O mnie

Moje zdjęcie
Trzydzistoparolatka. Żona. Mama dwóch chłopców. Dzięki nim moje życie nabrało barw. Na blogu pragnę uwiecznić naszą (nie)codzienność. Chcesz do mnie napisać? Mój email: madzia435@gmail.com

Obserwatorzy

Online

czwartek, 21 stycznia 2010

Osaczona

Wiele razy pisałam, że nie utrzymuję z nikim żadnego bliższego kontaktu, bo nie mam na to ochoty. Na studiach szczególnie, takie przyjaźnie, są baaaardzo interesowne. Przyjaźnię się z tobą, bo masz książkę, bo zrobisz i pożyczysz mi notatkę, bo wpiszesz mnie na listę obecności, bo weźmiesz dla mnie wpis do indeksu. Nie o to chodzi, że nie chcę pomóc, ale nienawidzę jak ktoś ma tak olbrzymi tupet i robi wszystko za wszelką cenę. Ludzie nie mają żadnych granic ani umiaru w proszeniu o coś. Są zupełnie bezwstydni. Niestety, nie jestem asertywna i trudno jest mi odmówić pomocy. Potem sama wkurzam się na siebie, że znowu dałam się wykorzystać i z nerwów nie mogę zasnąć. Przykładem niech będzie sytuacja z wczoraj. Moja koleżanka przez cały semestr była na zajęciach DWA RAZY (zajęcia mamy tylko w poniedziałki) i jeszcze pisze do mnie, żebym wzięła jej indeks z dziekanatu i wpis przy okazji, bo ona nie wie czy wstanie! Haaaalo! Dziekanat jest czynny do 13.30! Ja jeżdżę 45 km. specjalnie po wpis a ona mieszka koło uczelni!!!! Ciągle chce czegoś, tyko że ja nigdy nie mogę na nią liczyć. Ja jej coś załatwię ona mi nie i zawsze miała tysiące śmiesznych wymówek. Teraz liczę już tylko na siebie. Mnóstwo podobnych sytuacji jest na co dzień, nie tylko w sesji. Obrzydliwe pasożytnictwo!Mogłabym jeszcze tak wymieniać i wymieniać, ale nie będę, bo postanowiłam sobie, że na blogu będę bardziej skupiała się na pozytywnych rzeczach niż negatywnych. Wiem, ostatnio nie wyszło, ale naprawdę bardzo przeżyłam to, co się stało.
W celu wyjaśnienia poprzedniej notki. To nie jest tak, że mój mąż nadużywa alkoholu.Niestety, zawsze gdy wyjeżdża, zdarza mu się wypić jedno piwo. Potem kłamie mnie, że nie pił i wyłącza telefon. Najbardziej boli mnie to, że on wie co myślę na temat alkoholu i że nienawidzę tego ( chyba, że jest jakaś okazja) a mimo tego nie potrafi odmówić koledze. Ja nie robię niczego, czym mogłabym sprawić mu przykrość a on tak.
Jutro już mężuś wraca.

niedziela, 17 stycznia 2010

Mamy nowe mieszkanie !

Staliśmy się posiadaczami nowego, większego, mieszkania! Mieszkanie ma dwa pokoje, kuchnię, łazienkę,duży przedpokój (teraz mieszkamy w kawalerce). Jesteśmy bardzo podekscytowani i jednocześnie zdenerwowani. Przed nami kapitalny remont. Oglądamy strony internetowe o nowoczesnych wnętrzach, planujemy, chodzimy po sklepach, rozglądamy się za meblami, za kafelkami, panelami. Jutro już mieliśmy odebrać klucze, ale ze względu na wyjazd męża, musimy poczekać, aż wróci.
Mężuś wyjechał na tydzień czasu, na szkolenie a ja zostałam sama z piesiem. Dziwnie czuję się, nigdy nie rozstawaliśmy się na tak długo. Najwyżej na jedną dobę, gdy miał służbę. A czas zawsze spędzamy razem, wszystko robimy wspólnie… Wieczorem Romek mówił, że kiedyś chciał wyjeżdżać na szkolenia, wyjechać gdzieś na misję, a teraz jest mu ciężko mnie zostawiać, bo jest nam ze sobą tak dobrze.
----------------
Dopisek:
Wiem, że on pił.
Wiem, że on pił.
Wiem, że on pił.
Wiem, że on pił.

Między nami jest dobrze wtedy i tylko wtedy kiedy jesteśmy razem, bo gdy gdzieś wyjeżdża na jakiś czas beze mnie, wtedy zaczyna się... Po głosie poznaję, że pił alkohol a wtedy ODECHCIEWA MI SIĘ ŻYĆ !!!!

wtorek, 12 stycznia 2010

Spokojnie

Styczeń mija nam spokojnie. Moim i męża postanowieniem noworocznym jest to, że w każdy weekend będziemy chodzili do ośrodka sportu i rekreacji. W jednym tygodniu pójdziemy na basen, w drugim do sauny w trzecim na siłownie i tak w kółko. Postanowienie te realizujemy z ogromną przyjemnością. Byliśmy już dwa razy na basenie i było świetnie. R. trochę nad jeziorem podłapał o co chodzi w pływaniu a teraz… robi ogromne postępy. Całkiem nieźle mu to wychodzi :)
Coraz bardziej zdaję sobie sprawę, jak ten czas szybko zasuwa. Wkrótce będzie sesja i nowy semestr. Mimo, że teraz mam mnóstwo wolnego czasu, ciągle mi go brakuje. Chciałabym skupić się teraz na książkach, do mojej pracy magisterskiej, bo w semestrze letnim zacznę chodzić już na seminarium.
A teraz zaczytana jestem w moich starych pamiętnikach. Nie widziałam ich od lat. Hm mm… Pierwsze zapiski pojawiają się w roku 1994, miałam wtedy 10 lat. Od 12. roku życia pisałam codziennie. Tuż przed 20. zakończyłam pisanie, chociaż nie było to łatwe. Poszłam na studia a w akademiku nie miałam możliwości by pisać. Bloga zaczęłam pisać 4 lata później i nigdy już nie przestanę. Mam nadzieję, że fajnie będzie w wieku pięćdziesięciu lat wrócić do wspomnień z dzieciństwa, tych małych i tych „dużych” problemów, że przyjemnie będzie przypomnieć sobie okres mojej młodości, dojrzewania, pierwszych miłości, marzeń i nadziei. Chciałabym kiedyś przypomnieć sobie moje pierwsze kroki w dorosłym życiu. Chciałabym kiedyś pokazać ten pamiętnik mojemu mężowi, pozostawić coś po sobie moim dzieciom. Taką małą cząstkę mnie. Wszystko jest spisane! Bezcenne wspomnienia.

sobota, 2 stycznia 2010

Podsumowanie 2009 roku


W związku z Nowym Rokiem, nadszedł czas na refleksje, krótkie podsumowanie roku, który minął. Jaki on był??
MAŁŻEŃSTWO. To był najszczęśliwszy rok naszego małżeństwa. Nasze relacje zmieniły się. Zmieniło się nasze nastawienie do siebie i do życia. Zmieniło się nasze myślenie i nasze priorytety. Mam to, o czym zawsze marzyłam: kochającego i troskliwego męża. Nasza miłość kwitnie każdego dnia. Czuję się bezpiecznie w jego ramionach, czuję miłość od niego bijącą, szacunek . Znowu mogę jemu ufać a on uszczęśliwia mnie każdego dnia. Panuje między nami zgoda, harmonia, ciepło. W końcu odnaleźliśmy drogę wiodącą do szczęścia. Kroczymy nią powolutku do przodu, trzymając się mocno za ręce. Nareszcie jest tak jak powinno być i okazuje się, że jednak wcale nie musi być to takie trudne. Wystarczy zdolność komunikowania się i umiejętność SŁUCHANIA. Zdolność przebaczania komuś i przyjęcia przebaczenia.
STUDIA. Moje studia wiążą się zawsze z ogromnym stresem. Powtarzałam III rok. Jeździłam tylko na przedmiot, który miałam do tyłu. Stresu nie da się opisać, jaki czułam mając zajęcia z kobietą, która usadziła mnie SZEŚĆ RAZY! Na szczęście w sesji letniej zdałam ten egzamin i mogę dalej studiować. Teraz powtarzam IV rok, mimo że mam zaliczony, ale cóż na moje pismo, odpowiedzi nie otrzymałam!! Nie miałam więc możliwości od czego odwołać się!!! Teraz jeżdżę na uczelnię raz w tygodniu, na godzinkę, niestety w tak krótkim czasie nie zdąży się nikogo dobrze poznać. Czuję się wyobcowana. Poza tym zupełnie zmieniłam podejście do studiów: nienawidzę tego co robię, jeżdżę tam z wielkim bólem i trudem i już nie przykładam się tak bardzo, jak kiedyś.
RODZINA. Na początku roku brakowało mi kontaktu z nimi, zainteresowania z ich strony. Cierpiałam i tęskniłam za mamą i bratem ( z siostrą i tatą mam jeszcze mniejszy kontakt). Zmieniło się to, szczególnie od świąt. Kontakt jest żarliwy i szczery, nic z przymusu. Wstrząsającym wydarzeniem była śmierć mojej prababci.
TEŚCIOWIE: Kontakt z nimi był dobry do połowy roku. Od maja uległ ochłodzeniu. Wrócił do nich ”syn marnotrawny”, ten który skłócił całą rodzinę i wszystkich wpakował w ogromne długi. Udał przed nimi, żal i skruchę, ale nic nie chce zrobić, żeby naprawić tą krzywdę, którą wyrządził. Teściowie jak przyjeżdżali do nas gadali o nim teksty typu: ” wyrzekamy się go” a teraz trzymają go u siebie na garnuszku i winą za to wszystko obarczają jego żonę! Nawet mojego męża, że nie chce z nim porozmawiać. On jeździł do niego kiedyś, rozmawiał i co z tego mieliśmy? Mąż był bardzo nerwowy i miał ogromne ciśnienie, nadużywał alkoholu. Wszystko to odbijało się na naszym związku. A my dalej co miesiąc spłacamy jego kredyt, na początku było to 1200 miesięcznie, teraz 800 zł., od marca lub kwietnia będzie znowu 1200 zł. Jeszcze przed nami 2 lata płacenia. Teściownie nic z tego sobie nie robią.
ZNAJOMI. Prawdę pisząc nie utrzymujemy żadnych kontaktów poza rodziną. Nie mamy czasu, ale też nie chcemy. Najczęściej utrzymuję kontakty wirtualnie, rzadziej na uczelni.
Sukcesem minionego roku było to, że przedłużono kontrakt mojemu mężowi. Dowiedzieliśmy się, że mamy szansę na nowe, większe mieszkanie więc mamy kolejną nadzieję. Udało nam się również wyjechać na wczasy w góry a także kupiliśmy przesłodkiego pieska Shih Tzu. Ostatnio mniej namiętnie, ale nadal uprawiam sport, czytam więcej książek. Rok 2009, był więc trudny, ale sprostałam „wyzwaniom”. Wszystko powoli ułożyło się.
A to nasz kochany, mały rozrabiaka :)