O mnie

Moje zdjęcie
Trzydzistoparolatka. Żona. Mama dwóch chłopców. Dzięki nim moje życie nabrało barw. Na blogu pragnę uwiecznić naszą (nie)codzienność. Chcesz do mnie napisać? Mój email: madzia435@gmail.com

Obserwatorzy

Online

środa, 26 września 2012

Termin porodu - 24. października zbliża się wielkimi krokami. Za miesiąc, o tej porze, prawdopodobnie będziemy już we troje. W kalendarzyku, poniżej, mam zaznaczone, że właśnie mija mi 36. tydzień ciąży, jednak lekarka, zawsze dodaje mi, 6 dni do przodu. Więc, według niej, to może już być, nawet 37. tydzień ciąży. Brrr... Teoretycznie, dziecko może urodzić się w każdej chwili i już nie będzie uznane za wcześniaka. Nie mogę doczekać się, kiedy Filipek będzie z nami, ale jednocześnie, im bliżej jest terminu porodu, tym bardziej się boję. A najbardziej boję się tego, że poród  może nastąpić w każdym momencie, w najmniej oczekiwanej chwili, że Romka przy mnie nie będzie, że sama nie rozpoznam, czy to już ten moment, czy to może jest fałszywy alarm. Bo skąd ja mam to wiedzieć? Naczytałam się mnóstwo książek i stron internetowych, ale przecież każda ciąża jest inna i u każdej kobiety może to przebiegać inaczej. Boję się też, że sama będę musiała tarmosić bagaż i pojechać do szpitala, że Romek będzie w pracy i nie zdąży. Jego dojazd, zajmuje 3 godziny, a więc byłabym skazana, sama na siebie! Niby, mamy już wszystko zaplanowane, dopięte na ostatni guzik, ale znając moje "szczęście", jest bardzo prawdopodobne, że wszystko potoczy się zupełnie inaczej. Tydzień przed wyznaczonym terminem, Romek planuje wziąć wolne i tydzień po terminie, żeby być przy mnie w tym momencie. Jednak, czy poród nastąpi akurat w tym czasie? Boję się też samego porodu, bólu i szpitala. Mam nadzieję, że wszystko szybko się potoczy i że na drugi dzień wypiszą mnie.
Po porodzie, przyjedzie do nas mama, na dwa tygodnie.W tym czasie, Romek wróciłby do pracy, ponieważ obliczyliśmy, że po tych dwóch tygodniach, mógłby on wziąć urlop, aż do Nowego Roku. W innym przypadku, musiałby wrócić do pracy, tydzień przed Bożym Narodzeniem i tuż po świętach a wiadomo, że okres przedświąteczny, najbardziej rozleniwia. Chce się już szybko być w domu i spędzać czas z rodziną.
Moje samopoczucie jest coraz gorsze. Z dnia na dzień, mam coraz mniej siły, ciągle jestem zmęczona i chce mi się spać. Boli mnie w krzyżu, wiele wysiłku kosztuje mnie wstanie z łóżka, bo brzuch jest już naprawdę duży, twardy i napięty. W nocy drętwieją mi ręce, łapią kurcze nóg. Odczuwam też, coraz częściej, skurcze macicy, więc wydaje mi się, że może, niedługo, coś zacznie się dziać. Dlatego jestem cały czas czujna i  wsłuchuję się w swoje ciało. Maluszek, z pewnością  ma już mało miejsca, już nie skacze, tylko strasznie się rozciąga i wygina mój brzuch na wszystkie strony. Można już rozpoznać, czy to jest jego główka, czy może wypina pupcię, czy nóżki.
Wczoraj, pakowałam torbę do szpitala. Oprócz swoich rzeczy, pakowałam też rzeczy Filipka: ubranka, wyparzałam smoczki i  butelkę. Dostarczyło mi to wiele wzruszeń i emocji. Pomyśleć, że pojedziemy sami z Romkiem do szpitala a wrócimy z małą, nieznaną nam jeszcze, istotką. Nieznaną a jednak tak bardzo już przez nas kochaną i długo wyczekiwaną. CUD. A Romek, coraz częściej, zamiast mówić o Filipku po imieniu, mówi o nim: "mój syn" a mnie, aż ciarki przechodzą. Niesamowite. Rodzinka tuż-tuż nam się powiększy.
Na pamiątkę, zamieszczam zdjęcia wyprawki Filipka, którą pakowałam do szpitala.










poniedziałek, 17 września 2012

Tak, jak planowaliśmy, w zeszłym tygodniu, pojechaliśmy na wieś, do mojej mamy i brata. Byliśmy tam tylko przez weekend, ale i tak odpoczęliśmy i zregenerowaliśmy siły. Pogoda nam dopisała. Mama, jak zawsze, ugościła nas po królewsku. Zgodnie, z życzeniem córki, zrobiła na obiad rosół, na który od dawna miałam chęć. Zrobiła też bigos z młodej kapusty, mięso w sosie, śledzie dla mojego męża, upiekła pyszne ciasto. Siedzieliśmy, wszyscy razem, w dużym pokoju i gadaliśmy. Mama ma nowego, młodego kotka. Nawet nie myślałam, że koty mogą być takie fajne. Poprzedniego kota mieli kupę lat, dbali o niego, ale on był taki niedostępny, dziki. Nie dał się przytulić, pogłaskać. A z tym kotkiem, jest zupełnie odwrotnie. Sam wskakuje na kolana, łasi się, mruczy. Takie ciepło bije od niego. Śmieliśmy się, bo taki mały a już zaczął ustawiać naszego pieska. Z początku jeden bał się drugiego i omijali się wielkim łukiem a potem kot wyczuł, ze mój piesek ma spokojne usposobienie i zaczął go ganiać i ustawiać. Zaczął psu kraść jedzenie z miski, przepędził też go z legowiska i zajął jego miejsce. Śmiechu z nich było co niemiara.
Mama obiecała, że jak urodzę Filipka, przyjedzie do nas na dwa tygodnie. Chce pomóc nam w opiece nad dzieckiem i trochę zająć się domem, ugotować jakiś obiad. Cieszymy się z tego bardzo, bo wiadomo, początki z małym dzieckiem są najtrudniejsze, a my żadnego doświadczenia ani obycia z małymi dziećmi nie mamy.
Po powrocie, pogoda troszkę się pogorszyła. Od razu lepiej się poczułam. Byłam zrobić badania w laboratorium i u okulisty, żeby określił, czy z moją wadą wzroku, będę mogła rodzić naturalnie. Na szczęście, wadę mam niewielką i nie ma co do tego żadnych przeciwwskazań. Wieczorkiem, wybrałam się z mężem na spacer, niestety zbyt długi. Przeceniłam swoje siły. Ledwo doszłam z powrotem do domu i od razu padłam do łóżka jak zabita.  Całą noc przepłakałam z bólu. Wszystko mnie bolało: plecy, kręgosłup, dół brzucha i całe krocze. Bałam się, że być może, przez moją głupotę, zaraz zacznę rodzić. Byłam przerażona, bo przecież ciągle jeszcze tyle rzeczy w domu jest do zrobienia a ja nawet torby do szpitala nie mam spakowanej. Skutki tego spaceru odczuwałam również przez cały następny dzień.
W miniony weekend, znowu zabraliśmy się z Romkiem za porządki. Można by było sprzątać i sprzątać mieszkanie a końca i tak nie widać. Wystarczy otworzyć na chwilę okno a już całe mieszkanie jest zakurzone.  Planowałam, z ostatecznymi porządkami jeszcze trochę, się wstrzymać, ale zdałam sobie sprawę, że czasu jest coraz mniej i jednocześnie sił. I tak, Romuś wiercił karnisze, mył okna, ja wycierałam kurze, wyprałam firanki i pościel. Wczoraj wieczorkiem rozłożyliśmy już łóżeczko dla dzidziuni. Byliśmy bardzo wzruszeni. Wszystko, coraz bardziej, staje się takie realne :)








środa, 5 września 2012

W weekend, Romek rzekł do mnie: "Madzia, wiesz, że TO już w przyszłym miesiącu?" Trochę mną wstrząsnęło to pytanie, bo tyle czasu czekamy na Filipka a to już coraz bliżej. Rzeczywiście, to już w przyszłym miesiącu, Filipek będzie razem z nami: )) Będziemy już w trójeczkę.
Nasz syneczek, powoli szykuje się, do przyjścia na świat. Coraz częściej czuję, że odwraca się główką w dół. Gdy dostaję od niego kopniaki, to czuję jego nóżki wysoko, tuż pod piersiami, w żebrach. Sprawia to ból, ale jednocześnie daje tyle radości. Dotykam jego nóżek, gładzę maleńkie ciałko. A gdy za długo nie poczuję, jak się rusza, to bardzo brakuje mi tego. Czuję straszliwą pustkę. Tęsknię za nim. Myślę, że pomimo tego, że nie mogę doczekać się, kiedy będę trzymała Filipka w ramionach, to jednak, również będę bardzo tęskniła za brzuszkiem.
Ogólnie nie za dobrze się czuję. Ciągle jest mi słabo i duszno.W nocy wcale nie śpię a w dzień jestem wykończona. Czuję się coraz ciężej, nie mam na nic siły, szybko się męczę. A słoneczna pogoda sprawia, że już w ogóle ledwo żyję. Jak dobrze, że mam kochanego męża. Romuś bardzo troszczy się o mnie i mi cały czas mi pomaga. Zajmuje się wszystkim. O 5. rano wychodzi z psem na spacer, żebym mogła sobie dłużej poleniuchować w łóżku. Potem, jedzie do pracy.  W domu jest z powrotem po godzinie 18. Po drodze robi zakupy. Na kolację szykuje pyszne kanapeczki. O 19. wychodzi na ostatni spacer z psem. Następnie, bierze prysznic a wieczorkiem rozmawiamy i opychamy się owocami: bananami, jabłkami i pijemy herbatkę z sokiem malinowym. Niestety, czasu wspólnego mamy niewiele. Romek jest taki zmęczony, że gdy tylko położy się do łóżka, nie zdąży nawet minąć 10 sekund, a on już śpi. 
W sobotę, od samego rana, robiliśmy porządki w mieszkaniu. Romek trzepał dywan, potem tynkował na zewnątrz okna, malował ściany w kuchni, w przedpokoju i grzejniki. A ja, żeby uczcić zdany przez niego egzamin, zrobiłam gołąbki i pyszne ciasto.  Potem pomagałam w sprzątaniu mieszkania. Na następny dzień, gdy Romek obudził się, miał na całym ciele ogromne, czerwone plamy, pęcherze. Nieźle się wystraszyłam. W poniedziałek poszedł do lekarza i okazało się, że od tych chemikaliów dostał uczulenia. Teraz bierze jakieś tabletki i powoli mu to przechodzi. Dobrze, że zdążył odświeżyć całe mieszkanie.
A ja myślę, że powoli, powinnam zacząć, pakować torbę do szpitala. Nie chcę robić tego na ostatnią chwilę. Muszę tylko kupić piżamę. W przyszłym tygodniu, planujemy z Romkiem, odwiedzić nasz szpital, zarejestrować się tam, zobaczyć salę porodową i dowiedzieć się, co i jak, żeby oszczędzić sobie potem, niepotrzebnego stresu. Chociaż i tak mnóstwo stresu oszczędził mi już Romek, bo weźmie tydzień przed terminem porodu i tydzień po terminie zwolnienie lekarskie. A ja już bałam się, że nie rozpoznam, kiedy zacznie się prawdziwy poród i że będę sama musiała się zabrać do szpitala. Potem, na dwa tygodnie, przyjedzie do nas mama, żeby nam pomóc. W tym czasie, Romek pójdzie do pracy, a gdy mama już pojedzie do siebie, Romek weźmie niewykorzystany urlop i wszystkie dni wolne, które sobie wypracował a wtedy, byłby z nami, w domku, aż do Nowego Roku :))))
Tymczasem,  nadszedł czas, na zasłużony odpoczynek. W piątek, chcemy pojechać na wieś, do mojej mamy. Tym bardziej, że kolejne dwa weekendy, Romek spędzi w pracy a potem lepiej, żebym już siedziała w domu, bo w każdej chwili będę mogła zacząć rodzić :)))