O mnie

Moje zdjęcie
Trzydzistoparolatka. Żona. Mama dwóch chłopców. Dzięki nim moje życie nabrało barw. Na blogu pragnę uwiecznić naszą (nie)codzienność. Chcesz do mnie napisać? Mój email: madzia435@gmail.com

Obserwatorzy

Online

czwartek, 15 sierpnia 2019

Wakacje

Wakacje w tym roku nie należały do udanych. Tak długo czekaliśmy na wyjazd nad morze i kiedy w końcu nadszedł dzień wyjazdu pojechaliśmy do... szpitala z Filipkiem.
Dzień wcześniej, chłopcy łobuzowali, dlatego mama wzięła Filipka do siebie, żebyśmy mogli się spokojnie spakować. Kiedy Filipek wrócił od mamy mówił, że u babci potknął się o duży kamień i przewrócił się. A teraz bolał go palec. Ale jeszcze bawił się u nas w ogródku, zrywał borówki z krzaczka i dopiero, gdy zaczęliśmy iść do domu, on zaczął kuleć. Najpierw myślałam, że udaje, bo Filipek jest wrażliwy i często wyolbrzymia różne "wypadki". Jednak gdy zobaczyłam jego stopę to stwierdziłam, że rzeczywiście mu spuchnęła. Wieczorem Filipek płakał z bólu przez wiele godzin. Nie mógł wstać i pójść do toalety. R. na rękach go nosił. We śnie jęczał z bólu. Nie mógł przekręcić się na bok. Rano pojechaliśmy do szpitala. Na prześwietleniu okazało się, że nie ma złamania kości i wróciliśmy do domu. W domu non stop smarowałam mu stopę maścią i robiłam zimne okłady. Parę dni Filipek nie mógł chodzić.
Potem byliśmy w szpitalu z Franiem. Kiedy szłam spać dotknęłam Frania a on był gorący jak piekarnik. Zmierzyłam temperaturę. Miał 39.2 stopni gorączki. Dałam mu syrop przeciwgorączkowy. Rano obudził się z gorącą główką, ale nie miał żadnych innych dolegliwości, więc postanowiłam jeszcze zaczekać z wizytą u lekarza. Dawałam mu cały czas syropy przeciwgorączkowe, ale one nie zbijały temperatury. W nocy zmierzyłam temperaturę a tu na termometrze pokazało się 39.5. Dwadzieścia minut później było już 40.3. O północy zadzwoniliśmy po pogotowie i Franuś pojechał z tatą do szpitala. Filipek obudził się i słyszał, co się dzieje. Tak krzyczał i płakał za braciszkiem. Do drugiej w nocy nie spał i przez łzy opowiadał, jakiego fajnego ma brata. Wspominał, jak nocami Franiu ucieka ze swojego łóżka i zakrada się do Filipa, żeby z nim spać... Rano pojechałam do szpitala z zakupami, kanapkami i obiadem. Filipek kazał wziąć dla Frania maskotkę-Rysia o którą często się kłócili. To przytulanka Filipka, ale Franiu również ją uwielbia. Franiu gdy zobaczył, że przywiozłam mu jajko- niespodziankę i deserki, aż trząsł się z głodu. Jednak niewiele zjadł. Był osłabiony i trochę odwodniony. Biedy chłopczyk. Wyniki miał dobre lecz wysoka temperatura utrzymywała się przez kilka dni.

Dobrze, że tata z kolegą zbudował chłopakom drewniany domek na ogródku. Domek jest megaogromny i ma dwa piętra. Chłopcy mieli dużo radości.

A ja zaczynam spełniać swoje kolejne marzenia...