O mnie

Moje zdjęcie
Trzydzistoparolatka. Żona. Mama dwóch chłopców. Dzięki nim moje życie nabrało barw. Na blogu pragnę uwiecznić naszą (nie)codzienność. Chcesz do mnie napisać? Mój email: madzia435@gmail.com

Obserwatorzy

Online

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą studia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą studia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 października 2011

Świętowanie

Tyle czasu zastanawiałam się, jakie to jest uczucie, obronić pracę magisterską? Co się czuje po obronie? Teraz już wiem - niedowierzanie. 
Świętowania żadnego nie było, bo właśnie nie byłam do końca przekonana, czy rzeczywiście obroniłam się. W nocy budziłam się przerażona, spanikowana, bo miałam jakieś omamy, że jednak nie powiodło mi się. Przez cały tydzień zamartwiałam się i zastanawiałam,  jak było naprawdę, podczas tej obrony.  Byłam wtedy tak zestresowana, że niewiele pamiętałam, tylko to ciśnienie dudniące w głowie. Dlatego straciłam pewność. 
I zamiast trochę odpocząć, bo tyle lat ciężko harowałam, to ja nie mogłam znaleźć sobie miejsca w domu. Myślałam, że oszaleję. Zdałam sobie sprawę, że ja nie umiem odpoczywać
i nie mogłabym tak siedzieć 
w domu. Zaczęłam przeglądać oferty pracy i znalazłam coś bardzo interesującego. W przyszłym tygodniu chciałabym złożyć CV. 
Nareszcie, dzisiaj przyszło zaświadczenie z uczelni, że ukończyłam studia, uzyskując tytuł magistra :) Odetchnęłam z ulgą i dopiero dzisiaj będziemy  z mężem świętowali. Zrobiłam już gołąbki, mamy jeszcze kawałek ciasta, do tego kupimy jakieś winko. Należy się :)
I jest jeszcze jeden powód do świętowania. 11. października byliśmy z mężem u notariusza
i zostaliśmy pełnoprawnymi właścicielami naszego mieszkania :)

czwartek, 20 października 2011

Pani magister !!!

Wszyscy płaczą z radości, ze szczęścia, ponieważ od dzisiaj jestem już panią magister!!!  Chociaż jeszcze to do mnie nie dociera. Uwierzę chyba dopiero wtedy, gdy odbiorę dyplom :)
Stresu nie było końca, ale podczas obrony panowała bardzo przyjemna atmosfera, jak nigdy. Promotor zachwalał moją pracę a i recenzentce bardzo zaimponowałam, ale z tych emocji, nie bardzo już pamiętam, co mówili. Z pracy dostałam 4, a z obrony 3. Na początku czułam trochę niedosyt, ale teraz jestem przeszczęśliwa, że mam to już za sobą, że 8 lat mojej udręki skończyło się.
Po obronie zadzwoniłam do rodziców, pochwalić się.  Wcześniej im nic nie mówiłam o obronie, bo tak naprawdę nie wierzyłam, że mi się uda. Nie chciałam ich rozczarować. Najpierw były okrzyki radości a potem płacz... Mama po jakimś czasie zadzwoniła do mnie powiedzieć, że wchodzi do kuchni a tam tata siedzi przy stole  i płacze.
Zadzwoniłam też do babci, od wakacji nie rozmawialiśmy z powodu tych spięć z dziadkiem. Pomimo tego, że dziadek jest teraz w szpitalu, babcia rozpromieniła się. Potem mama znowu do mnie zadzwoniła, przekazać, że babcia do mamy zadzwoniła cała zapłakana z radości, że Madzia się obroniła.
Dziewczyny dziękuję za wsparcie, za otuchę!

niedziela, 16 października 2011

Za trzy dni obrona

I zostaliśmy sami z Dzióbkiem.
Za trzy dni obrona.
Nie wiem, jak ja to przeżyję :(

środa, 21 września 2011

Udało się!

Dziewczyny dziękuję, że trzymałyście kciuki. Pomogły!
Chociaż do ostatniej chwili nie wiedziałam, jak będzie. W dzień przed konsultacjami napisałam pytanie do profesora, dotyczące mojej pracy, bo nie byłam pewna jednej rzeczy, a on odpisał mi, że nie ma zamiaru czytać tego w nieskończoność, że on już swoje zrobił. Nie wiedziałam więc, czy mam drukować tę pracę, czy nie. Dlatego zwlekałam do ostatniej chwili.  
Nerwów nie było końca, bo pracę trzeba było wydrukować i to cztery kopie (ok.450 stron), oprawić a tu zaledwie zostało nam kilka groszy do końca miesiąca. Dlatego Romek wydrukował mi pracę u siebie w kancelarii a potem urwał się na chwilę i przyniósł mi pracę pod uczelnię.  Ja poszłam ją tylko  oprawić. Wszystko dosłownie na ostatnią chwilę, dlatego byłam bardzo zdenerwowana, czy wszystko się uda, czy zdążę.
Na konsultacjach profesor był bardzo miły. Powiedział mi ogólne zagadnienia,
z czego powinnam przygotować się do obrony. Między innymi muszę przygotować się z takich tematów, których w ogóle nie poruszałam w pracy i z książek, których nigdzie nie ma. Nawet w internecie nie można ich kupić. Z tego wszystkiego, z tych nerwów, zapomniałam zobaczyć, jaką ocenę postawił mi profesor za pracę a indeks złożyłam już w dziekanacie. 
Obronę będę miała 20. października!!! I właśnie tego terminu się obawiałam, bo wtedy właśnie Romek wyjeżdża w delegację i nie będzie miał mnie, kto wspierać. Sama będę musiała biegać za kwiatami, za jakimiś bombonierkami. Muszę przyznać, że Romek bardzo mnie wspierał, przez ten czas. Nieźle dałam mu popalić, przez moje nerwy a on cały czas był przy mnie, wspierał mnie, podtrzymywał na duchu. 

sobota, 17 września 2011

Praca, praca, praca

Chyba dopiero zaczynam rozumieć powiedzenie, że obrona to już „tylko formalność”. Bo naprawdę teraz, co się dzieje, to masakra! Niby poprawek w pracy nie miałam dużo do zrobienia, jednak na prawie tydzień, przed ostatecznym terminem złożenia pracy, profesor kazał mi… napisać jeszcze czwarty rozdział! W ogóle od tygodnia wcale nie spałam, na oczy ledwo już widzę, jestem wyczerpana. Jednak, pomimo takiego zmęczenia, gdy kładę się spać, wcale nie mogę usnąć. Czuję się jak jakaś naćpana.
Wysłałam profesorowi, już całą pracę, łącznie z czwartym rozdziałem, o on odsyła mi ją za spacje, czy przecinki (dokładnie w trzech miejscach, na 111 stron). Pisze do mnie, że: „zdecydowanie wpłynie to na ocenę pracy"!
We wtorek profesor ma konsultacje, mam nadzieję, że przyniosę mu już wydrukowaną pracę. Do środy jest ostateczny termin złożenia pracy.
Dziewczyny, błagam, trzymajcie kciuki!!!

poniedziałek, 12 września 2011

Napisałam!

Napisałam pracę magisterską!!!  W ogóle miałam już takiego doła, że myślałam, że wcale jej nie napiszę. Stres zamiast mnie mobilizować to mnie paraliżował, nie byłam w stanie nic robić tylko płakałam.  Ale kiedy w końcu się już za nią wzięłam nie mogłam oderwać się od pisania, hihihi ;) Muszę przyznać, że wakacje zrobiły swoje, odpoczęłam i  takiego natchnienia i zapału dostałam, że skończyłam szybciej niż przypuszczałam :)  Praca zajęła mi 100 stron A4. Tylko mam nadzieję, że profesor nie będzie kazał mi zbyt wiele poprawiać, bo nigdy nic nie wiadomo. Teraz, z bólem żołądka, oczekuję odpowiedzi od promotora. 
Poza tym niespodziewanie pojechaliśmy na weekend do mojego rodzinnego domu. Posiedzieliśmy, poplotkowaliśmy, zaliczyliśmy ostatniego grilla w tym roku i wróciliśmy do domku. 
Niestety, musimy przełożyć spotkanie u notariusza, bo nie zdążymy na czas zebrać tyle pieniędzy. 
W łazience zamontowaliśmy kabinę z hydromasażem. 
No i ostatnio cierpię na bóle zęba i dziąseł a co za tym idzie boli mnie też ciągle głowa i ogólnie źle się czuję.  Jakiś czas temu byłam u dentystki, ale baba nie chciała mi nic zrobić na NFZ, tylko próbowała wyłudzić ode mnie kasę. Wyliczyła, ile co będzie kosztowało i jak się zdecyduję to mam do niej zadzwonić. Moja wizyta trwała tam tyko 5 min.
Wszyscy tylko chcieliby kasę a ty człowieku umieraj z bólu!

niedziela, 28 sierpnia 2011

Denerwuję się, ponieważ wielkimi krokami nadciąga wrzesień a wraz z nim sesja. Wszystko mam zaliczone, poza seminarium. Powinnam teraz mieć obronę, ale nie mogę skończyć ostatniego rozdziału. W głowie  siedzą mi najgorsze, czarne scenariusze, promotor po nocach mi się śni… strach paraliżuje mnie… Poza tym czuję ogromną presję rodziny!!! Ciągle mają wobec mnie jakieś oczekiwania. Myślą, że wszystko jest takie proste. Już zaplanowali za mnie przyszłość: „no teraz się obronisz, pójdziesz do pracy, bo na dziecko to macie jeszcze czas”. A moja siostra, ślubu nie ma, mieszkania nie ma, żyje u obcych ludzi, wykształcenia nie ma, pracy nie ma, jej facet też nie ma stałej pracy a ona zaraz rodzi. I żyje, śmieje się, niczym nie przejmuje się i jest dobrze. Rodzice od niej niczego nie oczekują. Nie wiem co będzie i boję się tego. Czuję strach przed zbliżającym się wrześniem,  przed spotkaniem z promotorem.  Nie chcę już więcej jeździć na uczelnię, spotykać tych ludzi… Chcę zapomnieć o tym wszystkim, jednak boję się, że nadal  będzie się za mną coś ciągnęło…  
Jednak dziś nie będzie tylko pesymistycznie, ale mam też kilka pozytywnych wieści.  Na 20. września jesteśmy umówieni z notariuszem, aby  podpisać akt notarialny dotyczący wykupu mieszkania :)
Jeszcze trzy miesiące, trzy raty i spłacimy długi Romka brata. Nie mogę uwierzyć się, że to będzie koniec, tyle lat na to czekaliśmy i końca nie było widać.  Płaciliśmy za coś, czego nawet nigdy na oczy nie widziałam,  w błoto. Miesiąc w miesiąc 1000 zł za nic a raczej za dobre serce, za to, że chciało się komuś pomóc.
No i kolejna dobra wiadomość jest taka, że powoli myślimy o dziecku.  Zaczęłam zgłębiać  się w lektury dotyczące przygotowań do ciąży, macierzyństwa i wychowania. Od bardzo dawna chciałam być mamą, ale odkładaliśmy tę decyzję ze względu na studia. Teraz jestem już po studiach, na pracę w zawodzie obecnie nie mam szans, więc może teraz jest ten odpowiedni moment.  Może za  kilka lat, jak odchowam dzidzię,  sytuacja na rynku pracy się zmieni.  Na razie pieniędzy nam nie brakuje, chociaż też nie przelewa się, ale za 3 miesiące wypłaty będzie  o 1000 zł więcej. To mniej więcej tyle,  ile ja zarabiałabym.  

wtorek, 28 czerwca 2011

Absolutorium

Doczekałam się tej uroczystej chwili, choć już kilka dni przed uroczystością bałam się, że może mnie to ominąć. Dostałam zapalenia pęcherza moczowego,  taki mocny ból w dolnej części brzucha miałam  i co 3, 4 sekundy do toalety biegałam, ledwo się trzymałam.  Na dzień przed absolutorium poszłam do lekarza, dostałam antybiotyk i zaledwie po jednej dawce ból ustąpił.
W nocy przed uroczystością z emocji nie mogłam usnąć. Wstałam o 4. rano i zaczęłam robić dla mnie i dla Romka śniadanie i powoli szykować się. Po 7. rano przyjechali po nas moi rodzice z bratem i pojechaliśmy na "imprezę". Absolutorium trwało około dwóch godzin a mi się wydawało, że to zaledwie chwila. Przebraliśmy się w togi i w birety, odbieraliśmy pamiątkowe dyplomy.  Niezapomniana uroczystość, niesamowite uczucie. Rodzice byli bardzo dumni z córki - jedyna osoba w rodzinie ukończyła studia wyższe.  Romek  bardzo mnie wspierał  przez te 8 lat mojego studiowania. Gdyby nie jego miłość, cierpliwość, chyba dawno bym zrezygnowała, poddała się... Mój trud jednak opłacił się.  Korzeń nauki gorzki, owoc słodki :) Potem uroczystości pojechaliśmy na obiad do restauracji a potem rodzice odwieźli nas do domu.
Na następny dzień tata i mama pojechali do pracy za granicę.  Moja siostra została z bratem, żeby się nim opiekować. Dzisiaj ja jadę do nich. Od tak dawna marzyłam o odpoczynku od tych studiów, od pracy, od sąsiadów i tego miasteczka, wszystko już tutaj mnie wkurzało. Niestety, Romek nie dostał jeszcze urlopu, jadę więc bez niego i już za nim tęsknię :(((((

piątek, 17 czerwca 2011

Koniec studiów !!!

Dzisiaj otrzymałam ostatnie zaliczenie z literatury nowołacińskiej.  Nie mogę uwierzyć, że to już KONIEC STUDIÓW. Ciągle to sobie powtarzam, bo nie dociera to do mnie jeszcze. Jestem szczęśliwa, ale i bardzo zmęczona a przede mną jeszcze sporo pracy. Muszę napisać trzeci rozdział magisterki...  

poniedziałek, 13 czerwca 2011

Sesja

Jestem bardzo zestresowana sesją i moją magisterką. Na razie wszystko idzie do przodu, brakuje mi jeszcze 4 zaliczeń.  Najgorzej idzie mi pisanie pracy. Mam nadzieję, że wyrobię się do końca czerwca, ewentualnie września. Nie mogę uwierzyć, że to już koniec studiów. Za dwa tygodnie odbędzie się absolutorium, byłam więc na zakupach i kupiłam spódnicę, marynarkę, bluzkę, kolczyki i naszyjnik.  Zaprosiłam na uroczystość rodziców i brata. Tata jest obecnie w pracy w Niemczech, prawie na drugim końcu granicy i specjalnie przyjedzie na tę okazję.   
Nadal z Romkiem biegamy, jednak efektów biegania nie widać, bo niestety zajadam stres.  Kondycję mam, biegnę już przez pół godziny, ale niestety nie chudnę. Chyba dopiero zacznę inaczej odżywiać się jak skończę te studia i będę miała trochę spokoju. 
Z Dzióbeczkiem jest już dobrze. To nie było uczulenie, tylko maszynka podrażniła jego skórę tak, że miał  ranki. Biedny, cały czas  lizał się i lizał, skóra go piekła, był nerwowy i wystraszony, bo nie wiedział co się dzieje, wcale nie mógł spać. Ale już "wrócił" mój Dzióbuś .  Znów bawi się, rozrabia, podgryza swoją panią, smacznie śpi. Mały znalazł sobie nowe miejsce do spania, nasze łóżko. Na początku pozwoliliśmy mu z nami spać, bo myśleliśmy, że chłopakowi jest zimno po tym strzyżeniu, ale teraz to on się już przyzwyczaił. Ile razy zdejmujemy go z łóżka to on wskakuje na nie i chce do środka a potem strasznie się rozspycha... 
Ooooo, zobaczcie jak mu dobrze :))


piątek, 27 maja 2011

Uff...

Chwilowo moje ciśnienie trochę spadło, choć nadal utrzymuje się  na dość wysokim poziomie. Stresowałam się moją magisterką, bo zbliżał się termin,  kiedy powinnam otrzymać wpis warunkowy z poprzedniego semestru  a tu  dowiaduję się, że mój promotor ma gdzieś wyjechać. Bałam się, że nie zdążę wysłać mu pracy a on tego nie będzie miał kiedy sprawdzić a termin gonił...
Ponadto w dziekanacie nie wydali mi karty egzaminacyjnej, ponieważ nie otrzymałam jeszcze wpisu warunkowego od promotora. Myślałam sobie, że wszystko bedę miała w plecy, bo jak zebrać wpisy od pozostałych wykładowców  w sesji, jak nie przychodzą oni na umówione terminy, tylko tak jak chcą a kiedy już przyjdą to po jeden wpis trzeba czekać godzinami, bo  muszą oni jeszcze wypić kawę, poplotkować. A poza tym marnować czas, żeby latać za wykładowcami zamiast pisać pracę... to byłaby masakra.
I śpieszyłam się z pisaniem tego rozdziału, 8-9 godzin dziennie. Dobrze, że już wcześniej  sporo napisałam. Ale stres był  a przez to gorączka, krew z nosa...
Na seminarium bałam się iść, zresztą jak zawsze. Już dwa dni wcześniej bolał mnie żołądek.  Ale profesor miał dobry humor, był bardzo miły. Powiedział czym powinnam zająć się w trzecim rozdziale. Mówił, że ten rozdział powinien być jeszcze obszerniejszy, czym zdziwiłam się tym bardziej, że dwa poprzednie mają po 35 stron.  A więc pracę będę miała na ok. 100 stron. I w ogóle nie spodziewałam się tego, ale dostałam zaliczenie z poprzedniego semestru. Byłam zdziwiona, ale jednocześnie przeszczęśliwa.  Myślałam, że będzie mnie trochę gnębił i nie dostanę tak szybko tego wpisu. 
Wybaczcie moją nieobecność u Was, ale mam mnóstwooo pracy...

niedziela, 22 maja 2011

Ciśnienie

Ledwo wytrzymuję ciśnienie - stres i panika przed zbliżającą się sesją egzaminacyjną w pełni :(((

poniedziałek, 9 maja 2011

Pesymistycznie

Odkąd wróciliśmy do domu nie mam nastroju. Jestem rozdrażniona, przybita. Mam świadomość tego, że muszę w końcu napisać pracę, a kompletnie nie potrafię się do tego zmusić! To mnie przeraża…
Dlatego dziwię się, że mam mnóstwo energii, żeby pójść pobiegać. Znowu polubiłam to. Głośna muzyka w uszach  i śmigam jedno okrążenie stadionu za drugim… Już nawet gubię się w liczeniu okrążeń :)
Niedawno Romek poruszył temat tego, co chciałabym robić po studiach, jakie mam plany. Oczywiście, chciałabym pracować w zawodzie, ale na to nie mam szans. Dziewczyny z mojej grupy po całej Polsce wysyłają CV i nikt im nie odpowiada. W każdej szkole słyszą to samo: polonistów nikt nie potrzebuje. A ja nawet nie mam pewności czy studia skończę w terminie! Zastanawiam się, czy w ogóle pójść na absolutorium.  
Romek chciałby już zostać tatusiem… Ja o maleństwu również marzę, ostatnio jest to niemal moja obsesja, ale naprawdę brakuje mi siły na co dzień i wiary w siebie… Nie wiem, czy dałabym radę zająć się maleństwem. Chyba sama potrzebuję pomocy. 

piątek, 25 marca 2011

Urodziny spędziłam w rodzinnym gronie. Coś tak miałam przeczucie, żeby upiec ciasto. Po chwilach wahania mąż pojechał w niedzielę na szkolenie, ale jak dowiedział się, że będziemy mieli gości urwał się. A co! Przecież trzeba uhonorować wielowiekową tradycję i zrobić sobie wagary ;) Od taty i brata dostałam śliczne róże, dziadek zadzwonił z pięknym, urodzinowym wierszem  :)
Na uczelni nudy, każdy już trochę olewa sobie naukę. Ja ciągle męczę się z pisaniem pracy. Chyba muszę mieć cały czas bata nad sobą, ponieważ  jak denerwuję się, że nie zdążę napisać pracy, to pisanie idzie mi błyskawicznie. Natomiast,  gdy poczuję trochę luzu to marnotrawię czas i mam ogromne wyrzuty sumienia z tego powodu…
Z mężem nadal biegamy na stadionie. Właśnie trochę pogubiłam się, nie wiem czy to już 3. czy 4. tydzień. Do biegania zmotywowałam się tym bardziej, że w lusterku widać już pierwsze efekty - giną okropne boczki :) Daję już radę przebiec 4 okrążenia stadionu - to prawie 2 km.
A tak poza tym, dużo się dzieje u moich rodziców i mojej siostry, ale niestety jakoś nie chce mi się o tym pisać. W ogóle ostatnio zmuszam się do tego, żeby tutaj napisać parę słów. 

piątek, 18 marca 2011

Nasze życie to kropla w oceanie czasu...

Jestem przerażona tym, że niedługo będzie czerwiec - koniec moich studiów,  że być może  nie wyrobię się z pisaniem pracy…
Jestem przerażona tym, że w poniedziałek skończę…27 lat.

piątek, 11 marca 2011

Jak szybko ten czas mija...

Bardzo szybko mija mi tydzień za tygodniem, aż nie nadążam.  Niestety, mam ostatnio dużego lenia.  Słońce tak pięknie świeci a mi zupełnie nie chce się już jeździć na zajęcia. O 13.30 chciałabym wracać do domku a nie dopiero rozpoczynać zajęcia.
Romek dużo pracuje, coraz częściej zostaje dłużej w pracy. Nie mamy czasu, żeby pójść na spacer i nacieszyć się nowym aparatem.  Jednak, na stadion wytrwale chodzimy pobiegać. Kupiłam sobie mp3 i specjalne słuchawki,  żeby nie wypadały z uszu podczas biegania.  Przy głośnej muzyce zdecydowanie lepiej się biega, mam więcej siły. Jak mam poczucie, że zmarnowałam cały dzień, na byle czym i jestem przybita z tego powodu, wystarczy pójść trochę pobiegać i od razu zmienia się całe moje  nastawienie... 
W tym tygodniu złożyliśmy wniosek o wykup mieszkania, no i czekamy.  
Z niecierpliwością oczekujemy już Wielkanocy. Dopiero wtedy będziemy mieli okazję wspólnie poleniuchować,  odpocząć. Myślimy o tym, żeby pojechać do moich rodziców…

piątek, 4 marca 2011

Udany weekend

W jeden weekend spędzony z ukochaną osobą, aktywnie na świeżym powietrzu,  zdecydowanie bardziej odpoczęłam  niż przez miesiąc ferii. Małżonek nie pojechał na szkolenie, ponieważ musieliśmy wypróbować nowy  aparat. Zabraliśmy ze sobą Dzióbka i pół dnia chodziliśmy po lesie.  W powietrzu było czuć już wiosnę, ptaki śpiewały, słońce grzało nam w plecy. Zdjęcia oglądam niemal codziennie. 
A tak poza tym to dostałam zgodę na warunkowy wpis z seminarium.
W tygodniu wracam z uczelni późno, nie mam na nic czasu. Tylko trzy razy w tygodniu chodzimy z Romkiem na stadion pobiegać. 
Po raz kolejny pozbyłam się frytkownicy. Zamiast tego wyciągnęłam zakurzony już parowar. Zamiast smażyć na patelni gotuję na parze i  tym sposobem przypomniałam sobie, że nie trzeba jeść tłusto, żeby jedzenie było tak smaczne...Poza tym idzie wiosna będzie więcej warzyw, owoców, na talerzu będzie coraz bardziej kolorowo...
A to kilka chwil z naszego spacerku :)





czwartek, 24 lutego 2011

Ostatni semestr i zakupy

Miesiąc przerwy międzysemestralnej bardzo szybko minął. Niestety, nie odpoczęłam przez ten czas, bo męczyłam się nad pisaniem pracy. Ale przynajmniej przez ten miesiąc nie musiałam rano wstawać, pędzić na PKP, tylko siedziałam w domku.

Nowy plan zajęć mam beznadziejny. Na dziesiątym semestrze studiów, zajęcia mam codziennie i to tylko 1,5 godziny,  na 13.30. Raz mam na 10.00. Niestety, żeby dojechać na te 1,5 godziny zajęć, tracę 7 godzin, bo tyle czasu zajmuje dojazd, zajęcia i  powrót.  W domu jestem o 17 (jeśli jeszcze pociąg się nie spóźni). Mało czasu mam na przygotowanie się na następny dzień, na pójście do biblioteki, nie mówiąc już nic o pisaniu pracy magisterskiej. A ja po nocach nie mogę pisać pracy, nie jestem nocnym markiem. Im dłużej siedzę w nocy tym więcej robię błahych pomyłek. Nie wiem jeszcze, czy uzyskałam zgodę na warunkowy wpis, boję się pójść do dziekanatu i zapytać. Nie wiem, czy chcę znać odpowiedź.

Poza tym postanowiliśmy z Romkiem, że w końcu zrobimy coś dla siebie, zamiast inwestować tylko w mieszkanie. Wzięłam kredyt z banku i kupiliśmy sobie aparat Canon z bardzo dłuuuugim obiektywem :) Zostało nam jeszcze kilka groszy na wieżę do sypialni :)

Od Żony programisty dostałam wyróżnienie Sunshine award - bardzo dziękuję :)

10 rzeczy, które powodują, że czuję się szczęśliwa:

1.Mój Mąż 
2. Dzióbeczek - zawsze znajdzie jakiś sposób, żeby mnie rozweselić.  A to przychodzi do mnie z zabawkami i zaczepia mnie, żebym się z nim pobawiła. Jak nie reaguję delikatnie podgryza mi ręce lub stopy. Po dłuższej chwili, jak nic nie wskóra, zaczyna szczekać na mnie albo też zabiera mi jakieś moje rzeczy, żebym zaczęła ganiać go. Chłopak przecież musi być zawsze w centrum uwagi :)
3.  Spacery - lubię ruch na świeżym powietrzu, spacery z Dzióbeczkiem po parku i nasze w trójkę wycieczki do lasu, kiedyś co weekendowe. Teraz niestety Romek każdy weekend ma zajęty.
4. Kupowanie rzeczy do domu. 
5. Z natury jestem osobą spokojną, więc kocham spokój i ciszę. 
6. Gotowanie i pieczenie przepysznych ciast.
7. Spotkania rodzinne- rzadko odwiedzamy się z rodziną i pewnie dlatego każde spotkanie daje mi dużo radości.
8. Frytki, niestety to mój nałóg  :(
9. Wakacje.
10. Wycieczki.

A ja ominę trochę zasady przyznawania wyróżnienia i chciałabym nominować... wszystkie dziewczyny, które mam zalinkowane :) 
Zasady przyznawania wyróżnienia: podziękowanie za wyróżnienie, umieszczenie u siebie linku do osoby, która Cię wyróżniła, umieszczenie u siebie loga wyróżnienia, przekazanie nagrody kolejnym 10 blogom, umieszczenie linków do tych blogów, powiadomienie o tym nominowanych osób.

czwartek, 17 lutego 2011

Zawsze pod górę

ZAWSZE przed spotkaniem z promotorem już cały poprzedni dzień jestem w nerwach, nie mogę nic zrobić, na niczym się skupić. Całą noc nie śpię a tuż przed spotkaniem dostaję skrętu żołądka…
Nie byłabym sobą, gdybym zaliczyła wszystko w terminie, tak jak należy, gdybym w końcu miała spokój. To nie byłabym ja. Bo ja…
ZAWSZE muszę mieć  pod górę.  ZAWSZE  musi być coś nie tak. ZAWSZE muszę mieć poprawki, powtarzanie przedmiotu, czy roku. ZAWSZE!!! 
Nie dostałam zaliczenia, bo profesor nie przeczytał mojego rozdziału. Złożyłam podanie o wpis warunkowy. Nie wiem czy wyrażą zgodę. Nie wiem co będzie dalej…

wtorek, 15 lutego 2011

Od niego zależy, co będzie dalej...

W czwartek będzie sądny dzień dla mnie... spotkanie z profesorem. Zdążyłam poskarżyć się, że nie odpisuje mi na maila, a jednak przed północą napisał. Trochę jest mi wstyd, że tak dużo uwag miał do mojej pracy:( 
Nie chce mi się już  ciągle tego poprawiać i czytać w kółko to samo ( już mam mdłości na widok tej pracy), ale na szczęście została mi końcówka.  
Profesor raz jest miły, uprzejmy, zapewnia, że wszystko będzie w porządku, że da zaliczenie a na następnym spotkaniu  jest zupełnie odwrotnie. Mówi zupełnie co innego, jest złośliwy, straszy. Raz mówi, że wystarczy oddać mu jeden rozdział na zaliczenie semestru, innym razem, że trzeba oddać dwa rozdziały a to przecież jest ogromna różnica. Kiedy w mailu pytałam się o mój drugi rozdział, nie chciał mi nic napisać na ten temat.  Powiedział tylko tyle, że porozmawiamy o tym na konsultacjach. Ciekawe jakie teraz będzie miał nastawienie, czy wystarczy mu jeden rozdział, czy będzie wymagał drugiego. Od niego zależy, co będzie dalej...