O mnie

Moje zdjęcie
Trzydzistoparolatka. Żona. Mama dwóch chłopców. Dzięki nim moje życie nabrało barw. Na blogu pragnę uwiecznić naszą (nie)codzienność. Chcesz do mnie napisać? Mój email: madzia435@gmail.com

Obserwatorzy

Online

sobota, 17 października 2009

Więcej ludzi utonęło w kieliszku niż w morzu


Zawiódł mnie, bardzo mocno. Nie wiem, czy mogę jeszcze jemu ufać.
Pokrótce pisząc, kiedyś nadużywał alkoholu, nasze życie było koszmarem, ile wtedy przeżyłam nerwów, strachu, stresu i wstydu przez niego... Drżałam na samą myśl, że mógłby wypić piwo. Ten okres jest już za nami, przynajmniej tak wydawało mi się…
Pojechał w tę swoją podróż, stresował się bardzo, bo jechał zeznawać do sądu(!) i kupił sobie piwo! Nie wiem, chyba jedno, ale nie o to chodzi.
Wie o tym, że boję się tego, że boję się, że mogłoby być tak jak kiedyś, że pogubi się w tym wszystkim. Tyle pracowaliśmy nad sobą, żeby się wzajemnie zrozumieć, żeby dotrzeć do siebie, żeby zbudować zaufanie, a on tą ciężką pracę chce zniszczyć. Niedawno wyznał mi, że dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego ,jak bardzo mnie krzywdził i ile musiałam wtedy znosić, ale to go nie powstrzymało!!!
Wrócił, nic złego nie stało się, ale „na kilometr” wyczuwałam od niego alkohol, nie przyznawał się. Po dwóch dniach, rano rozpłakał się i powiedział, że nienawidzi siebie za to.
Nie wiem co mam robić. On nie pije alkoholu od dawana i to nie jest tak, że musi zmuszać się do tego. Po prostu nie chce. Boję się, że zawsze w sytuacji stresowej będzie sięgał po to, że ten koszmar wróci!!!!!! Boże, ja tu planowałam urządzenie nowego mieszkania, które może będziemy mieli, miałam nadzieję, że wtedy być może niedługo zostanę mamą, ale teraz… nic nie wiem… wszystko runęło!
Czy może robię z igły widły??? Jak myślicie??? Co mam zrobić??? Zapomnieć o tym??? W końcu to jedno(?) piwo.

środa, 14 października 2009

Śniadanko

Wstał o 4:30 nad ranem, do pracy, żeby zrobić mi to:



Wiedział, że rano będę jechała na uczelnię, chciał żebym dłużej sobie pospała. Chociaż to on bardziej potrzebuje snu, bo po pracy jedzie w daleką podróż i całą noc spędzi w pociągu.

wtorek, 13 października 2009

Nowe M-4 ?

Na uczelni wszystko pozałatwiane, wszystkie zaliczenia będę miała przepisane, więc chodzę tylko na te przedmioty w ramach których, muszę uzupełnić różnice programowe ( w poniedziałek 2 zajęcia). Jeszcze nie wiem, co będzie z czwartkowym seminarium. Niestety, już wczorajszy dzień musiałam opuścić, bo pociąg miał spore opóźnienie. Jestem zła na siebie, że dopiero początek roku akademickiego a już tak się zaczyna! Na nudę jak na razie nie narzekam.
Nawet nie miałam pojęcia jakim mądrym piesiem jest mój Dzióbek, z jaką łatwością uczy się poleceń. Fakt, z toaletą wydawało mi się oczywiste, że tak szybko nauczył się załatwiać swoje potrzeby na dworze, ale jednak nie każdy mały piesek tak robi. Jak chce jeść od dawna też już pokazuje. Teraz nauczyłam go siadać na komendę, leżeć, podawać łapkę i dawać głos :) Mąż nauczył jego, że jak wracamy ze spacerku, mówimy ” szybko do domu” a on tak szybko biegnie pod drzwi klatki, że tylko uszy ma z tyłu i ledwo można go dogonić :)
Instynkt macierzyński znowu o sobie daje znać, troszkę Dzióbek go stłumił, ale gdy na przystanku widziałam młodą matkę z takim malutkim, może 2 lub 3 – miesięcznym szkrabem, nie mogłam oderwać oczu od dziecka. Ale co od czego, gdy zabieramy się " do rzeczy ", ta myśl mnie przeraża!
Być może nawet do końca roku będziemy mieli większe mieszkanie. Uwielbiam urządzać mieszkanie, planować co trzeba kupić, wybierać, malować :) Pojawiła się też kwestia, gdzie będziemy mieszkać : w dużym mieście, czy w dużym miasteczku. Zdecydowaliśmy się na miasteczko, bo są ogromne szanse na to, by mieć mieszkanie wkrótce, żeby mieć w mieście musielibyśmy jeszcze kilka lat poczekać. Zawsze, gdy jestem w tym mieście zastanawiam się, czy chciałabym tam jeszcze raz mieszkać. Oczywiście, największym plusem mieszkania w mieście jest praca. Pamiętam, że jak przez 6 lat mieszkałam w mieście nie wyobrażałam sobie, że mogłabym wrócić do małego miasteczka. Jednak w tym miasteczku, w którym obecnie mieszkam, jest wyjątkowo. Ogromnym plusem jest to, że do tego miasta jadę 40 minut pociągiem. Poza tym, jest to miejscowość bardzo rodzinna, jest mnóstwo pięknych parków, placów zabaw, pięknych zakątków, a nawet ludzie są inni , inna kultura osobista. Ci ludzie właśnie nas zmienili i nasze myślenie. Na każdym kroku można zobaczyć sportowców, ktoś biega, ktoś chodzi z kijkami. A gdy pójdzie się do lasu na spacer, jest tam tak tłoczno prawie jak na ulicy. To nas zmotywowało do tego, żeby zacząć uprawiać sport. Udało się nam schudnąć. Wszędzie też widać ludzi spacerujących z psami, jest ich mnóstwo, więc i my zachcieliśmy mieć pieska. Jest to miasteczko, ale ma sporo do zaoferowania: nowoczesny basen, kluby fitness, szkoła tańca, szkoły muzyczne, kino, jakieś puby, więc każdy może znaleźć coś dla siebie. Żyje się tutaj spokojnie, bez pośpiechu. Pokochałam tę miejscowość. Nie trzeba mieszkać w mieście by móc rozwijać się i przyjemnie spędzić czas.

wtorek, 6 października 2009

Powiedzieć czy nie powiedzieć?


W piątek byłam u fryzjera i na małych zakupach. Umówiłam się z R. w mieście, tam gdzie kiedyś mieszkaliśmy. Kupiłam sobie przepiękny płaszcz zimowy, chociaż nie planowałam, ale zrobił na mnie olbrzymie wrażenie. R. kupił sobie piękny sweter, koszulę, spodnie i pasek. Kupiliśmy też dla niego płaszcz zimowy, ale już w Internecie, bo taki sam, ale jest o połowę tańszy niż w sklepie. Weszliśmy też do sklepu zoologicznego, by popatrzeć za jakimiś zabawkami dla Dzióbka i wyszliśmy zszokowani. W naszej miejscowości kupiliśmy mu ostatnio zabawkę za 5 zł. a tam taka sama była za 44,99 zł.! Ja wim, że to miasto, no ale bez przesady.
Odwiedzili nas moi rodzice z bratem. Przyjechali zaledwie na 2, 3 godziny, bo dzień wcześniej dopiero co, tata wrócił z zagranicy. Mój brat rośnie jak na drożdżach, nie widziałam go zaledwie kilka tygodni a on już mnie przerósł no i jeszcze bardziej zmężniał. Rodzicom nic nie powiedziałam o studiach, bo sama wiem zaledwie o tym od tygodnia. A dzisiaj dowiedziałam się oficjalnie, że niestety, ale muszę powtarzać i IV rok. Rodzice myślą, że jestem na V roku. Nie wiem, czy w ogóle powinnam mówić im o tym, bo: po pierwsze nie chcę, żeby zaraz wszyscy z mojej rodziny ( i nie tylko z rodziny) o tym wiedzieli ( a tak z pewnością byłoby), a po drugie nie chcę ich martwić. Poza tym jestem dorosła, to są moje studia, moje życie i moja sprawa. Nie chcę odpowiadać na ich pytania, bo to jest zbyt skomplikowane i nie chcę słuchać rad, bo nie mają pojęcia o tym jak jest na studiach, chociaż z pewnością prędzej czy później będę musiała im powiedzieć. Zresztą i tak będzie na to, że nie uczę się, ale tutaj nie chodzi tylko o to, trzeba też mieć ogromne szczęście. Po raz kolejny ich zawiodę, pamiętam jacy byli dumni i szczęśliwi z tego, że dostałam się na te studia…