza tym nie robię. Jest mi źle z tym. Chciałabym w końcu skończyć te studia, choć nie wiem czy kiedyś to nastąpi. Oczywiście, jakaś nadzieja tli się jeszcze, ale nie jest to już płomień. Chciałabym w końcu pracować i być trochę samodzielna i niezależna. Chciałabym mieć już swoją rodzinę, dzieci, codziennie o tym myślę. Wiem, że gdybym teraz zaszła w ciążę, to na pewno nie skończyłabym studiów a zmarnować te 7 lat mojej ciężkiej pracy, byłoby głupotą. Już dawno mieliśmy się starać, ale zawsze z powodu studiów odkładamy to. Tak więc musimy jeszcze poczekać dwa lata. Nie wiem jak to wytrzymam. Poza tym co miałabym dziecku do zaoferowania? ...
Etykiety:
marzenia,
pesymistycznie,
problematycznie,
przemyślenia,
studia
wtorek, 13 października 2009
Nowe M-4 ?
Na uczelni wszystko pozałatwiane, wszystkie zaliczenia będę miała przepisane, więc chodzę tylko na te przedmioty w ramach których, muszę uzupełnić różnice programowe ( w poniedziałek 2 zajęcia). Jeszcze nie wiem, co będzie z czwartkowym seminarium. Niestety, już wczorajszy dzień musiałam opuścić, bo pociąg miał spore opóźnienie. Jestem zła na siebie, że dopiero początek roku akademickiego a już tak się zaczyna! Na nudę jak na razie nie narzekam.
Nawet nie miałam pojęcia jakim mądrym piesiem jest mój Dzióbek, z jaką łatwością uczy się poleceń. Fakt, z toaletą wydawało mi się oczywiste, że tak szybko nauczył się załatwiać swoje potrzeby na dworze, ale jednak nie każdy mały piesek tak robi. Jak chce jeść od dawna też już pokazuje. Teraz nauczyłam go siadać na komendę, leżeć, podawać łapkę i dawać głos :) Mąż nauczył jego, że jak wracamy ze spacerku, mówimy ” szybko do domu” a on tak szybko biegnie pod drzwi klatki, że tylko uszy ma z tyłu i ledwo można go dogonić :)
Instynkt macierzyński znowu o sobie daje znać, troszkę Dzióbek go stłumił, ale gdy na przystanku widziałam młodą matkę z takim malutkim, może 2 lub 3 – miesięcznym szkrabem, nie mogłam oderwać oczu od dziecka. Ale co od czego, gdy zabieramy się " do rzeczy ", ta myśl mnie przeraża!
Być może nawet do końca roku będziemy mieli większe mieszkanie. Uwielbiam urządzać mieszkanie, planować co trzeba kupić, wybierać, malować :) Pojawiła się też kwestia, gdzie będziemy mieszkać : w dużym mieście, czy w dużym miasteczku. Zdecydowaliśmy się na miasteczko, bo są ogromne szanse na to, by mieć mieszkanie wkrótce, żeby mieć w mieście musielibyśmy jeszcze kilka lat poczekać. Zawsze, gdy jestem w tym mieście zastanawiam się, czy chciałabym tam jeszcze raz mieszkać. Oczywiście, największym plusem mieszkania w mieście jest praca. Pamiętam, że jak przez 6 lat mieszkałam w mieście nie wyobrażałam sobie, że mogłabym wrócić do małego miasteczka. Jednak w tym miasteczku, w którym obecnie mieszkam, jest wyjątkowo. Ogromnym plusem jest to, że do tego miasta jadę 40 minut pociągiem. Poza tym, jest to miejscowość bardzo rodzinna, jest mnóstwo pięknych parków, placów zabaw, pięknych zakątków, a nawet ludzie są inni , inna kultura osobista. Ci ludzie właśnie nas zmienili i nasze myślenie. Na każdym kroku można zobaczyć sportowców, ktoś biega, ktoś chodzi z kijkami. A gdy pójdzie się do lasu na spacer, jest tam tak tłoczno prawie jak na ulicy. To nas zmotywowało do tego, żeby zacząć uprawiać sport. Udało się nam schudnąć. Wszędzie też widać ludzi spacerujących z psami, jest ich mnóstwo, więc i my zachcieliśmy mieć pieska. Jest to miasteczko, ale ma sporo do zaoferowania: nowoczesny basen, kluby fitness, szkoła tańca, szkoły muzyczne, kino, jakieś puby, więc każdy może znaleźć coś dla siebie. Żyje się tutaj spokojnie, bez pośpiechu. Pokochałam tę miejscowość. Nie trzeba mieszkać w mieście by móc rozwijać się i przyjemnie spędzić czas.
piątek, 24 kwietnia 2009
Odpowiedni moment?
Siedzę w parku, jest piękna, słoneczna pogoda i mnóstwo młodych kobiet spacerujących z wózkami. Niedaleko mnie, jedna wzięła maleństwo na ręce. Maluszek ledwo samodzielnie trzyma główkę, a jednak rozgląda się, ciekawy świata, uśmiecha się, wymachuje rączkami…
Zastanawiam się, kiedy ja będę mamą. Wcześniej R. mówił, że chce być tatusiem, ale jeszcze nie teraz, bo moje studia, praca, bo mamy ciasne mieszkanie ( typowa kawalerka), bo musimy jeszcze kilka lat spłacać długi jego brata…
Ostatnio bardzo dużo o tym rozmawiamy. Wydaje nam się, że jeśli będziemy myśleć tak jak do tej pory, to nigdy może nie nastąpić ten „ odpowiedni ” moment. Wstępnie zaplanowaliśmy, że pod koniec czerwca będziemy starać się o maleństwo. Teraz gdy już mniej więcej wiem, kiedy to będzie, boję się czy podołam nowym obowiązkom. Ale obawy to chyba coś naturalnego. I zastanawiam się, czy jednak to nie jest za wcześnie: mam 25 lat, nie skończyłam jeszcze studiów i prawdę pisząc, nie wiem kiedy to nastąpi, ale przecież chcę tego i R. również.
środa, 1 kwietnia 2009
Ciężkie dni za mną
Za mną ciężkie dni. Przez dwa tygodnie miałam doła psychicznego. Mnóstwo spraw i problemów napiętrzyło się. Mąż wziął tydzień wolnego a ja zamiast cieszyć się wspólnymi chwilami przepłakałam cały ten czas.
Chodzi o to samo co zawsze, o studia. Byłam bardzo przygnębiona tym, ile lat będę musiała jeszcze to wszystko znosić. Na wykładzie , tak mi smutno było i przykro . Było mnóstwo osób a ja czułam się taka samotna. Ludzie ci, są tacy niedostępni tak jakbym była kimś gorszym tylko dlatego, że powtarzam. Moi znajomi z poprzedniego roku są już nauczycielami a ja... ! W ogóle już same, potężne, mury uczelni napawają mnie strachem. Kiedyś chodziłam na uczelnię z wielką chęcią i zaangażowaniem, teraz nienawidzę tego miejsca!
Mężuś przez cały tydzień opiekował się mną, robił śniadanka, przepyszne obiadki i kolacje, zmywał naczynia, sprzątał, prał. Pod koniec tygodnia to również zaczęło męczyć mnie psychicznie, bo on tak starał się, żeby było mi dobrze a ja przez to, czułam się jeszcze gorzej. Byłam do niczego.
Poza tym bardzo dużo rozmyślałam o mojej rodzinie. Przeczytałam kilka blogów, które wzruszyły mnie do łez i zaczęłam trochę inaczej patrzeć na wszystko. Uświadomiłam sobie, jak wiele czasu zmarnowałam, skupiając się tylko na tym co wkurza mnie w mojej mamie. Rozpamiętywałam tylko złe chwile i to jak mnie raniła. Mój tata przyjechał niedawno na krótki urlop, potem znów wyjeżdża do pracy, za granicę. Zdałam sobie sprawę z tego jak mało czasu z nim spędzam, że nie daj Boże, coś złego by się stało, nie miałabym czego wspominać...
Od dawna również, ciągle odkładałam wizytę u dentysty. I jeszcze ginekolog… Od jakiegoś czasu coraz częściej myślę o maleństwie a jeszcze nigdy nie byłam… Coś mnie tknęło, że muszę w końcu pójść. Całą noc oka nie zmrużyłam, nastawiałam się psychicznie do tej wizyty. Poszłam dzisiaj, choć sama jeszcze rano nie wiedziałam czy to zrobię. A na poczekalni nie wierzyłam, że zarejestrowałam się i czekam. Było ok. Pani dr była bardzo przyjazna, spokojna a samo badanie było bezbolesne. Wszystko jest w porządku, muszę poczekać tylko na wyniki cytologii. Nie sądziłam, że będę tak dobrze wspominała tą wizytę. Chociaż tyle.
Etykiety:
codzienność,
marzenia,
przemyślenia,
rodzina,
studia
wtorek, 2 września 2008
Przyjdzie czas
Nie jestem w ciąży. Chyba dobrze się stało, ale mam mieszane uczucia. Marzenia o dziecku dalej będą tylko marzeniami... Wiem, wiem, przyjdzie na to czas.
niedziela, 31 sierpnia 2008
Będę mamą ???
Będę mamą czy nie będę??? Nie mogę uwierzyć, żeby to było prawdą,ale moje objawy na to wskazują. Marzyłam o dzidzi, ale teraz czuję większy strach niż radość. Nie wiem jak wytrzymam te dni niepewności, chciałabym już wiedzieć. Boję się zarówno tego jak okaże się, że jestem w ciąży i jak okaże się, że był to fałszywy alarm, ponieważ wtedy mogę być rozczarowana. Nie wiem... Muszę kupić test. Gdy R. powiedziałam, że jest to bardzo prawdopodobne, miał niesamowity uśmiech na twarzy, taki słodziudki, zrobił się czerwony i taki jakby troszkę zawstydzony, ale wiem, że to ze szczęścia. Wczoraj byli też u nas teście, posiedzieliśmy trochę, było miło, potem poszłam na spacer z mężem, zjedliśmy kolację, oglądaliśmy tv i rozmawialiśmy. Ostatnio jest on taki ciepły i spokojny, pragnie więcej miłości, czułości, częściej mówi " kocham cię" i brzmi to inaczej niż jakiś czas temu. Jestem w ciąży, czy to tylko moje urojenia??? Serce bije mi jak oszalałe..
Subskrybuj:
Posty (Atom)
