Nie wiem, kiedy minęło lato. Czas pędzi tak szybko. Mimo to, że nie pracuję, żyję w pędzie. Jestem ciągle w biegu. Nie mam czasu dla siebie, na odpoczynek. A upały strasznie dawały mi się we znaki. Nie miałam siły na nic a tu trzeba było działać.
Rano, kiedy dawałam Filipkowi śniadanie, jednocześnie przygotowywałam obiad. Później wychodziliśmy z synem na spacer. Robiliśmy zakupy i bawiliśmy się na placu zabaw. W południe Filipek ucinał sobie drzemkę a ja w tym czasie przygotowywałam drugi obiad. Po południu do wieczora czas spędzaliśmy na działce. Często jedliśmy kolację na naszej działce. Wszystko o wiele bardziej smakowało. Wracaliśmy dopiero do naszego domu, aby spać. W międzyczasie robiłam przetwory na zimę. Zrobiłam ponad 50 słoików: 24 tradycyjnych ogórków kiszonych, 9 słoików ogórków z przecierem pomidorowym (po raz pierwszy) i 14 słoików ogórków z curry ( również po raz pierwszy). Zrobiłam także 5 słoików z buraczkami. Planuję jeszcze włożyć paprykę do słoików.
Pomimo domowych obowiązków wcale nie było nudno: dwa razy byliśmy nad morzem, jeździliśmy nad pobliskie jeziorka i na przejażdżki po okolicy. Były żniwa, więc Filipek wypatrywał przeróżne maszyny rolnicze, traktory, kombajny na polach. Robiliśmy mnóstwo zdjęć na łonie natury. Szaleliśmy także na zakupach i wydaliśmy całkiem sporo pieniędzy. Najpierw Romek pomalował całe mieszkanie a następnie kupiliśmy nowe meble do pokoju Filipka, nowe łóżko, żyrandol i firanę. Meble dotarły do nas w kartonach, więc trzeba było samemu je składać i montować. Filipek ma teraz pokój jak z bajki. Przepiękny. Nie mogę się napatrzeć. A największą zmianą, przynajmniej dla mnie, było to, że Filipek teraz ma pojedyncze łóżko a więc nie mogę z nim spać! Na początku żałowałam tego. Ryczałam. Brakowało mi syna u boku. Tak nagle skończył się kolejny etap. On tak szybko rośnie. Jednak Filipek o wiele lepiej zaakceptował tą zmianę niż ja. Na następny dzień mówił, że dobrze mu się spało w nowym łóżku a z mamą źle :)
Kupiliśmy też nowe meble do kuchni, na które jeszcze czekamy, i zmywarkę. Kupiliśmy 48-calowy telewizor do salonu z Internetem i ławę drewnianą. I najdroższy nasz zakup - samochód. Poprzedni był całkowitym "złomkiem" - jak to mówił Filipuś, nie było w nim ani jednej rzeczy sprawnej a mimo to łezka zakręciła nam się w oku. Nasz nowy samochód jest super. Cieszy nas bardzo klimatyzacja. Jesteśmy w szoku jak przyjemnie nim się jeździ. Sobie też sprawiłam małe przyjemności: mam nowe okulary korekcyjne oraz aparat fotograficzny z wi-fi. Aparat robi rewelacyjne zdjęcia. A Filipkowi sprawiliśmy jeszcze dźwig Brudera.
Jestem już zmęczona upałami, atrakcjami, emocjami. Czekam na jesień. Myślę, że kiedy zacznie się więcej czasu spędzać w domku, wtedy będę miała trochę czasu dla siebie.
2 lata, 10 miesięcy, 1 tydzień i 3 dni
O mnie
- Magda
- Trzydzistoparolatka. Żona. Mama dwóch chłopców. Dzięki nim moje życie nabrało barw. Na blogu pragnę uwiecznić naszą (nie)codzienność. Chcesz do mnie napisać? Mój email: madzia435@gmail.com
Obserwatorzy
Online
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zakupy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zakupy. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 3 września 2015
poniedziałek, 5 grudnia 2011
Odwiedziny
Zdążyłam trochę pożalić się, że mało się ruszam a jeszcze tego samego dnia poszliśmy z Romkiem na stadion pobiegać. Ciężko biegało się, ale włączyłam głośną muzykę w słuchawkach, w telefonie, i jakoś udało mi się przebiec 5 okrążeń stadionu. Byłam z siebie bardzo zadowolona.
W piątek pojechałam do mojej uczelni odebrać dyplom. Szłam tą znienawidzoną przeze mnie drogą i ciągle sobie w głowie powtarzałam: "to już ostatni raz tam idę, ostatni raz". Jak fajnie to brzmi: "pani mgr Magdalena X" :) Nie myślałam, że kiedyś osiągnę to, że powiedzie mi się.
Potem postanowiłam pójść do nowo otwartej galerii handlowej, żeby kupić coś sobie na ślub siostry. Tak się złożyło, że w zeszłym miesiącu zapłaciliśmy ostatnią ratę kredytu, najstarszego brata Romka. Przez lata liczyliśmy grosz do grosza, płacąc za coś, czego nigdy na oczy nie widzieliśmy. Wiem, że teraz, też na pewno będziemy liczyć pieniądze, że nagle nie przestanie nam ich brakować, ale to już zawsze 1000 zł więcej i co najważniejsze, to będą nasze, własne wydatki. Tyle na to czekaliśmy.
W galerii tyle czasu chodziłam, oglądałam ciuchy, ale nic mi się nie podobało a poza tym, jakieś zwykłe bluzki kosztowały nawet 400 zł. Byłam już zrezygnowana, nie mogłam chodzić, bo tak mnie nogi bolały. Po kilku godzinach dołączył do mnie Romek i poszliśmy do restauracji na frytki i kurczaka a potem udaliśmy się do starej, sprawdzonej galerii. Tam, od razu, w drugim sklepie, do którego zaszliśmy, kupiłam sobie sukienkę. Sukienka jest jasnoróżowa z delikatną, czarną koronką. Potem poszliśmy jeszcze do sklepu dziecięcego kupić prezent dla dziecka, młodszego brata Romka. Ceny zabawek w tamtym sklepie również były przerażające. Nie było zabawek poniżej 100 zł, może kilka i to naprawdę bardzo małych. Ale kupiliśmy małemu piękny, duży, wóz strażacki. Kiedy szliśmy z tym wozem do kasy, pomyślałam, żeby Romek zadzwonił do brata, zapytać się, czy mały nie ma takiej zabawki, bo szkoda wydać tyle kasy na coś, co on może ma. Jednak szwagier powiedział, żebyśmy czasem nie kupowali betoniarek i śmieciarek, bo mały tego ma pełno a żebyśmy kupili może wóz strażacki. A my w śmiech, bo właśnie w ręku trzymaliśmy tą zabawkę. Potem okazało się, że mamy mnóstwo czasu do pociągu to jeszcze raz wróciliśmy się do nowej galerii, kupiłam sobie kolczyki, pierścionek i czapkę a dla Romka marynarkę. Kupiliśmy też koszulę na prezent świąteczny dla mojego brata.
Na następny dzień spodziewaliśmy się gości: teściów, młodszego brata mojego męża, jego żonę i synka. Ich chłopiec jest naprawdę fajnym dzieckiem. Niczego się nie wstydził, gaduła niesamowity, cały czas uśmiechał się. I ciocię cały czas przytulał i wujka, za zabawkę wycałował. A potem zaglądał do miejsca, skąd wyciągnęliśmy zabawkę, czy czasem jeszcze nie ma tam dla niego niespodzianki. Kiedy zaczął wygłupiać się i trochę rozrabiać to szwagier zabrał mu zabawkę. A on spuścił oczka i mówi: "tatusiu przepraszam, przepraszam, będę już grzeczny". A gdy odjeżdżali to zapytał się, czy tą zabawkę, którą dostał od nas, może wziąć do domu. Nie wiedział, czy to jest już jego. I mnie się o to pytał, potem Romka. Naprawdę, uroczy chłopak. Ma niespełna trzy latka a taki już mądry.
Po ich wizycie załapałam doła. Szwagier i jego żona stwarzają obraz IDEALNEJ rodziny. Oboje bardzo się kochają i nie kryją się z okazywaniem uczuć. Mają mieszkanie, co prawda niewłasnościowe, ale są samodzielni, są też bardzo religijni. On pracuje i ona. Mają wspaniałego synka. Dzieckiem zajmuje się teściowa. My mamy własne mieszkanie, też jesteśmy samodzielni, ale nikt nam w niczym nie pomaga. Romek pracuje ja nie. Pomimo tego, że przez lata spłacaliśmy kredyt ich najstarszego brata, jakoś sobie radziliśmy. W naszym związku też jest wszystko w porządku, ale do szczęścia brakuje nam jeszcze maleństwa. Tymczasem oni planują już drugie. Mam żal do nich wszystkich, że my tyle lat spłacaliśmy kredyt ich brata a tymczasem oni obchodzą się z nim jak z jajkiem. Szwagier, ten, którego płaciliśmy kredyt, zamieszkał z teściami a oni w ogóle zachowują się tak, jakby nic się nie stało. A on nawet nie raczył zadzwonić, przeprosić, czy jakąkolwiek pomoc zaoferować, przy spłacie tego kredytu. Przecież to nie był nasz kredyt tylko jego. I właśnie przez niego mamy zepsute relacje z całą ich rodzinką, bo nie mam do nikogo najmniejszego zaufania. I z bólem to muszę przyznać, bo wiem, że Romek ich kocha, ale ja czuję czuję awersję do tej rodziny. Tymczasem oni zgrywają szczęśliwą rodzinkę a to my, najbardziej pokrzywdzeni, JESTEŚMY WYKLUCZENI, nikt nie liczy się z naszymi uczuciami.
Dziewczyny, co myślicie? Może powinnam zapomnieć o tym kredycie? I udawać się, że nic się nie stało? Że wszyscy się kochamy i jest nam bardzo dobrze ? I może powinniśmy zajeżdżać do teściów, pomimo obecności tam szwagra? Kilka lat tam nie zajeżdżaliśmy, dopiero w tegoroczne wakacje, zrobiłam to dla Romka i pojechaliśmy tam, jak szwagier był w pracy. Ale to chyba on powinien nas unikać a nie my jego?
W piątek pojechałam do mojej uczelni odebrać dyplom. Szłam tą znienawidzoną przeze mnie drogą i ciągle sobie w głowie powtarzałam: "to już ostatni raz tam idę, ostatni raz". Jak fajnie to brzmi: "pani mgr Magdalena X" :) Nie myślałam, że kiedyś osiągnę to, że powiedzie mi się.
Potem postanowiłam pójść do nowo otwartej galerii handlowej, żeby kupić coś sobie na ślub siostry. Tak się złożyło, że w zeszłym miesiącu zapłaciliśmy ostatnią ratę kredytu, najstarszego brata Romka. Przez lata liczyliśmy grosz do grosza, płacąc za coś, czego nigdy na oczy nie widzieliśmy. Wiem, że teraz, też na pewno będziemy liczyć pieniądze, że nagle nie przestanie nam ich brakować, ale to już zawsze 1000 zł więcej i co najważniejsze, to będą nasze, własne wydatki. Tyle na to czekaliśmy.
W galerii tyle czasu chodziłam, oglądałam ciuchy, ale nic mi się nie podobało a poza tym, jakieś zwykłe bluzki kosztowały nawet 400 zł. Byłam już zrezygnowana, nie mogłam chodzić, bo tak mnie nogi bolały. Po kilku godzinach dołączył do mnie Romek i poszliśmy do restauracji na frytki i kurczaka a potem udaliśmy się do starej, sprawdzonej galerii. Tam, od razu, w drugim sklepie, do którego zaszliśmy, kupiłam sobie sukienkę. Sukienka jest jasnoróżowa z delikatną, czarną koronką. Potem poszliśmy jeszcze do sklepu dziecięcego kupić prezent dla dziecka, młodszego brata Romka. Ceny zabawek w tamtym sklepie również były przerażające. Nie było zabawek poniżej 100 zł, może kilka i to naprawdę bardzo małych. Ale kupiliśmy małemu piękny, duży, wóz strażacki. Kiedy szliśmy z tym wozem do kasy, pomyślałam, żeby Romek zadzwonił do brata, zapytać się, czy mały nie ma takiej zabawki, bo szkoda wydać tyle kasy na coś, co on może ma. Jednak szwagier powiedział, żebyśmy czasem nie kupowali betoniarek i śmieciarek, bo mały tego ma pełno a żebyśmy kupili może wóz strażacki. A my w śmiech, bo właśnie w ręku trzymaliśmy tą zabawkę. Potem okazało się, że mamy mnóstwo czasu do pociągu to jeszcze raz wróciliśmy się do nowej galerii, kupiłam sobie kolczyki, pierścionek i czapkę a dla Romka marynarkę. Kupiliśmy też koszulę na prezent świąteczny dla mojego brata.
Na następny dzień spodziewaliśmy się gości: teściów, młodszego brata mojego męża, jego żonę i synka. Ich chłopiec jest naprawdę fajnym dzieckiem. Niczego się nie wstydził, gaduła niesamowity, cały czas uśmiechał się. I ciocię cały czas przytulał i wujka, za zabawkę wycałował. A potem zaglądał do miejsca, skąd wyciągnęliśmy zabawkę, czy czasem jeszcze nie ma tam dla niego niespodzianki. Kiedy zaczął wygłupiać się i trochę rozrabiać to szwagier zabrał mu zabawkę. A on spuścił oczka i mówi: "tatusiu przepraszam, przepraszam, będę już grzeczny". A gdy odjeżdżali to zapytał się, czy tą zabawkę, którą dostał od nas, może wziąć do domu. Nie wiedział, czy to jest już jego. I mnie się o to pytał, potem Romka. Naprawdę, uroczy chłopak. Ma niespełna trzy latka a taki już mądry.
Po ich wizycie załapałam doła. Szwagier i jego żona stwarzają obraz IDEALNEJ rodziny. Oboje bardzo się kochają i nie kryją się z okazywaniem uczuć. Mają mieszkanie, co prawda niewłasnościowe, ale są samodzielni, są też bardzo religijni. On pracuje i ona. Mają wspaniałego synka. Dzieckiem zajmuje się teściowa. My mamy własne mieszkanie, też jesteśmy samodzielni, ale nikt nam w niczym nie pomaga. Romek pracuje ja nie. Pomimo tego, że przez lata spłacaliśmy kredyt ich najstarszego brata, jakoś sobie radziliśmy. W naszym związku też jest wszystko w porządku, ale do szczęścia brakuje nam jeszcze maleństwa. Tymczasem oni planują już drugie. Mam żal do nich wszystkich, że my tyle lat spłacaliśmy kredyt ich brata a tymczasem oni obchodzą się z nim jak z jajkiem. Szwagier, ten, którego płaciliśmy kredyt, zamieszkał z teściami a oni w ogóle zachowują się tak, jakby nic się nie stało. A on nawet nie raczył zadzwonić, przeprosić, czy jakąkolwiek pomoc zaoferować, przy spłacie tego kredytu. Przecież to nie był nasz kredyt tylko jego. I właśnie przez niego mamy zepsute relacje z całą ich rodzinką, bo nie mam do nikogo najmniejszego zaufania. I z bólem to muszę przyznać, bo wiem, że Romek ich kocha, ale ja czuję czuję awersję do tej rodziny. Tymczasem oni zgrywają szczęśliwą rodzinkę a to my, najbardziej pokrzywdzeni, JESTEŚMY WYKLUCZENI, nikt nie liczy się z naszymi uczuciami.
Dziewczyny, co myślicie? Może powinnam zapomnieć o tym kredycie? I udawać się, że nic się nie stało? Że wszyscy się kochamy i jest nam bardzo dobrze ? I może powinniśmy zajeżdżać do teściów, pomimo obecności tam szwagra? Kilka lat tam nie zajeżdżaliśmy, dopiero w tegoroczne wakacje, zrobiłam to dla Romka i pojechaliśmy tam, jak szwagier był w pracy. Ale to chyba on powinien nas unikać a nie my jego?
poniedziałek, 12 września 2011
Napisałam!
Napisałam pracę magisterską!!! W ogóle miałam już takiego doła, że myślałam, że wcale jej nie napiszę. Stres zamiast mnie mobilizować to mnie paraliżował, nie byłam w stanie nic robić tylko płakałam. Ale kiedy w końcu się już za nią wzięłam nie mogłam oderwać się od pisania, hihihi ;) Muszę przyznać, że wakacje zrobiły swoje, odpoczęłam i takiego natchnienia i zapału dostałam, że skończyłam szybciej niż przypuszczałam :) Praca zajęła mi 100 stron A4. Tylko mam nadzieję, że profesor nie będzie kazał mi zbyt wiele poprawiać, bo nigdy nic nie wiadomo. Teraz, z bólem żołądka, oczekuję odpowiedzi od promotora.
Poza tym niespodziewanie pojechaliśmy na weekend do mojego rodzinnego domu. Posiedzieliśmy, poplotkowaliśmy, zaliczyliśmy ostatniego grilla w tym roku i wróciliśmy do domku.
Niestety, musimy przełożyć spotkanie u notariusza, bo nie zdążymy na czas zebrać tyle pieniędzy.
W łazience zamontowaliśmy kabinę z hydromasażem.
No i ostatnio cierpię na bóle zęba i dziąseł a co za tym idzie boli mnie też ciągle głowa i ogólnie źle się czuję. Jakiś czas temu byłam u dentystki, ale baba nie chciała mi nic zrobić na NFZ, tylko próbowała wyłudzić ode mnie kasę. Wyliczyła, ile co będzie kosztowało i jak się zdecyduję to mam do niej zadzwonić. Moja wizyta trwała tam tyko 5 min.
Wszyscy tylko chcieliby kasę a ty człowieku umieraj z bólu!
niedziela, 14 sierpnia 2011
Nie ma jak w domu
Zastanawiam się czy wato jest mówić prawdę. Osobiście wolę znać prawdę, choćby najgorszą, chcę żyć świadomie, jednak każdy jest inny i z pewnością nie wszyscy tego chcą. Po powrocie rodziców z zagranicy powtórzyłam mamie rozmowę z dziadkiem, była w takim samym szoku jak ja, kiedy się dowiedziałam. Jednak tego co dziadek gadał na temat taty nie powiem jej nigdy! Na następny dzień mama pojechała do babci przywitać się, ale nie została tam dłużej. Powiedziała babci tylko tyle, że dziadek niech nie wtrąca się w życie innych, niech przestanie mieszać, że mnie jest bardzo przykro z tego powodu, że dziadek tak na mnie gada i że nigdy nie spodziewałabym się tego po dziadku. Babcia udawała, że nie wie o co chodzi i wypytywała się o to mamy, jednak mama powiedziała tylko tyle, że powie wszystko, ale nie teraz. Po kilku dniach pojechała do dziadków w ważnej sprawie i gdy piła z babcią kawę, dziadek wrócił ze spaceru. Był blady, zmęczony i od razu zaczął mówić, że nie będzie udawał, że nic się nie stało, że to Romek namieszał i skłócił wszystkich, że oni wcale teraz nie mogą spać w nocy, że przecież on nie chciałaby dla mnie źle i… wybuchnął płaczem. Dziadek taki silny człowiek, mocny charakter, pewny siebie, zdecydowany, szlochał jak małe dziecko. Jak mama mi to powtórzyła, żal mi się zrobiło dziadka. On ma 74 lata, nie daj boże coś stałoby się mu… No i "skłóciliśmy" (my?) rodzinę, wszystkim teraz jest przykro, każdy ma żal do siebie a najwięcej do Romka, bo gdyby nie on wszyscy żylibyśmy w nieświadomości i mamę zostawiliśmy w niezręcznej sytuacji. Została z tym sama. Tak myślę sobie, że teraz trudno będzie pojechać w rodzinne strony a nie odwiedzić dziadków. Byłam z nimi bardzo zżyta a teraz...wiem, że to co było nie wróci więcej. Przykro mi jest. Zastanawiam się czy warto było mówić prawdę?
Zmęczeni psychicznie tym wszystkim we wtorek wróciliśmy do siebie. Tutaj jesteśmy dalej od tych problemów, jesteśmy spokojniejsi. Po przyjeździe zaczęliśmy trochę sprzątać w mieszkaniu a w międzyczasie przywieźli nam ze sklepu nową lodówkę i okazało się, że jest ona zbyt duża i nie może stać tam gdzie stała stara lodówka. I daliśmy sobie więcej roboty. Znaleźliśmy dla lodówki nowe miejsce, ale musieliśmy poprzesuwać wszystkie meble w kuchni, pościągać szafki ze ścian, od nowa wszystko mierzyć i wiercić dziury. Kupiliśmy też w Internecie kabinę prysznicową, termin dostawy za dwa tygodnie, więc znowu będzie dużo bałaganu przy montażu. Aaaa, i jestem bardzo zadowolona z mebli w małym pokoju, szafki są pojemne, wreszcie nie muszę szukać po całym mieszkaniu moich rzeczy.
piątek, 29 lipca 2011
"Spór" z dziadkami
Byliśmy w naszym mieszkaniu, przywieźli nam mebelki, nawet nie zdążyliśmy ich ustawić i pojechaliśmy na kolejne zakupy. Kupiliśmy jeszcze lodówkę, statyw do aparatu, patelnię i zrobiliśmy większe zakupy żywności w supermarkecie i wróciliśmy na wieś. Życie tutaj jest bardzo drogie, w naszej miejscowości za 100 zł można przeżyć prawie tydzień czasu a tutaj 100 zł wystarcza tylko na dwa dni. No i niestety z tego powodu nie zrealizujemy wszystkich naszych planów zakupowych.
Pogoda jest beznadziejna, ciągle tylko pada deszcz, ale zajęcie sobie na te dni znaleźliśmy. Remontowaliśmy mój pokój u rodziców. Trzeba było zrywać tapetę, tynkować i malować ściany. Było mnóstwo kurzu i bałaganu w całym domu, ale Romek szybko uporał się z remontem i wstawiliśmy jeszcze nową szafkę do pokoju, którą przywieźliśmy z naszego mieszkania.
Poza tym toczymy mały „spór” z dziadkami. Moja mama z tatą jest za granicą więc ja z Romkiem i z siostrą jesteśmy u nich w domu i opiekujemy się młodszym bratem i zajmujemy domem, przy okazji korzystamy z wiejskich uroków. A dziadkowie we wszystko się wpierdalają, traktują nas jak małe, niepełnosprawne dzieci a ich pomoc ogranicza się tylko i wyłącznie do pouczania a jak nie jest coś po ich myśli to wtedy my jesteśmy dla nich dziwni. Dziadek kupę lat był prezesem i do tej pory został mu nawyk rządzenia. Pewnego razu wziął mojego Romka na osobność, żeby go buntować przeciwko mnie i mojej rodzinie. Uważa on, że ja jestem jakaś dziwna, bo coś tam, miał pretensję, że moja siostra poszła mieszkać do swojego narzeczonego, żeby pewnie tylko „służyć” jego rodzince, że mój brat jest źle wychowany, bo wcale do nich nie zachodzi, że z mamą moją i tatą nie idzie porozmawiać. W międzyczasie dziadek zaproponował Romkowi piwo a on odmówił. Na następny dzień dziadek wyrzucił swoje żale także do Romka, że jest „dupą” nie facetem, że mnie się boi i dlatego piwa nie wypije i sto razy krzyczał na niego „dupa”. Wcześniej dziadek cały czas nadużywał alkoholu i teraz szuka chyba kompana. Go nie interesuje to, że Romek pracuje, dobrze zarabia, że ma mieszkanie i jest dobrym mężem. To wszystko nie ma dla dziadka znaczenia. W jego oczach to, że Romek nie wypije z nim piwa przekreśla wszystko. Przekreśla Romka jako człowieka i jako mężczyznę. Podobnie jest z moim ojcem. Dziadek nie lubi go, bo on nie pije z nim piwa a to, że mój tata jest zaradny, dba o dom, o żonę, o dzieci, nie liczy się. Mają też pretensję, że ich codziennie nie odwiedzamy, tak jakbyśmy nie mieli nic innego do roboty. A sami do nas nie zajdą i tylko obcych ludzi wypytują co się u nas dzieje. Męczą mnie strasznie oni i dołują.
piątek, 8 lipca 2011
Zakupy
Spacerując z Moniką po miasteczku wstąpiłyśmy do sklepu meblowego no i jedne meble wpadły mi do oka. Kiedyś widziałam takie meble w sklepie tam gdzie mieszkamy, ale nie mieliśmy pieniędzy żeby kupić a po kilku dniach zostały one już sprzedane. Potem w internecie szukałam tych samych mebli, ale nigdzie nie mogłam ich znaleźć. Dlatego jak je zobaczyłam teraz znowu zamarzyłam o nich. Po długich chwilach wahania podjęliśmy z Romkiem decyzję, że wezmę kolejny kredyt w banku. Prawdopodobnie teraz przez kilka miesięcy będzie nam bardzo ciężko pod względem finansowym, ale jeszcze w tym roku spłacimy kredyt jego brata i w końcu polepszy się nasza sytuacja materialna. Będziemy mogli spełniać nasze pragnienia.
Po kilku minutach miałam już pieniądze na koncie. Na następny dzień poszłam kupiłam te meble. Za dwa tygodnie przywiozą je nam. Planujemy również za te pieniądze kupić prysznic z hydromasażem, lodówkę i chcemy, aby Romek w końcu poszedł na kurs prawa jazdy. Bez samochodu to jak bez ręki, mieszkamy daleko od rodziny i zawsze gdy chcemy do nich przyjechać musimy prosić teściów, żeby nas przywieźli. Dlatego rzadko odwiedzamy rodzinę.
W najbliższy wtorek minie już dwa tygodnie jak jestem w rodzinnym miasteczku.
Trochę bałam się, że przez dwa tygodnie bez Romka to będę usychała z tęsknoty, ale nie jest źle. Pierwszy tydzień trochę ciągnął się, ale teraz czas leci błyskawicznie. Jest siostra, jest brat, gadamy, śmiejemy się, zajmujemy się domem i ogrodem, odpoczywamy na świeżym powietrzu. Pogoda dopisuje. A we wtorek przyjedzie do nas Romek .
czwartek, 24 lutego 2011
Ostatni semestr i zakupy
Miesiąc przerwy międzysemestralnej bardzo szybko minął. Niestety, nie odpoczęłam przez ten czas, bo męczyłam się nad pisaniem pracy. Ale przynajmniej przez ten miesiąc nie musiałam rano wstawać, pędzić na PKP, tylko siedziałam w domku.
Nowy plan zajęć mam beznadziejny. Na dziesiątym semestrze studiów, zajęcia mam codziennie i to tylko 1,5 godziny, na 13.30. Raz mam na 10.00. Niestety, żeby dojechać na te 1,5 godziny zajęć, tracę 7 godzin, bo tyle czasu zajmuje dojazd, zajęcia i powrót. W domu jestem o 17 (jeśli jeszcze pociąg się nie spóźni). Mało czasu mam na przygotowanie się na następny dzień, na pójście do biblioteki, nie mówiąc już nic o pisaniu pracy magisterskiej. A ja po nocach nie mogę pisać pracy, nie jestem nocnym markiem. Im dłużej siedzę w nocy tym więcej robię błahych pomyłek. Nie wiem jeszcze, czy uzyskałam zgodę na warunkowy wpis, boję się pójść do dziekanatu i zapytać. Nie wiem, czy chcę znać odpowiedź.
Poza tym postanowiliśmy z Romkiem, że w końcu zrobimy coś dla siebie, zamiast inwestować tylko w mieszkanie. Wzięłam kredyt z banku i kupiliśmy sobie aparat Canon z bardzo dłuuuugim obiektywem :) Zostało nam jeszcze kilka groszy na wieżę do sypialni :)
10 rzeczy, które powodują, że czuję się szczęśliwa:
1.Mój Mąż
2. Dzióbeczek - zawsze znajdzie jakiś sposób, żeby mnie rozweselić. A to przychodzi do mnie z zabawkami i zaczepia mnie, żebym się z nim pobawiła. Jak nie reaguję delikatnie podgryza mi ręce lub stopy. Po dłuższej chwili, jak nic nie wskóra, zaczyna szczekać na mnie albo też zabiera mi jakieś moje rzeczy, żebym zaczęła ganiać go. Chłopak przecież musi być zawsze w centrum uwagi :)
3. Spacery - lubię ruch na świeżym powietrzu, spacery z Dzióbeczkiem po parku i nasze w trójkę wycieczki do lasu, kiedyś co weekendowe. Teraz niestety Romek każdy weekend ma zajęty.
4. Kupowanie rzeczy do domu.
5. Z natury jestem osobą spokojną, więc kocham spokój i ciszę.
6. Gotowanie i pieczenie przepysznych ciast.
7. Spotkania rodzinne- rzadko odwiedzamy się z rodziną i pewnie dlatego każde spotkanie daje mi dużo radości.
8. Frytki, niestety to mój nałóg :(
9. Wakacje.
10. Wycieczki.
A ja ominę trochę zasady przyznawania wyróżnienia i chciałabym nominować... wszystkie dziewczyny, które mam zalinkowane :)
Zasady przyznawania wyróżnienia: podziękowanie za wyróżnienie, umieszczenie u siebie linku do osoby, która Cię wyróżniła, umieszczenie u siebie loga wyróżnienia, przekazanie nagrody kolejnym 10 blogom, umieszczenie linków do tych blogów, powiadomienie o tym nominowanych osób.
Zasady przyznawania wyróżnienia: podziękowanie za wyróżnienie, umieszczenie u siebie linku do osoby, która Cię wyróżniła, umieszczenie u siebie loga wyróżnienia, przekazanie nagrody kolejnym 10 blogom, umieszczenie linków do tych blogów, powiadomienie o tym nominowanych osób.
środa, 15 września 2010
Zakupy :)
Wczoraj pojechałam do miasta, na uczelnię, po wpis i złożyłam indeks w dziekanacie. Ciągle nie mogę uwierzyć, że JESTEM NA PIĄTYM ROKU :))) Pogoda była paskudna, cały czas padał deszcz , nieźle zmarzłam. Ale za to jak przyjemnie jest wrócić do własnego, przytulnego mieszkania :) A Dzióbeczek jak się ucieszył się, że jego pani wróciła:)
W tym miesiącu mieliśmy z małżonkiem zakupowe szaleństwo. Kupiliśmy wieszak wolnostojący do przedpokoju, nowoczesną baterię do zlewu w kuchni, żyrandol również do kuchni i naszą wymarzoną kanapę z naturalnej skóry, w kolorze czarnym. Kanapa prezentuje się super, jest bardzo elegancka i wygodna. Daliśmy ją do salonu, natomiast zwykłe łóżko przenieśliśmy do małego pokoju i zaczęliśmy z mężem w nim spać. Pierwsze noce jednak w ogóle nie spałam, ponieważ wcześniej praktycznie nie przebywałam w tym pokoju i dlatego czułam się tam bardzo dziwnie. Wydawało mi się, że jestem gdzie indziej, nie u siebie.
A i nasz Dzióbek długo nie mógł znaleźć swojego miejsca.Ostatnio było mu trochę zimno, ponieważ znowu ostrzygliśmy go, tym razem bardzo krótko, a na dodatek nie ogrzewali nam mieszkania, więc zaczął z nami spać. A gdy przenieśliśmy się do małego pokoju, chłopak (czyt. Dzióbek) zbuntował się i połowę nocy spędził sam w dużym pokoju. Dopiero o 4. nad ranem przyszedł do nas. Swoją drogą, przez kilka dni nie mogłam poznać własnego psa. Jak miał długie kłaczki wydawał się taką tłuściutką kuleczką, natomiast po strzyżeniu okazał się malutką, delikatną kruszyneczką.
A… i jeszcze mieliśmy ostatnie przeróbki w mieszkaniu, skracaliśmy rurę gazową i rury wodne. Pozostało nam jeszcze pójść do gazowni, podpisać umowę.
poniedziałek, 21 czerwca 2010
Źle mi jest
Jest mi źle na tym świecie. Źle się czuję psychicznie, jestem zdołowana i wyczerpana moimi myślami. Nie mogę odnaleźć się. Nie mam żadnego planu ani pomysłu na życie, na siebie. Nawet siebie mam dość! Męczą mnie moje studia, praca, którą muszę napisać. Nie wiem, co mam robić.
Kupiliśmy meble kuchenne. Nie mogę poznać własnej kuchni, jest przepiękna. Mam dużo miejsca na szykowanie posiłków. Mimo, że nie lubię gotować, ostatnio zaczęłam coraz więcej czasu w niej spędzać. Robię obiady, pyszne letnie surówki, koktajle truskawkowe… Pychota. Z zakupowych planów pozostało nam jeszcze kupić kuchnię gazową, łóżko do drugiego pokoju i komodę do przedpokoju. To będzie wszystko z tych większych wydatków. Niestety, tym też nie potrafię się cieszyć.
Minął tydzień a mój telefon milczy. Mama nie odzywa się.
niedziela, 6 grudnia 2009
O bieganiu
Kondycja już nie ta. Nie ma się co dziwić, dawno nie biegałam. Przebiegłam 2 okrążenia na stadionie i nogi zrobiły mi się miękkie jak z waty. Następne okrążenie przemaszerowałam a potem rozkręciłam się i przebiegłam jeszcze 3 okrążenia. Następnego dnia mogłam przebiec już 6 okrążeń stadionu. W piątak było podobnie. Chociaż miałam pokusę, żeby przestać dalej biec, bo zwyczajnie nie chciało mi się. Pokonałam jednak te myśli i moje słabości. Byłam bardzo zadowolona z siebie i dumna. W sobotę i niedzielę był dwugodzinny marsz do lasu. Dawno nie byłam tak przyjemnie zmęczona . Jak NIEWIELE TRZEBA ŻEBY BYĆ SZCZĘŚLIWYM. Przez cały dzień uśmiecham się sama do siebie, bez żadnego powodu i nucę coś pod nosem.
Mężusiowi kupiłam pod choinkę odzież termoaktywną do biegania :)
wtorek, 6 października 2009
Powiedzieć czy nie powiedzieć?
W piątek byłam u fryzjera i na małych zakupach. Umówiłam się z R. w mieście, tam gdzie kiedyś mieszkaliśmy. Kupiłam sobie przepiękny płaszcz zimowy, chociaż nie planowałam, ale zrobił na mnie olbrzymie wrażenie. R. kupił sobie piękny sweter, koszulę, spodnie i pasek. Kupiliśmy też dla niego płaszcz zimowy, ale już w Internecie, bo taki sam, ale jest o połowę tańszy niż w sklepie. Weszliśmy też do sklepu zoologicznego, by popatrzeć za jakimiś zabawkami dla Dzióbka i wyszliśmy zszokowani. W naszej miejscowości kupiliśmy mu ostatnio zabawkę za 5 zł. a tam taka sama była za 44,99 zł.! Ja wim, że to miasto, no ale bez przesady.
Odwiedzili nas moi rodzice z bratem. Przyjechali zaledwie na 2, 3 godziny, bo dzień wcześniej dopiero co, tata wrócił z zagranicy. Mój brat rośnie jak na drożdżach, nie widziałam go zaledwie kilka tygodni a on już mnie przerósł no i jeszcze bardziej zmężniał. Rodzicom nic nie powiedziałam o studiach, bo sama wiem zaledwie o tym od tygodnia. A dzisiaj dowiedziałam się oficjalnie, że niestety, ale muszę powtarzać i IV rok. Rodzice myślą, że jestem na V roku. Nie wiem, czy w ogóle powinnam mówić im o tym, bo: po pierwsze nie chcę, żeby zaraz wszyscy z mojej rodziny ( i nie tylko z rodziny) o tym wiedzieli ( a tak z pewnością byłoby), a po drugie nie chcę ich martwić. Poza tym jestem dorosła, to są moje studia, moje życie i moja sprawa. Nie chcę odpowiadać na ich pytania, bo to jest zbyt skomplikowane i nie chcę słuchać rad, bo nie mają pojęcia o tym jak jest na studiach, chociaż z pewnością prędzej czy później będę musiała im powiedzieć. Zresztą i tak będzie na to, że nie uczę się, ale tutaj nie chodzi tylko o to, trzeba też mieć ogromne szczęście. Po raz kolejny ich zawiodę, pamiętam jacy byli dumni i szczęśliwi z tego, że dostałam się na te studia…
czwartek, 17 września 2009
Przygotowania
Mam nadzieję, że kto chciał, to znalazł do mnie drogę. Stwierdziłam, że nadszedł czas na małą zmianę mojego bloga, bo od kiedy założyłam bloga, moje życie zmieniło się o 360 stopni, więc niektóre treści były już dawno nieaktualne.
Ostatnie dni czasu wolnego mijają bardzo szybko. Czas ten spędzam bardzo przyjemnie i aktywnie. Z Dzióbkiem obowiązków mi nie brakuje. Codzienne czesanie i pielęgnacja, częste spacery, mnóstwo przytulania i głaskania, bo cały czas domaga się miłości i do tego trzeba go pilnować jak małe dziecko. Można powiedzieć, że jest szalony, jak to szczeniak, dużo biega, wygłupia się, trzeba uważać, żeby sobie krzywdy nie zrobił. Cały czas domaga się siedzenia na kolanach lub szczeka, żeby tylko dostać się do naszej pościeli. Mamy więc z nim bardzo wesoło.
I właśnie po części z tego powodu, nie miałam czasu na zakupy, a przecież trzeba powoli szykować się na uczelnię. Garderoby jesiennej i zimowej w ogóle nie mam, bo oddałam wszystkie ubrania, ponieważ były na mnie za duże. Kupiłam więc sobie na allegro piękną skórzaną kurtkę, buty skórzane i jedną apaszkę w panterkę. Mam na oku jeszcze kilka innych apaszek, ale muszę się jeszcze powstrzymać. Zaopatrzyłam się też w siedem sweterków, na razie przysłali mi dwa, są bardzo eleganckie. Cieszę się, że już niedługo skończy się laba, przecież trzeba być wśród ludzi i zająć się czymś konkretnym, ale też trochę martwię się o Dzióbka, bo całe dni będzie musiał być sam a on jest jeszcze taki malutki.
Poza tym passa do sportu powróciła. Co prawda, biegamy z mężem dopiero od kilku dni, ale motywację mamy ogromną. Latem miałam wyrzuty sumienia, zupełnie niepotrzebnie, że odpuściłam bieganie, ale przecież było tak gorąco i zwyczajnie nie chciało się a teraz to jest prawdziwa przyjemność. Pod wieczór chodzimy na stadion, mnóstwo ludzi jest o tej porze, też biegają, więc w większym gronie raźniej się biega. Głupio po kilku okrążeniach poddać się, więc trzeba dalej biec ;) Biegam ok. 4 km. W zeszłym roku, 13. października, zaczynałam od marszu, trwało to kilka tygodni, nawet jednego okrążenia stadionu nie byłam w stanie zrobić. Co ja piszę?! Nawet pół okrążenia nie mogłam przebiec! Wtedy też przywiozłam do domu moje ulubione, stare spodnie, które miałam na sobie zaledwie kilka razy, ale przytyłam, więc leżały przez kilka lat w szafie. Na początku moim celem było schudnąć tak, abym włożyła te spodnie, nawet przez biodra nie mogłam ich wcisnąć. Myślałam sobie, że jak będę w stanie je kiedyś założyć, to już nie będę chciała więcej schudnąć, że ten rozmiar mi wystarczy. Dziś i te spodnie mi zjeżdżają z tyłka a ja chcę jeszcze schudnąć, ok. 8-10 kg. Wierzę, że się uda.
niedziela, 7 czerwca 2009
Mała zmiana
Jestem strasznie zakręcona. Okazało się, że egzamin mam dopiero za 3 tygodnie. Odetchnęłam z ulgą chociaż z drugiej strony chciałabym mieć to już za sobą. Pogoda mnie denerwuje, ciągle pada i pada a ja marznę. Dla poprawy nastroju poszłam do fryzjera i obcięłam włosy, całkiem na krótko. Jeszcze nigdy nie miałam takiej fryzurki, ale jestem bardzo zadowolona.
Kupiliśmy nowe mebelki do kuchni, więc z R. mieliśmy trochę zajęć. Ale starczyło też czasu dla nas samych...
Subskrybuj:
Posty (Atom)