O mnie

Moje zdjęcie
Trzydzistoparolatka. Żona. Mama dwóch chłopców. Dzięki nim moje życie nabrało barw. Na blogu pragnę uwiecznić naszą (nie)codzienność. Chcesz do mnie napisać? Mój email: madzia435@gmail.com

Obserwatorzy

Online

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2. rok Filipka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2. rok Filipka. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 października 2014

Mały gaduła

Rozgadał się nam syneczek tuż przed swoimi drugimi urodzinami. Codziennie łapie nowe słowa i chętnie ich używa. A gaduła z niego jest niesamowita. Buźka mu się nie zamyka.
Gdy pytam się Filipka, ile ma lat odpowiada: "nie tsy".
Kiedy rano wyjrzał Filipek przez okno zobaczył mgłę. Mówi do mnie: "mama dym".  A ja tłumaczę mu, że to nie jest dym, to mgła. Powtórzyłam wyraźnie  m-g-ł-a. Byłam w szoku, kiedy on dokładnie powtórzył, przecież to taki trudy wyraz.
Podczas spaceru zauważyliśmy zepsuty traktor. Pokazałam Filipkowi, że traktor nie ma koła a on za chwilę mówi: "ni ma koła". 

Kiedy spacerowaliśmy koło szkoły, dojrzeliśmy ogień. Kilka dni później znów tam spacerowaliśmy a wtedy Filipek powiedział do mnie: "mama ni ma ogień".
Gdy bierze herbatę do picia pyta się: "mama, nie ała?" tzn. czy nie jest gorąca? Te "ała" wzięło się stąd, bo gdy zdejmuję skórkę z parówki i parzę się w ręce wołam "ała". 
Nieustannie pokazuje paluszkiem na żyrandol i mówi: "Hu-ha tu nie. Ijo-ijo".  Tzn. nie wolno tutaj rzucać piłki, bo przyjedzie straż pożarna. 
Kiedy leżeliśmy na łóżku i czytaliśmy książkę w której pogotowie przyjechało, by ratować mamę, tatę i Madzię, Filipek spojrzał na mnie i w śmiech. Wie, że mama to Madzia. 
Podczas spacerów wszystko pokazuje paluszkiem, wszystko nazywa, tak samo jak jedziemy samochodem: "tu ampa" - tu jest lampa, "bim-bam" zegarek, "dzieci ni ma", "ijo-ijo nie ma". Raz mówi: "ni ma" a innym razem: "nie ma" to zależy od tempa. Jeśli szybko chce coś powiedzieć, to skraca.  
Wieczorem zawsze mówi całą swoją litanię: "tata aa" - tata idzie spać, "mama aa", "baba tu, tu aa" - jedna i druga babcia idą spać, "Arti aa", "łała aa" -dziadek idzie spać, "koń aa", "dzieci aa" itd., itd. 
Tort już zamówiony. W piątek urodzinki Filipka. 
Rok, 11 miesięcy, 3 tygodnie i 3 dni

sobota, 11 października 2014

Kogucik

Filipek jest bardzo wesołym, radosnym chłopczykiem. Niesamowicie bystrym. Nieraz zaskoczył nas swoją inteligencją. Zawsze doskonale wie, o czym rozmawiamy. Wyłapuje nowe słowa. Zawsze wszystko dojrzy. Nie da się przed nim nic ukryć. 
Gdy z Romkiem o czymś rozmawialiśmy a nie chcieliśmy, żeby Filip wiedział o czym, używaliśmy słów - zamienników a teraz on poznał doskonale ich znaczenie. Na przykład: kiedy rozmawialiśmy o naszym psie używaliśmy jego imienia Dzióbek a wtedy Filip od razu zaczynał drażnić psa. Żeby uniknąć takich sytuacji, zaczęliśmy między sobą mówić na psa Kudłaty. Po jakimś czasie Filip rozszyfrował nas. Wie, że Kudłaty to też Dzióbek. I tak też jest z innymi rzeczami.
Po mieszkaniu biega tylko w tę i z powrotem. Nie usiądzie ani na chwilę, żeby odpocząć, bo zawsze ma coś ważnego do zrobienia. Uwielbia chować swoje samochody do różnych pojemniczków, szkatułek i kartoników. I tak bez przerwy przekłada je z jednego pudełeczka do drugiego. 
Synek ma coraz większe poczucie humoru. Kiedyś, nagle zgarbił się i zaczął tak dziwienie chodzić. Zaczął ciągać nogi, jedną za drugą i mówi: "baba". A my z Romkiem omal nie pęknęliśmy ze śmiechu. Filipek pokazywał jak chodzi prababcia. Nikt go tego nie uczył a on to podłapał. Zresztą widzieliśmy, jak podczas spacerów, to on prowadził prababcie delikatnie za rączkę i przyglądał się, jak stawia nogi. Teraz często tak sobie żartuje z niej :)
Gdy spacerowaliśmy, Filipek podszedł do ogródka jakiejś kobiety, urwał kwiatka i przyniósł dla mnie. Powiedział: "mama" i wyciągnął do mnie rączkę z kwiatkiem. Zrobiło mi się bardzo miło!!!! Ale rośnie mi romantyk :)
Synek nasz ma nowy pseudonim: "Kogucik". Kiedyś biegał po pokoju, skakał dziwnie jak kózka i w zaczepiał nas. Był nico "bojowy". Wtedy Romek powiedział na niego kogucik a on zaczął tak głośno śmiać się z tego, że aż położył się na dywan. Spodobało mu się. Teraz, gdy powiemy na niego Kogucik to on zawsze śmieje się i zaczyna wygłupiać się.
Gdy dziadek spotkał Filipka, jak spacerowaliśmy, chciał przewieźć go swoim samochodem. A, że Filipek dziadka dawno nie widział był trochę onieśmielony i nie chciał z dziadkiem jechać. A potem w kółko powtarzał: "łała bum-bum nie" tj. Filipek nie pojechał z dziadkiem samochodem. "Łała" to dziadek.  Nowe ulubione słowa Filipka to: ja, tu, to, "ampa" - lampa, oła, traktor, "ti" -tir, radio, koń, dynia, dzieci, dzidzia, czyta, ogień, dym, trzy.
Rok, 11 miesięcy, 2 tygodnie i 3 dni

piątek, 3 października 2014

Spacerek. Piłka

Podczas spacerów Filipek wcale nie chce siedzieć w swoim wózku. Kiedy zrobię zakupy i dojdziemy w miarę spokojną okolicę, wyciągam go z wózka, żeby mógł sobie pospacerować. 
Często rozmawiamy o tym jak należy spacerować, żeby było bezpiecznie. W domu mamy fajną książeczkę, która ilustruje właśnie takie sytuacje. Tłumaczę Filipkowi, że zawsze musi trzymać mamusię za rączkę, że przez ulice można przechodzić tylko po pasach itd.  Któregoś razu, szliśmy wąskim chodnikiem. Musiałam zjechać wózkiem na ulicę ponieważ nie mieściliśmy się na chodniku. Gdy Filipek zobaczył, gdzie ja idę, bardzo się przejął. Kucnął i paluszkiem pokazywał mi chodnik i mówił: "mama tu". Kazał mi wejść na chodnik. Filipek już wie, gdzie można chodzić. We wspomnianej książeczce, często pokazuje chłopczyka, który nie przechodzi po pasach tylko idzie środkiem ulicy i mówi: "tu nie", tzn., że tu nie wolno przechodzić.  
Ostatnio wpadła Filipkowi do ucha piosenka: "Pa pa, pa pa rap pa pa pa". Cały czas mówi: "mama pa pa pa" i pokazuje paluszkiem wieżę. Każe włączać tę piosenkę. 
Filipek polubił zabawę z piłką. Biega za nią po całym mieszkaniu: kopie, rzuca na wszystkie strony. A podczas tej zabawy poci się jak szczur. Raz, zaczął rzucać piłkę w żyrandol tak mocno, aż go porządnie rozbujał. Omal nie spadł. Gdy mówiłam Filipkowi, że nie można rzucać piłeczki w żyrandol, śmiał się i jeszcze bardziej starał się dorzucić piłkę w klosz. Potem wytłumaczyłam, że jak żyrandol spadnie to zapali się dywan i przyjedzie straż pożarna gasić pożar. Od tamtej pory nie rzuca piłki w żyrandol tylko pokazuje klosz palcem i mówi: "hu-ha tu nie, ijo-ijo", co znaczy, że nie wolno rzucać piłki w żyrandol, bo przyjedzie straż :) Na następny dzień , przyszedł do mojego łóżka z książką o smoku wawelskim. Pokazał mi ilustrację na której smok zieje ogniem i mówi: "ijo-ijo" :)
Ostatnio trochę u nas padało, więc po deszczu wychodziliśmy z Filipkiem zaliczać kałuże. Pewnego razu tak szybko rozpędził się, że aż nóżki poplątały mu się i plackiem wylądował w głębokiej kałuży. Było takie chluśnięcie, że opił się tej wody i wystraszył się. Cały był przemoczony. Teraz wychodzimy na mniejsze kałuże. Jednak Filipek nie zraził się. Gdy tylko widzi wodę, aż oczka świecą mu się z radości. Nie przepuści żadnej okazji, żeby zamoczyć się. 
Rok, 11 miesięcy, 1 tydzień i 2 dni

poniedziałek, 22 września 2014

Szczebelki. Naśladuje psa. Mały pomocnik. Prababcia

Ostatnio, Filipek znalazł nową, niebezpieczną zabawę. Bierze samochodziki, które dostał od dzieci i wskakuje do swojego łóżeczka. Z łóżeczka puszcza te samochody, żeby jak najdalej pojechały. A potem wyskakuje z łóżeczka i przynosi sobie te auta. Niebezpieczne jest to skakanie z łóżeczka, bo w każdej chwili może uderzyć plecami o górne szczebelki i wylądować twarzą na ziemi a dodatkowo może pośliznąć się na podłodze. Mówiłam mu ze sto razy, że nie wolno tak skakać, ale ten widzi moją przerażoną minę i śmieje się ze mnie. I jeszcze częściej skakał. Aż w końcu Romek wziął szczebelki, które wyjęliśmy z łóżeczka, żeby Filipek mógł sobie swobodnie wchodzić i wychodzić i postanowił założyć mu je z powrotem. Filipek nagle zaczął płakać. Rozpaczliwie próbował wcisnąć się przez szczebelki do łóżeczka, ale już nie mógł. Wtedy Romek na spokojnie wytłumaczył Filipkowi, że nie można skakać, bo można upaść i krzywdę sobie zrobić. Powiedział, że zdejmie szczebelki, ale jak Filipek będzie skakał to założy je z powrotem. Filipek zrozumiał o co chodzi, ucieszył się bardzo i poszedł szybko do przedpokoju, pokazać Romkowi, gdzie ma schować te szczebelki :) Kiedy Romek poszedł do kuchni, Filipek znów zaczął skakać, ale przypomniałam mu, co tata powiedział. Potem, skoczył jeszcze kilka razy, ale za każdym razem ukradkiem spoglądając, czy Romek czasem nie patrzy. Mały cwaniaczek.
Filipek bardzo lubi udawać naszego psa. Chodzi wtedy na czworakach, bierze do buźki maskotkę psa (fuuuj!), kręci głową na wszystkie strony i warczy. Kiedy mówimy, że Filipek to piesek, śmieje się z tego. Lubi być w centrum zainteresowania. 
Kiedy byliśmy na placu zabaw, Filipek wszedł na samą górę ślizgawki i... dojrzał prababcię. Zaraz zaczął wołać ją: "baba, baba". Babcia siedziała na ławce z koleżankami, daleko, po drugiej stronie parku. Gdyby nie Filipek, nie wiedziałabym, że tam siedzi. W ogóle Filipek bardzo zżyty jest z prababcią. Kiedy spacerujemy, czy jedziemy samochodem, koło jej bloku, zawsze woła głośno "baba". Często przytula się do niej. 
Gdy zamiatałam w pokoju podłogę, poprosiłam Filipka, żeby przyniósł mi małą miotełkę i szufelkę. Filipek szybko pobiegł do kuchni, otworzył szufladę od kuchenki gazowej i przyniósł mi to, o co prosiłam. 
Powoli, uczę Filipka, żeby sprzątał po sobie. Ma mały pokoik i wiecznie książki i samochody walają się pod nogami. Jeszcze nie umie poukładać książek, ale jestem bardzo zadowolona, że odkłada je na półeczkę, kładzie do szuflady lub skrzyneczki swoje samochody. Nie zawsze, ale często tak jest. Kiedy ściągam mu pieluszkę, bierze ją i biegnie szybko do kuchni, żeby wyrzucić ją do kosza. Mam już w domu małego pomocnika! :)
Synek mój zaczyna coraz więcej mówić, dyskutować. Mówi coś bardzo głośno, po swojemu. Często podłapuje nowy wyraz dwusylabowy. Ostatnio, ładnie woła: anioł, dynia, "champa", czyli lampa. Wyglądaliśmy przez okno, gdy zaczął mówić: "champa, champa". Nie rozumiałam o co mu chodzi i powtarzałam tak jak on: "champa". A on kładł się na łóżku, ze śmiechu, gdy mówiłam "champa". Później pokazał paluszkiem i zrozumiałam, że "champa" to lampa. 
Byłam pełna nadziei. Myślałam, że jestem w ciąży. Okres spóźniał mi się ponad tydzień a nigdy wcześniej to mi się nie zdarzyło. Jednak testy ciążowe wychodziły negatywnie. Nie wiem, może to był cykl bezowulacyjny? Znów będziemy próbować... Tylko teraz nie wiem kiedy, skoro do tej pory miałam okres co 26 dni a teraz dostałam w 35. dniu cyklu. 
Rok, 10 miesięcy i 4 tygodnie i 1 dzień

środa, 17 września 2014

Pogroził paluszkiem

Chcę przypomnieć, że wkrótce blog będzie otwarty tylko dla zaproszonych czytelników. Kto jeszcze nie podał mi swojego adresu email ma jeszcze szansę to uczynić :)

Filipek zawsze zasypia sam w pokoju, w swoim łóżeczku. Ale pewnego wieczoru, gdy była burza, bał się zostać sam. Zawołał tatę i paluszkiem pokazywał łóżko i mówił: "tata tu". Chciał, żeby Romek położył się obok, więc Romek został z synkiem. Położył się na łóżku i czekał, aż Filipek zaśnie. Po jakimś czasie, Filipek prawie już "odpływał". Oczka miał już zamknięte, kiedy Romek dostrzegł, że Filipka tir jest na krawędzi łóżeczka i zaraz spadnie na podłogę i obudzi Małego. Podniósł się szybko i złapał tira a Filipek to usłyszał. Zerwał się i patrzy, co się dzieje. Romek położył tira koło jego łóżeczka a Filipek nagle zaczął marudzić, jęczeć. Chciał tira z powrotem w łóżeczku, więc Romek dał mu tego tira. Filipek zadowolony położył się na swoją podusie. Po chwili podniósł główkę, spojrzał na Romka i pogroził tacie paluszkiem za to, że chciał wziąć jego tira.

Kiedy Filipek wychodził z tatusiem na spacerek obiecałam mu, że jak wróci to pojedziemy nad jezioro. Byłam w kuchni, gdy po kilku godzinach, usłyszałam jak Filipek krzyczał: "tata, mama, bum-bum aaaa!" - tata, mama, jedziemy nad jezioro!  Ale ten chłopiec ma doskonałą pamięć.
Kiedy ubieram Filipkowi na nóżki skarpetki z rysunkiem samochodu, wtedy nie chce założyć kapci po domu ani butów na spacerek, bo przecież zasłaniają samochód. Zawsze denerwuje się z tego powodu. Próbuje ściągnąć buciki.  
Gdy Filipek obudzi się po południowej drzemce, lubi sobie jeszcze z 15-20 minut poleżeć w łóżeczku. Kiedy wołam go na obiad, zły woła do mnie: "aaa" tzn. że Filipek jeszcze śpi i mam dać mu spokój. 
Rok, 10 miesięcy, 3 tygodnie i 3 dni. 

Zaproszenia wysłane. Jeśli kogoś pominęłam, proszę dajcie znać. 

czwartek, 4 września 2014

O książkach i samochodach

Filipek codziennie mnie zaskakuje. Jest bardzo bystry i taki mądry. Chłonie wiedzę jak gąbka. Z ciekawością i ogromną radością ogląda swoje książki. Ma ich ponad osiemdziesiąt (!) a dokładnie wie, w której co się znajduje. Zna wszystkich bohaterów i przebieg wydarzeń. Wszystko, o co poproszę, potrafi wskazać paluszkiem. Gdy tylko rano wstanie, sięga po książkę i wskakuje do mnie do łóżka, bo chce, żebym mu poczytała. Gdy idzie spać, bierze ze sobą do łóżeczka książkę. Leży na pleckach i wertuje obrazki. Kiedyś poprosiłam Romka, aby podał mu książeczkę o koparce. Romek podszedł do półki z książkami i szukał tej książki i szukał i nie mógł znaleźć. Wtedy Filip zerwał się z łóżeczka, podbiegł do półki i wziął tę książkę. Od razu poznał, która jest to książeczka. 
Filipek cięgle uwielbia też samochody i wszelkie pojazdy. Kiedy wracaliśmy ze spaceru do domu, on już z daleka obserwował, czy koło bloku stoi taty samochód i mówił: "ma tata bum-bum" - nie ma taty samochodu. Jednak, po chwili dostrzegł auto i szczęśliwy krzyczał: "tata bum-bum", "bum-bum". Chciał przejechać się samochodem. Zaczęłam tłumaczyć mu, że nie pojedziemy, bo tata jest w domku i ma kluczyki do samochodu a mama ich nie ma. Koło bloku wysadziłam Filipka z rowerka, bo chciałam schować rower do klatki. Kazałam Filipkowi czekać na mnie a on podbiegł pod okno, zadarł głowę do góry i woła: "tata, tata!". Romek usłyszał go i nie mieliśmy innego wyjścia, musieliśmy pojechać na przejażdżkę.  
Gdy szeptałam do mamy, żeby zapytała się Filipka, kto do niego dzwonił, on mimo to słuchał, o czym rozmawiamy i od razu odpowiada: "łała" - dziadek. 
Za tydzień będę robiła test ciążowy. Albo i szybciej, jeśli nie wytrzymam z ciekawości. Denerwuję się trochę z tego powodu. Chciałabym, aby wynik był pozytywny. Fajnie byłoby, gdyby dzidziuś urodził się w maju. Filipek urodził się jesienią. Było wtedy szaro i buro. Szybko robiło się ciemno a mi było strasznie zimno. Miałam wtedy strasznego doła. Nic mi się nie chciało tylko spać. Dlatego chciałabym urodzić w maju lub czerwcu. Myślę, że wtedy byłoby zupełnie inaczej.  Dzień będzie długi, będzie słoneczko i ciepło. Będę miała wtedy dużo więcej energii. 
Rok, 10 miesięcy, 1 tydzień i 4 dni
----------------

Od następnego postu,  blog będzie otwarty tylko dla zaproszonych czytelników. Jeśli ktoś chce nadal czytać mojego bloga, proszę o podanie adresu email w komentarzu lub w wiadomości prywatnej. Pozdrawiam. 

wtorek, 26 sierpnia 2014

Pragnę drugiego dziecka

Pragnę, aby Filipek miał braciszka albo siostrzyczkę. Razem będzie im w życiu raźniej. Im mniejsza różnica wieku tym lepiej, ponieważ dzieci znajdą wspólny język, będą przyjaźnić się. Będą miały podobne pasje i zainteresowania. Będą razem bawić się, kłócić i wspierać w trudnych momentach. Chciałabym, aby dzieci stworzyły ze sobą silną więź. 
Oczywiście, mam sporo obaw. Jak będę czuła się w ciąży? Czy poradzę sobie z opieką nad Filipkiem? Czy nadążę za nim biegać? Bo niestety, nikt z rodziny, nie weźmie Filipka na spacer, żebym sobie trochę odpoczęła. Przeraża mnie też wizja porodu. 
Z jednej strony wcale nie tęsknię za pieluszkami, za wstawaniem w nocy do karmienia, co dwie godziny, ale z drugiej strony nie mogę dłużej czekać. Jakbym teraz zaszła w ciążę, urodziłabym dzidziusia na przełomie maja-czerwca, wtedy różnica między dziećmi wynosiłaby 2 lata i 7 lub 8 miesięcy. Zależy mi na tym, aby dzieci przyjaźniły się ze sobą, a jak będzie duża różnica wieku, wtedy każde będzie miało swój świat. 
Cieszy mnie fakt, że Romek bardzo angażuje się w wychowanie Filipka. Od pierwszych dni tak bardzo mi pomaga. Każdą wolną chwilę spędza z synem. W trudnych chwilach zawsze mogę na niego liczyć. 
Ciekawa też jestem zmian, jakie nastąpią po porodzie. Jak podzielę miłość na pół między dzieci? I czas... ? Filipek jest przecież moim oczkiem w głowie... Jest takim fajnym, radosnym chłopczykiem. Dlatego chciałabym mieć takiego drugiego urwisa ;)
Rok, 10 miesięcy i 2 dni

wtorek, 19 sierpnia 2014

Robi siku do nocniczka. Na placu zabaw. Śpi z autami i książkami

Jestem bardzo, bardzo dumna z mojego synka!!! Filipek robi już siku do nocnika! Sam! Nawet nie potrzebuje pomocy mamy. Wcale mnie nie woła. Miałam już zamiar zrezygnować z nauki toalety, gdyż od miesiąca uczyłam go, gdzie robić siku a on i tak cały czas sikał na podłogę. Myślałam, że jest jeszcze za mały na to. Zaledwie raz, świadomie, kiedy chciał siku, zrobił kwaśną minkę i zdążyłam go posadzić na nocnik a reszta to był czysty przypadek. Potem nawet już nie chciał siadać na nocnik. Przypominałam ciągle mu o nocniku, ale nie zmuszałam, żeby siadał. Zresztą ciągle mówił: "nie, nie, nie". Kilka dni temu,  kiedy zjadł obiad, zaczęłam myć naczynia aż  nagle usłyszałam, że nocnik gra. Własnym uszom nie mogłam uwierzyć. Zajrzałam do pokoju a Filipek mówił: "tu, tu" i pokazał mi nocniczek. Zerknęłam do środka a tam pół nocnika siku! Zaczęłam bić brawo, ściskać go i całować a on był bardzo dumny i zadowolony z siebie, aż dołeczki miał w policzkach. Nawet nie wiem, kiedy on zniknął z tej kuchni, ani słowa nie powiedziałam mu o nocniku a tu taka niespodzianka! Na drugi dzień, rano, bawił się samochodem w dużym pokoju. Nagle pobiegł do swojego pokoju i  za sekundę usłyszałam melodyjkę z nocnika. Znowu zrobił siku do nocnika! I teraz coraz częściej siada na nocnik i robi siku! Myślę, że ta nauka trwała tak długo, bo na spacery zakładałam mu pieluszkę i nie wiedział, kiedy nasika i się zmoczy a kiedy nasika i będzie miał sucho. Cieszę się, że załapał o co chodzi. 
Niedawno nad naszą miejscowością krążyły bardzo nisko helikoptery. Jeden schodził coraz niżej i niżej i zdawało się, że wylądował niedaleko. Poszłam z Filipkiem sprawdzić, czy dobrze nam wydawało się. Okazało się, że helikopter wylądował w polu. Po jakimś czasie zaczął startować. Rozległ się hałas, śmigła kręciły się bardzo szybko, aż bałam się, że oderwą się. Przytuliłam Filipka mocniej, bo martwiłam się, że będzie bał się tego hałasu. Ale gdzie tam. On wcale nie bał się. Był bardzo zaciekawiony. W końcu helikopter odleciał. Filipek bardzo to przeżywał. Jeszcze nigdy nie widział z tak bliska helikoptera. Potem, przez kilka dni, cały czas wołał "zi, zi" - samolot. Od tamtej pory bardzo polubił helikoptery. 
Od jakiegoś czasu, gdy Filipek idzie spać lubi nie tylko przytulać pieluszkę tetrową, ale i swoje samochody. Bierze je ze sobą do łóżeczka, bawi się nimi, aż usypia w rączce mocno trzymając auto. Kiedy weszłam do pokoju, żeby go przykryć, całą kolekcję aut miał ułożoną na poduszce a on biedny nie miał dla siebie miejsca i aż główka zwisała mu z łóżeczka. Omal nie wypadł. Kiedyś, przyłapałam go, jak zamiast leżeć w łóżeczku wychodził z niego. Powiedziałam mu, że trzeba spać a on z taką skwaszoną i błagalną miną, powiedział do mnie: "bum". Prosił, abym pozwoliła wziąć mu samochodzik do łóżeczka. Pozwoliłam mu. Pobiegł on po samochód i zaraz położył się do łóżeczka i usnął.
Gdy były upały, cały czas spędzaliśmy na dworze i trochę zaniedbaliśmy czytanie książeczek. Ale ostatnio, znów powróciliśmy do naszej pasji. Wieczorem, Filipek usiadł mi na kolanach i zaczęliśmy oglądać książkę. Ja nie czytałam mu. To on przewracał kartki i po swojemu, opowiedział mi całą bajeczkę! Rano, gdy obudziliśmy się, przyszedł do mnie z tą samą książeczką, co czytaliśmy wieczorem. Teraz, gdy zasypia, pakuje także do swojego łóżeczka książki. Podglądam go przez drzwi a on siedzi zmęczony na łóżeczku i przewraca karteczki książki. Patrzy, jak koparka wysypuje piasek na tira. Jaki jest to fajny widok. Albo leży na pleckach i ogląda obrazki. I tak usypia z książeczką. Cieszę się, że sam sięga po książki. Mam nadzieję, że zaszczepiłam w nim miłość do książek. 
Kilka dni temu, Filipek opanował nowe umiejętności na placu zabaw. Nauczył się, wchodzić na ślizgawkę po linkach a także wdrapywać się na nią po tej ślizgiej powierzchni, od dołu aż na samą górę. Buja się na koniku, na huśtawce i na karuzeli. Jakiś czas temu, poznaliśmy na placu zabaw chłopczyka o miesiąc starszego. Byłam zaskoczona i jednocześnie trochę zmartwiona,  że jest taki samodzielny na placu, że tak sobie dobrze radzi a za Filipkiem musiałam wszędzie chodzić i pomagać mu. Ale kiedy mój synek miał się nauczyć bawić na placu zabaw, jak tam chodziliśmy bardzo rzadko? Plac zabaw jest w pełnym słońcu, więc jak były upały nie chodziliśmy tam.  A teraz, wystarczyły tylko dwa dni, a mój synek jest już taki "obcykany". Doskonale sobie radzi. 
Raz, kiedy szliśmy na plac, podbiegł do Filipka chłopczyk. Filipek denerwował się, bo bał się, że chłopiec zabierze mu wiaderko. Ale chłopczyk go przytulił, potem sobie rączkę podali a na koniec dali sobie z kolegą buziaka. Gdy odchodziliśmy Filipek zrobił "papa" dzieciom a ten chłopczyk zauważył to i też mu zrobił "papa". Potem, gdy szliśmy do domu, Filipek nagle zawrócił. Zapytałam go, gdzie chce iść a on: "dzieci". Chciał tam wrócić. Tak mu się tam spodobało. Fajnie, że pierwsze relacje z dziećmi są tak pozytywne.  
Rok, 9 miesięcy 3 tygodnie i 6 dni

środa, 6 sierpnia 2014

Co robić?

Nie mogę w to uwierzyć, że jeszcze dwa miesiące z hakiem i Filipek skończy dwa lata! Kiedy to minęło? Do roczku czas jakoś dłużył się. Tylko czekało się, aż Filipek zacznie gaworzyć, aż skończy pół roczku. Potem czekało się, aż zacznie raczkować, kiedy skończy roczek, kiedy będzie przesypiał noce i  kiedy w końcu będzie trochę samodzielny. A potem to już z górki...  
Jeszcze jest trochę czasu do imprezy urodzinowej Filipka, ale ja już zastanawiam się nad organizacją. Przede wszystkim, chodzi mi o gości, konkretnie: teściów. Nie mam najmniejszej ochoty zapraszać ich na urodziny, ponieważ wcale nie interesują się Filipkiem. Nie odwiedzają, nie pytają się o niego. Jakby nie istniał. Na palcach jednej ręki można policzyć, ile razy, przez cały rok, byli u Filipka. 
Nie mogę pojąć tego, jak przez cztery miesiące, można chociażby nie zadzwonić, nie zapytać się o dziecko. Jak można o nim nie myśleć, nie tęsknić? Przecież  Filipek teraz tak szybko zmienia się i rozwija. To taki fajny, mały chłopczyk i taki mądry. Widocznie są bez serca!!! Nie mają uczuć. A te sporadyczne, zawsze przypadkowe spotkania na mieście są tylko i wyłącznie ze względu na Romka. To takie pozoranctwo, bo tak wypada. Spotykają nas i udają kochających i tęskniących dziadków. I z pretensjami pytają: "on zawsze taki?" W sensie, czy Filipek zawsze jest taki smutny i nieśmiały. Mają żal, że Filipek nie skacze z radości na ich widok! Przecież ledwie ich zna! Nacieszą się pół godziny spotkaniem (często wystarczą dwie minuty) i jadą i mają nas w dupie przez kilka kolejnych tygodni, czy miesięcy. 
Już dawno pogodziłam się z takim stanem rzeczy i przestało mi zależeć na nich. 
Nie chcę uprawiać żadnej propagandy i ich zapraszać, choć z drugiej strony, boję się, że przez to mogę zepsuć urodziny Filipka. Gdyby teściów nie było, pewnie wszyscy będą pytali się, dlaczego. Nie chcę kolejnej wojny. Nie chcę sprawić przykrości Romkowi. Co robić? 
Rok, 9 miesięcy, 1 tydzień i 6 dni

niedziela, 27 lipca 2014

Nasz rozkład dnia. Odwiedziny u cioci

Pogoda dopisuje. Całe dnie przebywamy z Filipkiem na dworze. Po śniadanku spędzamy trochę czasu na balkonie. Tam jest cień, więc jest bardzo przyjemnie. Filipek jeździ po balkonie swoim autem w tę i z powrotem. Trzeba go tylko pilnować, bo wszytko wyrzuca z balkonu: swoje zabawki, samochody, klamerki. A potem mówi: "dzieci" i martwi się, że dzieci wezmą mu zabawki. Później wychodzimy na spacer. Idziemy albo na plac zabaw, albo jak jest naprawdę gorąco, to do ogrodu mojej mamy. Tam jest dużo drzew, kwiatów i zieleni. Można odpocząć w cieniu. Filipek ma u babci aż dwie skrzynki zabawek i bardzo ładnie się bawi. Pomaga mi też podlewać kwiatki i karmić kotka. Wracamy dopiero do domu w południe, na drzemkę. Kiedy Filipek wstaje, zje obiadek, znowu ruszamy na spacer. Czas szybko mija, kiedy jest piękna pogoda. 
W niedzielę pojechaliśmy do mojej siostry. Kiedy wyszliśmy z samochodu, Filipek dojrzał ciocię i jej synka na balkonie. Michał piszczał z radości, więc Filip wystraszył się i wcale nie chciał do nich iść. Dał rączkę mi i Romkowi, jednak zaparł się nóżkami i żadne prośby nie pomagały. Romek musiał wziąć go na ręce. Siostra ugościła nas po królewsku. Poczęstowała nas obiadem: rosołem a potem ziemniakami, surówką i kotletem. Myślałam, że pęknę. Posiedzieliśmy i pogadaliśmy. Było bardzo miło i smacznie. Tylko szkoda, że Michałek nie umie bawić się z Filipkiem. Filip trochę był onieśmielony, bo pierwszy raz byliśmy u nich i cokolwiek wziął do rączki to Michał mu zabierał, aż w końcu Filipek popłakał się. 
Często chodzimy w odwiedziny do mojej cioci i kuzynki. Ciocia ma piękny, duży, czerwony samochód i Filipek uwielbia nim się bawić. Zjeżdżał też u cioci ze ślizgawki, skakał na trampolinie i dlatego teraz tak mnie tam ciągnie. Od rana woła tylko: "ciocia, ciocia". Kiedy mijamy cioci dom, Filip zawsze marudzi i wyciąga rączkę w kierunku ich domu, bo chce tam iść. 
Rok, 9 miesięcy i 3 dni

sobota, 19 lipca 2014

Apetyt dopisuje :)

Dzień zaczynamy powoli, leniwie. Filipek bierze swoje samochody i wskakuje do mojego łóżka. Parkuje auta do garażu, czyli pod poduszkę i wyciąga je z powrotem. Tak leżymy sobie prawie godzinę. Potem szykuję mu śniadanko. Filipek uwielbia parówki, szczególnie od momentu, kiedy je sam. Z moją małą pomocą nadziewa na widelec i sam wkłada do buźki. Jest wtedy taki zadowolony. Zje trzy, albo nawet cztery, parówki "Jedynki". Parówek cielęcych zje pięć (te są trochę mniejsze). Kiedy opowiadam ludziom, ile mój synek je, nie mogą w to uwierzyć. Na przykład, na obiad Filipek potrafi zjeść cztery, albo nawet pięć pierogów ruskich. A synek mojej siostry, o rok starszy, nie daje rady zjeść nawet dwóch pierogów.
Kiedy wychodzimy z Filipkiem na spacer zabieram ze sobą całą torbę jedzenia. W sklepie, po drodze, kupuję dużą bułkę, jogurt, banana i chrupki kukurydziane. Pomimo tak obfitego śniadanka, Filipek to wszystko zje na naszym spacerku i popije całym kubkiem wody. 
Kiedyś wypadła Filipkowi z rączki bułka na ulicę. Powiedziałam mu, że nie szkodzi, nic nie stało się, ptaszki przylecą i zjedzą tę bułeczkę. Od tamtej pory, Filipek zawsze wyrzuca końcówkę bułki i mówi: "kuku". To znaczy, że zostawił bułkę dla ptaszka, dla kukułki.
Niedawno, wyjęliśmy szczebelki z łóżeczka Filipka, żeby mógł wchodzić do łóżeczka i wychodzić kiedy chce. Na początku obawiałam się, że zamiast spać będzie cały czas uciekał z łóżeczka, ale nie jest tak źle. Kiedy jest pora spania, Filipek bierze smoczka, pieluszkę tetrową i ostatnio jeden samochodzik i kładzie się do łóżeczka. Sam zasypia, nie trzeba przy nim być ani go bujać. Pewnego dnia, myślałam, że Filipek już śpi, kiedy nagle usłyszałam hałas z jego pokoju. Weszłam do pokoju a Filipek wystraszony, szybko uciekał do łóżeczka. Wiedział, że powinien spać a nie bawić się chociaż ja nawet nie zdążyłam nic powiedzieć. Teraz to już nawet nie zdążę wejść do pokoju, kiedy on szybko ucieka do łóżeczka. Wystarczy, że usłyszy, jak w jednym miejscu podłoga zaskrzypi to już wie, że idę do niego i szybko ucieka do łóżeczka i udaje, że śpi. Taki mały a już chce przechytrzyć mamę. :)
Któregoś ranka obudził się wcześnie i nagle zerwał się z łóżeczka i chciał już wychodzić. Powiedziałam mu, że nie wolno, ma spać. On rozpłakał się i z powrotem położył się do łóżeczka i za chwilę smacznie spał. 
Niedawno przyjechały moje kuzynki z zagranicy z rodzinami. Filipek nie widział ich rok czasu. Gdy poszliśmy do nich w odwiedziny, wstydził się. Było tam mnóstwo ludzi, Filipek nie wiedział, co się dzieje. Stał smutny, ze spuszczoną główką. Później dostrzegł duży, czerwony samochód i powoli rozkręcił się. Siedział w aucie, trąbił, włączał melodyjki. Potem biegał za piłkami. Gdy dostał od cioci w prezencie pieniądze powiedział głośno"mama" i wyciągnął do mnie rączkę, żeby mi dać te pieniądze. Wszyscy się z niego śmieli, że jest takim mądrym chłopczykiem.
Filipek zaliczył już pierwszą w swoim życiu kąpiel w jeziorze. Na początku bał się zamoczyć, ale kiedy zobaczył, że ktoś w piasku wykopał dołek i nalał tam wodę, zaczął moczyć nóżki w tym dołku. A później zobaczył jak dzieciaki z rozpędu wbiegają do wody to i on nie mógł być gorszy. Spodobało mu się. Mógł chlapać, ile chce, moczyć się. Nikt mu nie marudził, że zimno, że nie wolno. 
Rok, 8 miesięcy, 3 tygodnie i 4 dni

czwartek, 10 lipca 2014

Pierwsza kupa na nocnik! Odwiedziny kuzynów

Przyjechał do nas w odwiedziny Romka brat z żoną i dziećmi. Jeszcze przed ich przyjazdem tłumaczyłam Filipkowi, że przyjadą do niego dzieci a on podłapał nowe słówko i potem cały czas mówił: "dzieci". Filipek ostatni raz widział ich rok temu, więc wstydził się trochę wujka. Nieśmiało wziął od niego prezent i stał ze spuszczoną główką. Nie wiedział, co ma zrobić. Podeszłam do niego i pomogłam wyjąć mu samochodziki. Filipek w miarę szybko rozkręcił się. Dzieci ładnie bawiły a my gadaliśmy. Nawet nie spostrzegliśmy, kiedy Filipek podszedł do ich 8-miesięcznego dzidziusia i głaskał go po główce. Fajnie byłoby, gdyby Filipek miał młodszego braciszka, albo siostrzyczkę. Miałby się, z kim bawić. Zauważyłam, że teraz Filipek bardzo lgnie do dzieci. Gdy jesteśmy na placu zabaw, poda rączkę dzieciom, przywita się. Do tej pory nie miał kontaktu z dziećmi a doskonale wie, jak ma zachować się. Gdy bierze od nich zabawkę mówi: "dzieci", tzn., że dostał ją od dzieci. 
Po tygodniu, zaliczyliśmy pierwszy, nocnikowy sukces Filipka. Kiedy Filipek zjadł obiadek powiedziałam mu, żeby poszedł na nocniczek zrobić kupkę i że jak zrobi to mamusia będzie biła mu brawo. On rączkami zaczął bić sam sobie brawo i poszedł do pokoju. A ja zmywałam naczynia, kiedy nagle Filipek zaczął mnie wołać. Był bardzo wystraszony i prawie zanosił się do płaczu. Rzuciłam wszystko i  pobiegłam do niego. Filipek pokazał mi paluszkiem... kupę w nocniku. Bał się jej. Nie wiedział co, to jest. Ucałowałam go mocno i razem poszliśmy wyrzucić ją do toalety a Filipek z wielką radością spuścił wodę. Gorzej jest z sikaniem. Do tej pory, tylko raz zrobił siku do nocnika i to zupełnie przypadkiem. Pytałam się go, czy chce siusiu, czy posadzimy go na nocniczek a on w kółko mówił tylko: "nie, nie, nie".  Ale mimo to, posadziłam go na nocnik i za sekundę usłyszałam muzyczkę z nocnika. Niestety, częściej sika poza nocnik niż w nocnik. Jednak chcę go nauczyć nocnikowania, bo jest tak gorąco i szkoda, żeby pupcie odparzał sobie w pieluszce. 
Kiedy wieszałam pranie na balkonie, Filipek przyszedł do mnie i powiedział: "ijo-ijo, bam, tata". Byłam w szoku, jaką ma doskonałą pamięć. Kilka tygodni temu, kiedy bawił się na balkonie, spadło mu pogotowie. Romek poszedł po nie i mu przyniósł. 
Jednak postanowiliśmy odłożyć  starania o dziecko. Nie czuję się na siłach, aby być teraz w ciąży. Boję się, ze sama z dwójką dzieci i psem nie poradzę sobie. Chcemy zacząć starać się po Nowym Roku. Wtedy dziecko urodziłoby się we wrześniu lub październiku 2015. roku i między dziećmi byłaby różnica trzech lat a to jeszcze nie jest tak dużo. Nie byłoby tak źle. Romek planuje jeszcze przez 1,5 roku popracować tu gdzie pracuje a potem chce poszukać sobie pracę na miejscu. Obecnie, dojazdy do pracy zajmują mu ok. 5 godzin dziennie. Wtedy, kiedy byłoby rozwiązanie pracowałby na miejscu, byłoby mi lżej. Więcej czasu spędzałby z dziećmi. Mam nadzieję, że zrealizujemy nasze plany. 
Rok, 8 miesięcy, 2 tygodnie i 2 dni

środa, 2 lipca 2014

Filipek jest chory

A jednak kocha!!! A ja myślałam, że jest zupełnie inaczej. Myślałam, że jest ze mną tylko ze względu na Filipka.
Rozpoczynamy starania o braciszka lub siostrzyczkę dla Filipka. Już od dłuższego czasu o niczym innym nie marzę. Jednak jest sporo we mnie obaw i strachu. Czy sobie poradzę w opiece nad Filipkiem będąc w ciąży? I boję się tego, co będzie potem... Czy sama podołam ze wszystkim? Jednak nie chcę, żeby między dziećmi była duża różnica wieku. Chcę, żeby razem bawili się, przyjaźnili.
Ostatnio, Filipek często budził się w nocy, sapał, miał trudności w oddychaniu. Coś niepokojącego zaczęło dziać się także na jego skórze, w okolicach intymnych. Pojawiły się tam czerwone plamy, krostki, skóra stała się chropowata. Najpierw myśleliśmy, że to odparzenie od pieluszki, ale zawsze wystarczyło posmarować Sudocremem i na kolejny dzień wszystko wracało do normy. Tymczasem te plamy postępowały dalej i dalej. Pojechaliśmy do lekarza. Obyło się bez antybiotyku a te zmiany w kroczu to zapalenie skóry. Lekarka powiedziała, że nawet nie wyobrażamy sobie, jak to musi Filipka piec! I faktycznie, ostatnio może był więcej marudny. Dostaliśmy maść z antybiotykiem i smarujemy mu te plamy, robimy kąpiele w krochmalu a także musimy zrezygnować z pampersów. Zaczęliśmy więc uczyć Filipka siadania na nocnik, ale nie bardzo podoba mu się to. Gdy pytam się go, czy idziemy zrobić siku na nocniczek zawsze odpowiada: "nie, nie, nie" Woła mnie dopiero wtedy, gdy już narobi w majtki i dopiero wtedy siada na nocnik. Przez trzy dni tylko raz zrobił do nocnika... Nie wiem, czy on jest już na to gotowy. Ale jeszcze będziemy próbować i zobaczymy, co dalej. 
Rok, 8 miesięcy, 1 tydzień i 1 dzień

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Pierwsze wakacje Filipka

To był nasz pierwszy wakacyjny wyjazd we trójkę. Nie mogłam doczekać się tego wyjazdu, przede wszystkim ze względu na Filipka. Tak bardzo chciałam, aby Filipek zobaczył morze. Przyjemnie było obserwować Filipka, jego emocje na nowe doznania, radość. Filipek był zachwycony. Cały czas śmiał się, biegał, wygłupiał się. 
Z domu wyjechaliśmy po południu, ponieważ to jest właśnie pora drzemki Filipka. Chcieliśmy, aby drogę sobie przespał w samochodzie, żeby nie męczyć go długą podróżą. Ale Filipek wcale nie zmrużył oka. Przecież na jezdni tyle ciekawych rzeczy dzieje się: jest pełno samochodów, tirów,  jak można by to przegapić? Nie można. Filipek dzielnie się trzymał. Kiedy zbliżaliśmy się do nadmorskiej miejscowości myślałam, że w końcu może zaśnie, ale wtedy dojrzał wiatraki i znów pobudził się. Całą drogę nie spał.
Gdy tylko zakwaterowaliśmy się w hotelu, poszliśmy pokazać Filipkowi morze. Strasznie byłam ciekawa jego reakcji, czy ucieszy się. Tymczasem nie było żadnej reakcji, żadnych emocji ani radości, ani smutku. Nic. Filipka zatkało. Patrzył się tylko w dal i patrzył... Był taki spokojny i zamyślony. Rozkręcił się dopiero na promenadzie. Dostrzegł tam fontanny ze szkła, po których płynie woda i każdej musiał uważnie przyjrzeć się, dotknąć. Biegał od jednej do drugiej. Był nimi oczarowany. Cały dzień mógłby zajmować się tymi fontannami. 
Do hotelu wróciliśmy wcześnie, bo baliśmy się, że Filipek padnie nam ze zmęczenia, bo cały dzień nie spał. Jednak Filipek wcale nie myślał o spaniu. Poznawał nowy pokój, nowe przedmioty: stare radio, sejf...  Zamiast spać wariował w naszym łóżku, piszczał z radości, skakał i stale nas zaczepiał. Kiedy z Romkiem udawaliśmy, że śpimy Filipek na przemian, raz do mnie a raz do Romka, nachylał mordkę do naszych twarzy z uśmiechem od ucha do ucha i marszczył nosek. Na widok jego minek nie mogliśmy powstrzymać się od śmiechu. A potem, kiedy już  zasypiał, ostatkiem sił podniósł główkę do góry i wydął ustka do Romka, bo chciał go pocałować. A potem nachylił się do mnie.  Ode mnie również chciał dostać całusa. I tak kilka razy, aż w końcu padł ze zmęczenia :)
W hotelu wykupiliśmy pełne wyżywienie. Jedzenie było przepyszne.  Tradycyjne domowe posiłki. Na śniadanie można było wybrać to, na co ma się ochotę. Na stolikach znajdowały się: kiełbaski, wędliny, pomidory, ogórki, jajka, sery, przeróżne sałatki, papryczki itd. Było wszystko. Można było pęknąć z przejedzenia. Obiady również były smaczne. Na pierwsze danie zawsze była zupka a na drugie ziemniaki z jakimś mięskiem. Martwiłam się o Filipka, czy on czasem nie będzie głodny, czy będzie wszystko jadł. I na początku było kiepsko. Niewiele jadł, więc musiałam robić mu kaszkę. Później było trochę lepiej, zawsze chociaż zupkę zjadł i spróbował trochę drugiego dania. Może to dlatego, że obiady były nie w porę o godz. 14.15 a on zawsze o tej porze śpi. Musieliśmy go budzić i dlatego nie był w najlepszym humorze.
Po jakimś czasie Filipek rozkręcił się też na plaży. Zdziwiony był nieco, kiedy zdjęłam mu buciki i chodził bosymi stopkami po piasku. Spokojnie siedział na kocyku, przyglądał się morzu. Bardzo ładnie bawił się, budował zamki z pisaku, robił babki. Ale momentami nie można było go uspokoić ;) Wygłupiał się, specjalnie przewracał się, robił fikołki. Do morza bał się jednak podejść. Podchodził trochę, kiedy Romek był w wodzie, bo chciał żeby Romek nalał mu wody do wiadereczka a potem uciekał. Kiedy Romek napełnił wiaderko wodą, Filipek wracał się po wiadro i zaraz znów uciekał przed morzem. 
Zazwyczaj do południa spędzaliśmy czas na plaży a popołudniami spacerowaliśmy po mieście, kupowaliśmy pamiątki, zabawki dla Filipka, klocki i książki. W miasteczku wszędzie było pełno karuzel z samochodami a że Filipek ma obsesję na punkcie samochodów to ciągle wołał: "buum". Kilka razy przejechał się autem a potem płakał, kiedy skończyła się jazda. 
Bardzo przykrym wydarzeniem było obcięcie włosków Filipka (18. czerwca, rok i 7 mies.) Filip od urodzenia nie był strzyżony. Miał piękne, długie, blond, kręcone włoski. Wyglądał jak aniołek. Loczki były jak sprężynki, kiedy biegał wywijały się we wszystkie strony. Podczas kąpieli, gdy włoski wyprostowały się, sięgały mu za ramiona. Wiele osób mówiło mi, że mam piękną córeczkę a ja odpowiadałam, że to chłopczyk. Nie wiem dlaczego, tak nagle chciałam je obciąć. Pierwsza wizyta u fryzjera była całkiem spokojna. Filipek zajął się moim telefonem i chyba nie zdawał sobie sprawy z tego, co się dzieje. Nagle Filipek przeobraził się z małego dzieciaczka w prawdziwego kawalera. Bardzo spoważniał. Podobała mi się nowa fryzurka Filipka. Jednak, kiedy Romek pokazał mi loczek Filipka, który wziął na pamiątkę wybuchnęłam płaczem. Tak żal zrobiło mi się tych włosków. Zastanawiałam się, co mi odbiło. Teraz Filipek był taki inny, zupełnie do siebie nie podobny, a ja cały czas miałam przed oczami tego chłopczyka z loczkami. Pół nocy przepłakałam. Teraz podoba mi się jego fryzurka. A przede wszystkim Filipkowi jest z pewnością wygodniej, bo włoski nie lecą mu już do oczek. 

Po powrocie, Filipek chodził po domku smutny i rozdrażniony. Chodził z jednego pokoju do drugiego i szukał jakiegoś samochodu. Ciągle powtarzał: "bum-bum, bum-bum". Nie mieliśmy pojęcia jakiego samochodu szuka. Romek wziął go na ręce i obejrzał z nim wszystkie samochody, jakie ma na półkach. Filipek nie chciał żadnego, ale dalej wołał: "bum-bum". W końcu Romek wyciągnął całą skrzynię z samochodami i przeglądali wszystkie, ale nic nie znaleźli, co by Filipka zadowoliło. Filipek dalej chodził zły po mieszkaniu i tylko ciągle wołał: "bum-bum". Dopiero wieczorem olśniło mnie. Zaczęłam podejrzewać, że Filipek prawdopodobnie szuka niemieckiej policji - pamiątki po wujku Arturze - którą wzięliśmy ze sobą nad morze i... prawdopodobnie tam zostawiliśmy! Jak pakowałam zabawki Filipka, brakowało mi czegoś, ale nie mogłam sobie przypomnieć czego, bo pakowaliśmy się w pośpiechu. Rzeczywiście, w domu nie było tego samochodu. Na następny dzień, Romek zadzwonił do hotelu i pytał się o ten samochodzik. Na szczęście, po kilku dniach, przysłali nam pocztą ulubione auto Filipka.  :)) 
Rok, 7 miesięcy, 4 tygodnie i 2 dni




piątek, 6 czerwca 2014

Nasze wojaże

Kiedy jest piękna pogoda, czekamy na dworze na Romka, aż wróci z pracy. Kiedy Filipek dojrzy samochód Romka, pędzi na przód, aż ciężko go utrzymać i krzyczy: "tata, tata". Uściskom i buziakom nie ma końca. Potem Romek zapina Filipka w foteliku samochodowym i jedziemy pozwiedzać naszą okolicę. Najczęściej jeździmy nad jezioro. To ulubione miejsce Filipka. Na plaży zbieramy kamyczki a potem, na kładce, Filipek rzuca je do wody. Gdy Filipek pierwszy raz rzucał kamyki do wody, tak głośno śmiał się, że aż ze śmiechu nie miał sił, aby dorzucić kamyczka do wody, tylko rzucał je prosto pod nogi. A teraz to już ma wprawę. Kiedyś, jak przyjeżdżaliśmy, nie chciał odejść od samochodu tak bardzo był nim zafascynowany a teraz pierwszy biegnie do jeziora i wcale nie chce wracać do domu. Trzeba go zagadywać, żeby nie płakał. W drodze powrotnej zatrzymujemy się przy gospodarstwie agroturystycznym i podziwiamy zwierzątka: konika, kucyka, kozy i owieczki. Takie wycieczki robimy sobie kilka razy w tygodniu.

Tym bardziej, nie mogę doczekać się naszego wyjazdu nad morze. Jestem ciekawa miny Filipka, jak zobaczy morze. Jezioro uwielbia a co dopiero będzie, gdy zobaczy morze, ten bezkres? Na pewno zdziwi się nasz chłopczyk, że jest takie duże. I będzie szczęśliwy, że będzie miał takie duże pole do popisu ;) Jestem bardzo ciekawa jego reakcji. Jedziemy za tydzień. Będzie to nasz pierwszy wyjazd z Filipkiem. Mam tylko nadzieję, że pogoda nam dopisze.

Kiedy Filipek dojrzy prababcię na rynku bardzo głośno ją woła a potem... przytula się do niej i za rączkę prowadzi ją do sklepu z zabawkami. Pokazuje, co mu się podoba a  prababcia kupuje mu samochody a w zamian dostaje od Filipka dużego buziaka.  Już nawet pani sklepowa mówi, że Filipek jest najlepszym klientem.Potem Filipek grzecznie bawi się nową zabawkę na rynku, jakby go nie było.

Kiedy spacerowaliśmy z Filipkiem po rynku, zauważył on, że Romek jedzie samochodem z moją mamą. Potem cały czas mówił: "tata ma, baba ma, bum-bum" - nie ma taty, nie ma babci, pojechali samochodem. 

Kiedy słyszy jak bije zegar z ratusza, zamiast bim-bam woła: "bomba".

Coraz ładniej spaceruje już za rączkę. Wcześniej niemalże staliśmy w miejscu, bo Filipek wszystko musiał dotknąć, zobaczyć a  teraz ładnie już idzie. U mamy w ogrodzie bawi się zabawkami, tirami, można spokojnie wypić kawę. Lubi też biegać w parku za piłką.

A jego ulubione tematy rozmów to: wszelkie pojazdy, szczególnie "ijo-ijo". Filipek zawsze musi sprawdzić, czy zabawkowy samochód ma drzwiczki otwarte, czy zamknięte i każe gościom próbować otworzyć drzwi. Nawet przykłada rączkę do książeczki i w książce próbuje otworzyć drzwi samochodu :) Poza tym, codziennie rozmawiamy o tym, że tata jest w pracy i dziadek, że dziadek pokazał mu tira i zrobił "bac"musze, że Filipek był nad jeziorkiem i zrobił: "aaaa" - rzucał kamyki do wody. Rozmawiamy o tym, gdzie Filipek był i co widział oraz o tym, co będziemy robić. 

Nowe słówka Filipka:
* ma - nie ma
* ti - tir
* kuku - kukułka
* hu-ha - piłka :)
* bomba
* Bambo

Rok, 7 miesięcy, 1 tydzień i 6 dni







niedziela, 18 maja 2014

Spotkanie z kuzynem

Niedawno odwiedziła nas moja siostra z synkiem. Byłam zaskoczona, gdy obserwowałam Filipka podczas zabawy z M. Na co dzień, Filipek nie ma kontaktu z rówieśnikami a z M. tak fajnie potrafił bawić się. M. jest o rok starszy od Filipka, sto razy szybszy. Gdy Filipek wziął sobie jakąś zabawkę do ręki tamten zaraz mu zabierał, ale obyło się bez bójki ;) Gdy M. poczęstował Filipka czekoladką, Filipek nachylił się do M. żeby dać mu buziaka. A potem sam poszedł do siostry na kolana i sporo czasu u niej siedział. Wcale nie bał się, chociaż widzi ją rzadko. Na pożegnanie nasze chłopaki mocno wyściskali się. Fajny to był widok, taki rozczulający.
Chciałabym, aby Filipek miał młodszego braciszka albo siostrzyczkę. Kiedy oglądam jego " stare" zdjęcia, stwierdzam, że już niewiele pamiętam z okresu niemowlęctwa. Nie pamiętam, jak to było, kiedy Filipek był taki malutki, nie pamiętam jak to jest nosić na rękach taką małą istotkę,  tulić w ramionach. To wszystko tak szybko umknęło... Dlatego teraz, myślę, że będę jeszcze bardziej doceniać każdą chwilę...

Rok, 6 miesięcy, 3 tygodnie i 3 dni

czwartek, 1 maja 2014

Stawia na swoim. Ostatni okruszek. Tir .Słówka

Filipek rośnie nam i rośnie. Z dnia na dzień, coraz więcej uczy się, coraz więcej rozumie. Zadziwia mnie swoją bystrością, spostrzegawczością, inteligencją. Świetnie rozumiemy się.
Filipek doskonale wie, czego chce i umie jasno to pokazać. Jeśli coś nie podoba mu się potrafi głośno zaprotestować, ale wystarczy szybko odwrócić jego uwagę i już jest po płaczu. Choć czasami, naprawdę potrafi być uparty. Taki mały chłopiec a już chce rządzić rodzicami ;)
Filipek jest pogodnym i spokojnym dzieckiem. Ma poczucie humoru. Często śmieje się, nuci sobie melodię pod noskiem, tańczy. I tylko kręci tymi swoimi żywymi oczkami i myśli, co by tu jeszcze nabroić... ;) Często obdarowuje nas buziakami, przytula i głaszcze po włosach. Gdy ma w rączce bułeczkę lub ciasteczko każdemu odda ostatni okruszek. 
Kiedy spacerowaliśmy po mieście on zaczął wołać: "baba". Chciał iść do babci. Wziął mnie za rękę i zaczął prowadzić do mamy. Kiedy zawróciłam, zalał się łzami. Mama mieszka dosyć daleko od nas, ale on doskonale zna drogę. 
Często, gdy idziemy do mamy, w bocznej uliczce stoi tir. Filipek za każdym razem pokazuje go i mówi: "łała", czyli dziadek, bo to właśnie dziadek poszedł z nim tam i pokazał mu tego tira. Taty nie widział już kilka tygodni, bo wyjechał do pracy, a wciąż go pamięta.
Któregoś dnia, moja mama pojechała autobusem do miasta. Filipek czekał ze mną na rynku na jej powrót i dojrzał ją, gdy wysiadała z autobusu. Potem, w domku, oglądał książeczkę i pokazał w niej autobus i mówi: "baba" tzn. że babcia właśnie jechała autobusem. Gdy zauważył dzieciaki chlapiące się w fontannie na rynku, pokazywał, że chce tam pójść umyć rączki :)
Filipek uwielbia biegać. Biega w mieście, po rynku, w parku i w mieszkaniu i nie można go zatrzymać. Biega tak szybko, że plączą mu się nóżki i upada. Jest już trochę poobijany. Ja nie wiem, skąd ten chłopiec ma tyle siły. Nie usiądzie nawet na chwilę, żeby odpocząć. Cały czas musi coś robić, sprawdzać, obserwować. Jedyną zaletą tego jest to, że Filipek zasypia w pięć minut. I już nie trzeba chodzić po mieszkaniu na palcach, bo jest tak zmęczony, że nic mu nie przeszkadza. Teraz idzie spać w południe i śpi 2-3 godziny a potem po 19. i śpi do ok. 7. rano. 
Filipek waży już ok. 14 kg, mierzy 92 cm, nr bucika 23. 
Filipek bardzo ładnie już mówi: 
* mama, mamo,
* tata, tato,
* baba, babo - babcia,
* łała - dziadek,
* Arti - wujek Arti,
* brym - samochód,
* ijo- pogotowie, policja, straż pożarna,
* ti - tir
* lokoko - lokomotywa,
* cyyy - cysterna
* ziii - samolot,
* bu - tu, 
* dim - dym,
* koko - kura,
* bzyyy- mucha, osa,
* hau - pies,
* miau - kot,
* łogon - ogon, 
* sss - słońce,
* ksss - księżyc,
Rok, 6 miesięcy, 1 tydzień

środa, 23 kwietnia 2014

Remont. Choroba Filipka

Przez miesiąc mieszkaliśmy u moich rodziców, ponieważ remontowaliśmy mieszkanie. Filipek bardzo szybko zaaklimatyzował się u rodziców. Rodzice mają duży dom, więc Filipek miał sporo miejsca do zabawy. Tylko, że on wcale tam nie bawił się. Czas spędzał na zwiedzaniu domu i bieganiu.
Filipek bardzo zżył się z moim tatą. Rano, gdy tata wchodził do kuchni, Filipek denerwował się na niego, mruczał a po śniadaniu już szedł z nim do pokoju i spędzali razem czas. Na tatę zaczął wołać "łała".
Gdy Filipek zauważył mleko na stole, chwytał je i szedł do miski kota, bo chciał mu nalać trochę mleczka. Potem brał karmę psa i usiłował nasypać psu jedzenie. Kiedy mama dała powąchać Filipkowi  garnek z ciastem drożdżowym, Filipek zaczął płakać. Domyślił się, że z tego będą pyszne racuszki i chciał już jeść. Ciasto nie zdążyło wyrosnąć, bo trzeba było smażyć już dla Filipka, bo tak bardzo nie mógł doczekać się.
Któregoś ranka budzimy się a tu Filipek jest gorący. Nie była to wysoka gorączka, ale zdecydowaliśmy się pojechać do lekarza. Okazało się , że miał stan zapalny dziąseł. To wszystko od wyrzynających się ząbków. I dlatego przez kilka dni niewiele jadł. Lekarka zaleciła podawać antybiotyk i przeróżne maści do smarowania dziąseł. Zaznaczyła, że jakby na drugi dzień gorączkował to musi wtedy dostać zastrzyki. Na szczęście było widać poprawę i obyło się bez zastrzyków. Podczas wizyty, lekarka zapytała się, ile słów dwusylabowych mówi Filipek. Gdy zaczęliśmy jej wymieniać, była pod dużym wrażeniem. Tłumaczyła, że w wieku Filipka, dziecko powinno mówić pięć słów a Filipek mówi znacznie więcej. Mówiła, że z pewnością zacznie szybko mówić.
Remont jak to remont przysporzył na sporo nerwów i stresów. Kładliśmy płytki w łazience i w kuchni, w całym mieszkaniu wymieniliśmy panele, drzwi i ościeżnice, w przedpokoju robiliśmy elektrykę i gładź. W jednym dniu zdawało się, że wszystko idzie według planu a przez kolejne dni robota stała w miejscu. Martwiliśmy się, czy wyrobimy się do świąt. I remont skończyliśmy tuż przed świętami. A w święta, było wielkie sprzątanie, układanie, składanie szafy i malowanie mieszkania. Od rana do wieczora. Ale warto było. Mieszkanie teraz bardzo nam się podoba. Poprzestawialiśmy trochę meble i mamy znacznie więcej przestrzeni a Filipek, gdy wrócił do mieszkania, tylko biega z jednego końca na drugi. 

Rok, 5 miesięcy, 4 tygodnie i 2 dni

czwartek, 6 lutego 2014

O książeczkach i o tacie a także o "sss", "ksss" i "kokoko"

Gdy przyjdzie do nas moja mama, Filipek od razu biegnie do swoich skrzyneczek z książeczkami, bierze książkę a potem biegnie do mamy i pcha się do niej z książeczką na kolana. Chce, aby mama czytała mu książkę. Z zaciekawieniem słucha, ogląda obrazki. Kiedy mama przeczyta kilka stron on po chwili biegnie po nową książkę. I tak w kółko.
Kiedy Romek wrócił z pracy Filipek spał. Romek położył swoją torbę w pokoju i poszedł z psem na spacer. Wtedy przejechała koło bloku karetka pogotowia na sygnale. Wtedy Filip obudził się i wystraszył. Szybko wzięłam go na ręce a on po swojemu zaczął opowiadać mi co się stało. Naśladował sygnał karetki i pokazywał paluszkiem w kierunku okna, że tam karetka pojechała. Kiedy przyszliśmy do dużego pokoju Filipek zauważył torbę Romka i mówi: "tata". Nie zdążyłam powiedzieć mu, że tata już przyjechał, bo on sam zorientował się. A za chwilę takim grubym głosikiem powiedział: "aaaaaa". W ten sposób mówimy my, że kogoś tak mocno kochamy. Gdy Romek wszedł do mieszkania, Filipek podbiegł do niego i też naśladował sygnał karetki i pokazywał mu paluszkiem okno. Teraz pogotowie ratunkowe jest głównym tematem rozmów Filipka. Kiedy przychodzą do nas goście, każdemu w ten sposób opowiada, że karetka jechała koło naszego domku.  
Gdy bawimy się w pokoju, Filipek często wygląda przez okno balkonowe. Gdy tylko usłyszy jakiś samochód, czy psa, od razu biegnie patrzeć co się dzieje. Raz też wyjrzał i pokazywał mi na coś paluszkiem i mówił: "ssssss". Nie wiedziałam o co mu chodzi. Najpierw myślałam, że chodzi mu o ptaszki w karmniku, ale on zupełnie gdzie indziej pokazywał paluszkiem i dalej mówi: "ssssss". Zerknęłam więc w tym kierunku i patrze, że słońce przebijało się zza chmur. Chłopak nie potrafi jeszcze artykułować a doskonale zna nazwy rzeczy. A wieczorami w balkonie pokazuje "ksss" czyli księżyc.
Kiedy spacerowaliśmy po miasteczku i doszliśmy na jedną z głównych krzyżówek, Filipek zaczął wychylać się z wózka w prawą stronę i wołał: "kokokokoko". Kiedy szłam dalej on prawie zaczynał płakać, bo chciał, żebym skręciła w prawo.Wiedziałam o co mu chodzi. Tam daleko, na końcu ulicy są kury, chciał je zobaczyć.  Byłam w szoku, że Filipek to pamięta. Ja tam rzadko z nim spacerowałam, ale Romek opowiadał mi, że on latem często tam spacerował z Filipkiem. Tyle czasu już minęło a on ciągle pamięta, gdzie są kurki.
Moja mama ugotowała Filipkowi na obiad zupkę pomidorową. Kiedy Filipek zjadł zupkę zaczęłam myć jego talerzyk a tu słyszę, że mówi on: "aaaa" i klepie się po brzuszku. To znaczy, że zupka bardzo mu smakowała. Potem jeszcze w pokoju klepał się rączką po brzuszku. Po południu znowu odgrzałam mu zupę i Filipek zjadł ją z ogromnym apetytem. Tym razem zostawiłam brudny talerz na stole i poszliśmy się bawić. Wieczorem, posadziłam Filipka przy stole,  aby przygotować kolację. Zauważył on talerzyk z resztkami zupy i pokazał ją palcem i znowu mówił: "aaaa" i klepał się po brzuszku. 
Rok, 3 miesiące, 1 tydzień i 6 dni

piątek, 31 stycznia 2014

Filipek znowu jest chory :(

Filipek znowu jest chory :(( Romek niedawno był przeziębiony, miał katar, kichał i musiał go zarazić. W niedzielę, po południu, gdy położyłam Filipka spać, usnął w kilka minut. Zdziwiłam się, że tak szybko. A potem spał i spał, aż musiałam go obudzić. Wzięłam go na ręce a on był gorący jak ogień. Na policzkach miał rumieńce. Na samą myśl o chorobie synka drżę ze strachu. Wciąż mam przed oczami jego widok, jak leżał wycieńczony w szpitalu. Ile wtedy cierpiał... Zmierzyłam mu temperaturę, miał ponad 39. stopni. Dałam mu syrop przeciwgorączkowy, ale nie pomógł. W nocy podałam czopek. Postanowiłam na drugi dzień pojechać na prywatną wizytę do bardzo cenionej pani doktor, gdyż bałam się, że w naszej przychodni nic mu nie pomogą, skoro nawet w szpitalu nie potrafili prawidłowo odczytać wyników badań. Pojechaliśmy do lekarza z moimi rodzicami. Tylko weszliśmy do gabinetu, Filipek przeczuwał coś, był niespokojny, ale aż tak strasznie nie płakał. Pani doktor przepisała antybiotyk i witaminy. Lekarka chce też sprawdzić, czy doszedł już do pełni zdrowia po tym szpitalu. Dlatego też kazała zrobić morfologię. Od razu, na drugi dzień, widać było poprawę. Filipek bawił się tak jak zawsze, śmiał się. Apetyt też zaczął wracać. Cieszę się, że synek szybko wraca do zdrowia. Jednocześnie boję się iść z nim na pobranie krwi, nie wiem, jak to przeżyję. Chyba serce mi pęknie. Tyle, co nakłuli go w szpitalu a teraz znowu... A poza tym zbliża się termin szczepienia, potrójnego :(( 
Rok, 3 miesiące, tydzień