W tym tygodniu przeżywałam kryzys ozdrowieńczy. Przez kilka dni, czułam się niedobrze. Byłam przygnębiona, brakowało mi siły, energii a nawet chęci do życia. Byłam zmęczona i ospała. Czytałam, że jest to efekt bardzo skutecznej lub gwałtownej eliminacji szkodliwych substancji z organizmu. Przez lata odżywiałam się tak, jak się odżywiałam, czyli beznadziejnie, a tu nagle mojemu organizmowi urządziłam taką rewolucję!
W poniedziałek mąż miał służbę 24-godzinną. Miałam świadomość, że nie wróci do domu. Z tego powodu byłam przybita, zrezygnowana, nic mi się nie chciało. Siedziałam w salonie a wszędzie była wszechobecna cisza. Lubię ciszę, ale ta, aż w uszach piszczała. Czułam taką pustkę. I pomyślałam sobie, że co z tego, że mamy mieszkanie, że jest fajnie umeblowane, bo jak go nie ma, to wszystko, to są tylko śmieci. Nie mają żadnego znaczenia. Wszystko na co pracowaliśmy, bez niego, traci sens. Nastrój poprawił mi się dopiero po spacerze z Dzióbkiem. Gdy przyszłam, wskoczyłam na orbiterek i zasuwałam na nim 40 min. Przez ten czas pokonałam dystans 5 km i spaliłam 375 kalorii. Pod wieczór zrobiłam na orbiterku kolejne 5 km.
We wtorek, Romek był już ze mną. Tak się za nim stęskniłam, jakbyśmy nie widzieli się kupę czasu :) Zjedliśmy na obiad pieczone kartofle i sałatę. Potem on zdrzemnął się a później poszliśmy na stadion pobiegać. Tradycyjnie, przebiegłam 5 okrążeń.
W środę Romek miał wrócić później, gdyż w środy chodzi na kurs prawa jazdy. Więc też od rana byłam nie do życia. Nie miałam na nic siły. Ugotowałam tylko zupę ogórkową. Tuż przed jego powrotem zmusiłam się, aby zrobić 5 km na orbiterku.
W czwartek odzyskałam siły. Rano miałam wizytę u dentysty. Jak zwykle, było bardzo przyjemnie :) Pani doktor powiedziała, że mam już wszystkie zęby zdrowe. Jednak, za tydzień, w poniedziałek, czeka mnie najgorsze. Będę miała chirurgiczne usuwanie ósemki... Brr... Prosto od dentysty poszłam po zakupy. Potem zrobiłam pranie, sprzątałam w domu i jeszcze zrobiłam 10 km na orbiterku.
W piątek znowu dopadł mnie gorszy nastrój. Nie miałam siły, żeby ćwiczyć. Dopiero, pod wieczór, wiosenne kanapki z sałatą, pomidorem, ogórkiem, jajkiem i cebulą poprawiły mi samopoczucie.
W sobotę, po śniadaniu, poszliśmy z Romkiem na spacer po mieście. Gdy przyszliśmy zjedliśmy obiad. Zrobiłam schabowego z czerwoną kapustą i kartoflami. Potem Romek czytał książkę a ja urzędowałam przed telewizorem. Po 20. byliśmy już w łóżku.
A w niedzielę rano poszliśmy na basen. Tradycyjnie, w niedzielę, pewnie przez ten basen, przeżywałam kryzys. Miałam ogromną chęć, żeby zjeść coś niezdrowego, tłustego. Tydzień temu marzyłam o frytkach, dzisiaj o chipsach z zieloną cebulką. Na szczęście mąż trzymał mnie w ryzach i nie uległ moim namowom. Przecież tyle wysiłku, mojej ciężkiej pracy, poszłoby na marne... Żeby zapomnieć o chipsach, poszliśmy na spacer po mieście i zamiast chipsów kupiliśmy... jogurty z papają :)
A tak poza tymi "niedzielnymi", "po basenowymi", napadami głodu zauważyłam, że już przyzwyczaiłam się jeść zdecydowanie mniej. Na początku, nie mogłam zaspokoić głodu samymi owocami, ani warzywami. Teraz jest inaczej. Nie czuję już głodu. Dziennie jem, mniej więcej, 1000 kalorii a spalam nawet 750 kalorii.
Z obserwacji mojego ciała, widzę, że w tali robi się zdecydowania większe wcięcie :) Poza tym, w kurtce poczułam spory luz. Gdy wyszłam na dwór, pierwsza myśl, która nasunęła mi się, to to, że chyba zapomniałam ubrać swetra. Patrzę, a jednak nie. Mam gruby sweter a kurtka rzeczywiście jest taka luźna. Wisi na mnie, jak na wieszaku. Fajne uczucie zaskoczenia :)
Po dwóch tygodniach ważę 2 kg mniej :)
O mnie
- Magda
- Trzydzistoparolatka. Żona. Mama dwóch chłopców. Dzięki nim moje życie nabrało barw. Na blogu pragnę uwiecznić naszą (nie)codzienność. Chcesz do mnie napisać? Mój email: madzia435@gmail.com
Obserwatorzy
Online
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odchudzanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odchudzanie. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 5 lutego 2012
niedziela, 29 stycznia 2012
Intensywny tydzień :)
Co za radość i duma mnie rozpiera, ponieważ rozpoczęłam intensywny trening i nadal mam ogromną motywację, do ćwiczeń i do tego, aby zdrowo odżywiać się.
We wtorek rozpoczęłam ćwiczyłam na orbiterku, 2 serie po 20 minut. Muszę przyznać, że już po 3 minutach myślałam, że nie dam rady a po 7 minutach spływał ze mnie pot. Przez 20 min przejechałam 2,5 km, spaliłam 200 kalorii. Łącznie zrobiłam 5 kilometrów. A wieczorem tak mnie wszystkie mięśnie zaczęły boleć: łydki, pachwiny, ramiona.
W środę rano, jak byłam z Dzióbkiem na spacerze, dojrzałam, że dużo ludzi ćwiczy na stadionie. A że słoneczko tak świeciło a powietrzu unosił się zapach wiosny, postanowiłam, że dobrze zrobią mi ćwiczenia na świeżym powietrzu. Poszłam więc na stadion. Maszerowałam szybkim krokiem 40 minut a pod koniec truchtem przebiegłam 5 okrążeń stadionu, czyli ok. 2,5 km. Chociaż nie było łatwo. Nawet nie przebiegłam połowy okrążenia a myślałam, że już padnę, że nawet okrążenia nie przebiegnę. Ale potem zasłuchałam się w muzyce, którą miałam w telefonie i jakoś rozkręciłam się.
W czwartek i piątek było podobnie. Maszerowałam około 40 minut na stadionie i przebiegłam 5 okrążeń. Tylko, że w piątek był już duży mróz. Po skończonym biegu myślałam, że te mroźne powietrze rozsadzi mi płuca:)
Ale jaką niesamowitą radość się czuje i taką przyjemną pustkę w środku, lekkość i dotlenienie :) Jednak ból mięśni nie odstępuje.
Wieczorami jestem już taka zmęczona, że zasypiam w minutę. I co najdziwniejsze. Od kiedy mam zaplanowany dzień, wiem co i kiedy mam robić, mam zdecydowanie więcej czasu i siły na wszystko. Wcześniej nic mi się nie chciało i pomimo tego, że cały czas byłam w domu, na nic nie starczało mi czasu. Tylko z psem pospacerowałam, obiad zrobiłam i to wszystko. Natomiast teraz, mam czas i na spacer z psem i mam czas iść po zakupy. Obiad przygotowuję nawet kilka dni do przodu. Mam też czas, aby odpocząć i poczytać blogi i książkę.
W sobotę postanowiłam odpocząć, bo już byłam taka obolała i zmęczona. Dzień spędziliśmy z Romkiem w domku, objadając się mandarynkami, jabłkami, kiwi i pomelo.
A dziś rano, poszliśmy na basen. Woda była taka cieplutka, było tak przyjemnie. Przez resztę dnia również będzie odpoczynek a od jutra znowu ciężka praca :)
Miłej niedzieli :)
We wtorek rozpoczęłam ćwiczyłam na orbiterku, 2 serie po 20 minut. Muszę przyznać, że już po 3 minutach myślałam, że nie dam rady a po 7 minutach spływał ze mnie pot. Przez 20 min przejechałam 2,5 km, spaliłam 200 kalorii. Łącznie zrobiłam 5 kilometrów. A wieczorem tak mnie wszystkie mięśnie zaczęły boleć: łydki, pachwiny, ramiona.
W środę rano, jak byłam z Dzióbkiem na spacerze, dojrzałam, że dużo ludzi ćwiczy na stadionie. A że słoneczko tak świeciło a powietrzu unosił się zapach wiosny, postanowiłam, że dobrze zrobią mi ćwiczenia na świeżym powietrzu. Poszłam więc na stadion. Maszerowałam szybkim krokiem 40 minut a pod koniec truchtem przebiegłam 5 okrążeń stadionu, czyli ok. 2,5 km. Chociaż nie było łatwo. Nawet nie przebiegłam połowy okrążenia a myślałam, że już padnę, że nawet okrążenia nie przebiegnę. Ale potem zasłuchałam się w muzyce, którą miałam w telefonie i jakoś rozkręciłam się.
W czwartek i piątek było podobnie. Maszerowałam około 40 minut na stadionie i przebiegłam 5 okrążeń. Tylko, że w piątek był już duży mróz. Po skończonym biegu myślałam, że te mroźne powietrze rozsadzi mi płuca:)
Ale jaką niesamowitą radość się czuje i taką przyjemną pustkę w środku, lekkość i dotlenienie :) Jednak ból mięśni nie odstępuje.
Wieczorami jestem już taka zmęczona, że zasypiam w minutę. I co najdziwniejsze. Od kiedy mam zaplanowany dzień, wiem co i kiedy mam robić, mam zdecydowanie więcej czasu i siły na wszystko. Wcześniej nic mi się nie chciało i pomimo tego, że cały czas byłam w domu, na nic nie starczało mi czasu. Tylko z psem pospacerowałam, obiad zrobiłam i to wszystko. Natomiast teraz, mam czas i na spacer z psem i mam czas iść po zakupy. Obiad przygotowuję nawet kilka dni do przodu. Mam też czas, aby odpocząć i poczytać blogi i książkę.
W sobotę postanowiłam odpocząć, bo już byłam taka obolała i zmęczona. Dzień spędziliśmy z Romkiem w domku, objadając się mandarynkami, jabłkami, kiwi i pomelo.
A dziś rano, poszliśmy na basen. Woda była taka cieplutka, było tak przyjemnie. Przez resztę dnia również będzie odpoczynek a od jutra znowu ciężka praca :)
Miłej niedzieli :)
poniedziałek, 23 stycznia 2012
Zdrowy styl życia
W zeszłym tygodniu mój brat rozpoczął ferie zimowe. Z Romkiem chcieliśmy, żeby przyjechał do nas, chociaż na kilka dni. W domu sporo szykowałam na jego przyjazd. Prałam, sprzątałam, gotowałam, aby potem, jak przyjedzie, spędzić z bratem jak najwięcej czasu. Rodzice przywieźli go do nas w piątek, tuż po lekcjach. Niedawno miał on zapalenie płuc, więc z tego powodu, żeby się oszczędzał, nie przygotowaliśmy mu zbyt wielu atrakcji. Najwięcej czasu spędziliśmy w domu. Ale za to, te kilka dni, były dniami rozpusty... Objadaliśmy się ulubionym ciastem mojego brata, co wieczór jedliśmy chipsy, piliśmy pepsi. Chodziliśmy też do kawiarni na sheika waniliowego i do cukierni, po eklerki z bitą śmietaną. W domu oglądaliśmy telewizję, graliśmy w gry online, ja na jednym laptopie on na drugim, albo wspólnie, łączyliśmy siły, przeciw komuś innemu. Śmialiśmy się przy tym tyle, że aż nas brzuchy bolały. Wieczorem brat przyszedł do naszego pokoju i mówi: "Magda, my tak: hi, hi, hi, cha, cha, cha, że aż zapomniałem wziąć tabletek". A jak było cieplej, spacerowaliśmy z psem po parku.
Brat spędził u nas 5 dni. Przyjechali po niego rodzice z babcią. Dopiero drugi raz była babcia u nas. Przywiozła dla nas poszewki od kołdry i dziadka kijki nordic walking. Bardzo jej się podobało, jak mamy urządzone mieszkanie.
W tym czasie, niecierpliwie oczekiwałam na odpowiedni moment, aby zrobić test ciążowy. Zawsze okres mam regularnie, jak w zegarku, a spóźniał mi się już kilka dni. Niestety, wynik wyszedł negatywny. Bardzo rozczarowałam się. Kurcze, dlaczego zajście w ciążę jest takie trudne? Pierwsze, nieśmiałe starania, poczyniliśmy już w sierpniu, ale wtedy jeszcze, nie przykładaliśmy do tego, tak dużej wagi, nie staraliśmy się, aż tak bardzo. Teraz to się zmienia i czasami martwię się, że może nigdy nam się nie uda. Jestem zła, bo wszyscy w około mają dzieci a niekoniecznie mają warunki do tego, a u nas odwrotnie.
Brat pojechał a my musieliśmy wrócić do równowagi żywieniowej. Chcieliśmy spalić te nasze obżarstwo. Codziennie, chodziliśmy do lasu z kijkami, na 3 godziny. Po takim wysiłku, czuliśmy ogromny głód, ale mimo to, udało nam się wdrożyć w życie, nowy plan żywieniowy. Odnalazłam mój stary dziennik żywieniowy. Byłam w szoku, jak przeczytałam, co ja wtedy jadłam. Oczywiście, zero tłustych rzeczy, zero smażenia. Obiad był gotowany na parze i oprócz tego, jadłam mnóstwo owoców, warzyw i surówek. Aż nie mogłam pojąć, że kiedyś tym się zajadałam i bardzo mi to smakowało. Efekty takiego odżywiania były zniewalające. Schudłam wtedy ponad 20 kg.
W sobotę wzięłam się więc do roboty. Wyrzuciłam z kuchni takie śmieci jak: białe pieczywo, napoje gazowane, słodycze, śmietanę, sery żółte, masło, zwykłą herbatę. Zastąpiłam to ciemnym pieczywem z ziarnami, ogromną ilością pomarańczy, jabłek, bananów, brzoskwiń. Wyciągnęłam też z szafki zakurzony parowar i blender. Zamiast smażyć w oleju będę gotowała na parze. A gdy mam ochotę na coś słodkiego, wrzucam kilka owoców do blendera i po minucie mam pyszny koktajl owocowy. Staram się też pić, zdecydowanie więcej, wody niegazowanej i herbaty z pokrzywy i kopru włoskiego. Warto podkreślić, że to nie jest żadna dieta, bo będę jadła tyle co zawsze, tylko po prostu, zdrowe jedzenie. I nie tyle chodzi mi teraz o schudnięcie, ile o zmianę nawyków żywieniowych, bo to jest podstawa. Kiedy człowiek zacznie się zdrowo odżywiać, ma wtedy więcej energii, siły a co za tym idzie chudnie i czuje się bardziej zdrowszy i szczęśliwy. I oczywiście poza zdrowym odżywianiem równie ważny jest ruch. Więc są i od dawna były, spacery w parku, marsze po lesie. Ostatnio doszedł basen i gdy tylko pogoda się poprawi, chcę nadal kontynuować bieganie na stadionie. Poza tym, dzisiaj planujemy kupić orbiterek do ćwiczeń. Chciałabym pięknie wyglądać do wiosny. Trzymajcie kciuki.
Brat spędził u nas 5 dni. Przyjechali po niego rodzice z babcią. Dopiero drugi raz była babcia u nas. Przywiozła dla nas poszewki od kołdry i dziadka kijki nordic walking. Bardzo jej się podobało, jak mamy urządzone mieszkanie.
W tym czasie, niecierpliwie oczekiwałam na odpowiedni moment, aby zrobić test ciążowy. Zawsze okres mam regularnie, jak w zegarku, a spóźniał mi się już kilka dni. Niestety, wynik wyszedł negatywny. Bardzo rozczarowałam się. Kurcze, dlaczego zajście w ciążę jest takie trudne? Pierwsze, nieśmiałe starania, poczyniliśmy już w sierpniu, ale wtedy jeszcze, nie przykładaliśmy do tego, tak dużej wagi, nie staraliśmy się, aż tak bardzo. Teraz to się zmienia i czasami martwię się, że może nigdy nam się nie uda. Jestem zła, bo wszyscy w około mają dzieci a niekoniecznie mają warunki do tego, a u nas odwrotnie.
Brat pojechał a my musieliśmy wrócić do równowagi żywieniowej. Chcieliśmy spalić te nasze obżarstwo. Codziennie, chodziliśmy do lasu z kijkami, na 3 godziny. Po takim wysiłku, czuliśmy ogromny głód, ale mimo to, udało nam się wdrożyć w życie, nowy plan żywieniowy. Odnalazłam mój stary dziennik żywieniowy. Byłam w szoku, jak przeczytałam, co ja wtedy jadłam. Oczywiście, zero tłustych rzeczy, zero smażenia. Obiad był gotowany na parze i oprócz tego, jadłam mnóstwo owoców, warzyw i surówek. Aż nie mogłam pojąć, że kiedyś tym się zajadałam i bardzo mi to smakowało. Efekty takiego odżywiania były zniewalające. Schudłam wtedy ponad 20 kg.
W sobotę wzięłam się więc do roboty. Wyrzuciłam z kuchni takie śmieci jak: białe pieczywo, napoje gazowane, słodycze, śmietanę, sery żółte, masło, zwykłą herbatę. Zastąpiłam to ciemnym pieczywem z ziarnami, ogromną ilością pomarańczy, jabłek, bananów, brzoskwiń. Wyciągnęłam też z szafki zakurzony parowar i blender. Zamiast smażyć w oleju będę gotowała na parze. A gdy mam ochotę na coś słodkiego, wrzucam kilka owoców do blendera i po minucie mam pyszny koktajl owocowy. Staram się też pić, zdecydowanie więcej, wody niegazowanej i herbaty z pokrzywy i kopru włoskiego. Warto podkreślić, że to nie jest żadna dieta, bo będę jadła tyle co zawsze, tylko po prostu, zdrowe jedzenie. I nie tyle chodzi mi teraz o schudnięcie, ile o zmianę nawyków żywieniowych, bo to jest podstawa. Kiedy człowiek zacznie się zdrowo odżywiać, ma wtedy więcej energii, siły a co za tym idzie chudnie i czuje się bardziej zdrowszy i szczęśliwy. I oczywiście poza zdrowym odżywianiem równie ważny jest ruch. Więc są i od dawna były, spacery w parku, marsze po lesie. Ostatnio doszedł basen i gdy tylko pogoda się poprawi, chcę nadal kontynuować bieganie na stadionie. Poza tym, dzisiaj planujemy kupić orbiterek do ćwiczeń. Chciałabym pięknie wyglądać do wiosny. Trzymajcie kciuki.
wtorek, 2 listopada 2010
Chcę schudnąć
Zawsze byłam bardzo zgrabną dziewczyną. Niestety, na studiach to się zmieniło. Zmienił się zupełnie mój tryb życia (na siedzący), zaczęłam inaczej odżywiać się. Nie miałam czasu, żeby przygotować sobie coś wartościowego do jedzenia, tylko opychałam się jakimiś chemicznymi produktami. Aby tylko było szybko i prosto. I w trakcie studiów przytyłam, ponad 20 kg. Oczywiście, widać było, że mam więcej tu i tam, ale potrafiłam się odpowiednio ubrać, dobrze ukrywałam ten tłuszcz. Jednak czułam się bardzo źle psychicznie. W pewnym momencie, wszystko zaczęło walić się, w każdej dziedzinie mojego życia. Źle mi było, źle się czułam w swoim ciele, na studiach przestałam sobie radzić i w małżeństwie było okropnie.
Nie wiem jak to się stało, ale 13. października 2008 roku coś we mnie pękło. Nie chciałam już tak dalej żyć. Postanowiłam działać. Nie wiem skąd znalazłam w sobie tyle siły, ale radykalnie zaczęłam wszystko zmieniać. Począwszy od jedzenia. Zaczęłam czytać etykiety, kupować zdrową żywność, mnóstwo warzyw i jeszcze więcej owoców. Zrezygnowałam ze smażenia na oleju i z napojów gazowanych. Słodycze zastąpiłam pysznymi koktajlami owocowymi. Codziennością stały się czterogodzinne marsze. Po miesiącu mogłam już biegać przez pół godziny. W tym czasie często też chodziłam na basen, vacu line i do sauny. Zimą, gdy przyszły mrozy 20-stopniowe, ja szłam na stadion pobiegać, nie mogłam już inaczej. Miałam to już we krwi. I tym sposobem, w ciągu trzech miesięcy, schudłam ponad 20 kg! Podkreślić trzeba, że wcale nie głodziłam się, nie byłam na żadnej diecie. Oczywiście, mąż towarzyszył mi w tym wszystkim. Nasze życie zmieniło się o 180 stopni. Wtedy tak naprawdę, po raz pierwszy, poczułam że jestem szczęśliwa. Jednak w tamtym okresie miałam przerwę w studiowaniu, miałam więc czas na sport.
Po powrocie na studia, tego czasu było zdecydowanie mniej. Powróciły stresy a ja nie umiałam sobie z tym poradzić. Poszłam na łatwiznę, znów zaczęłam opychać się czekoladami, frytkami itp. I tak minął rok... Na początku tego roku mieliśmy mnóstwo spraw na głowie: nowe mieszkanie, generalny remont, przeprowadzka. O sporcie nie było nawet czasu pomyśleć. Moja waga zdecydowanie poszła, a raczej skoczyła, w górę. 15 kg!
Teraz chcę znowu zgubić te kilogramy. Może nie wyglądam grubo, ale strasznie brzuch mi odstaje a ostatnio jak założyłam dżinsy zauważyłam okropne wałki, które wylewają mi się ze spodni! Poza tym, wszystkie dziewczyny z mojej nowej grupy są szczupłe. Nawet nie szczupłe, wręcz chude. To dodatkowo mnie motywuje. Jak któregoś dnia wróciłam z uczelni, weszłam prosto do kuchni i wylałam olej z frytkownicy a frytkownicę dałam mężowi, żeby schował ją przede mną dopiwnicy.
W piątek poszłam z Romkiem pobiegać. Mimo to, że prawie 1,5 roku nie biegałam i pomimo takiej nadwagi, dałam radę przebiec dwa okrążenia stadionu. To prawie kilometr. Miałam nawet siłę, żeby jeszcze pobiegać, ale nie chciałam przesadzać, bo nogi robiły mi się już miękkie. W sobotę spacerowaliśmy 3 godziny w lesie, w niedzielę 6 godzin i dzisiaj 3 godziny. Tak w ogóle, planujemy dwa razy w tygodniu (w zwykłe dni) biegać na stadionie a w sobotę i niedzielę w lesie. Wiem, że teraz będzie mi trudniej schudnąć, bo mam studia na głowie, mnóstwo czytania, pisanie pracy, dojeżdżanie, ale muszę to wszystko jakoś pogodzić. Bo w zdrowym ciele zdrowy duch.
„ Motywacja jest tym copozwala Ci zacząć.
Nawyk jest tym, copozwala Ci wytrwać ”.
środa, 31 grudnia 2008
Podsumowanie 2008 roku - SCHUDŁAM 20 KG !!!
Ten rok był tragiczny.
Jeśli chodzi o studia to była totalna porażka. Jedna wredna suka, jeden egzamin i koniec. Zamiast być na ostatnim roku, zalazłam się znowu na trzecim.
W sprawach rodzinnych było bardzo, bardzo ostro. Problem tkwi w tym, że moja mama, dziadkowie nie uważają mnie za osobę dorosłą. Latem miałam z mamą ostre spięcie, zwracała się do mnie jak do gówniary, bez żadnego szacunku, obarczyła mnie całym złem tego świata. Gdy rodzina pojechała na wczasy ja z R. zostaliśmy u moich rodziców, żeby przypilnować domu. Wtedy swoje ja pokazali dziadkowie. 100 razy dziennie telefony od nich żebym przyszła do nich rano. Co porabiam? Co mam na obiad? Czy już jestem w domu? Gdzie byłam? Czemu nie odbierałam telefonu? O której R. przyjedzie z pracy? To wyłącz kuchenkę i przyjedź, zrób tak a nie inaczej. Gdy przestałam odbierać telefony to babcia przyjeżdżała nawet dwa razy dziennie skontrolować co robię. Was dopiero na takie wczasy będzie stać za 5 lat(...), to tyle się pracuje, Magda ty mu nie wierz. O mało nie zwariowałam.
W sprawach towarzyskich było ok. Miałam zgraną grupę, pomagaliśmy sobie na kolokwiach, na piwko od czasu do czasu chodziliśmy, kiedy trzeba było uciec z zajęć nie było problemu. Zawsze można było liczyć na kogoś. A pod koniec roku akademickiego pojechaliśmy na wycieczkę. To były moje najpiękniejsze dni. Nigdy z taką grupą nie spotkałam się, brakuje mi ich.
W tym też roku dostaliśmy mieszkanie, wreszcie zakończył się długi okres życia na walizkach.
W sprawach miłosnych bywało różnie, były lepsze chwile i gorsze, jednak w najtrudniejszych chwilach mąż nie zawiódł mnie. A od kiedy nasze życie ustabilizowało się, po przeprowadzce, jest cudownie jak w bajce.
I kończy się ten rok małym sukcesem, SCHUDŁAM 20 KG (jeszcze 2 kg mniej i będę ważyła prawidłowo :) ) i polubiłam sport. Dzięki temu zmieniło się moje nastawienie do życia. Znowu zaczynam podobać się sobie. Zakupy robię bezstresowo, już nie zamartwiam się, czy znajdę coś odpowiedniego dla siebie. Mam nadzieję, że to będzie daleka przeszłość.
Postanowienie noworoczne: uprawiać sport, zdrowo odżywiać się, kochać jeszcze mocniej R., jeszcze bardziej zdystansować się od mojej rodziny, żeby nie mieli okazji do ciągłego wymądrzania się.
wtorek, 9 grudnia 2008
10 kg mniej
Czuję się świetnie, w ogóle nie sądziłam, że uda mi się, nigdy nie odchudzałam się.
A jednak... Początki, jak to początki, zawsze są ciężkie, więc zaczęłam najpierw od szybkiego marszu codziennie, a teraz biegam w poniedziałki, środy i piątki. Potrafię biec już ponad pół godziny bez przerwy. R. też robi olbrzymie postępy, tak jak ja, schudł 10 kg i wczoraj biegł przez godzinę bez przerwy. Super, że oboje polubiliśmy to. Dzięki bieganiu człowiek myśli inaczej, bardziej optymistycznie.
Jest mi przykro przez moją rodzinę... Nie dzwonią do mnie, kiedy ostatnio rozmawiałam z mamą zapytałam się , kiedy przyjedzie do nas a ona, że nie przyjedzie, dlaczego? BO NIE. Niby przejmuje się naszą sytuacją, moimi studiami,
a nie chce przyjechać, zobaczyć jak sobie radzimy. Myśli, że jak da trochę kasy to wszystko będzie ok ?!!! To nie o to chodzi!!! Chodzi o coś cenniejszego, o uczucia, o wsparcie, o zainteresowanie, ona przecież jest moją matką!!!!!!!
sobota, 29 listopada 2008
Coś czuwa
Dalej odchudzam się i chudnę, chociaż są małe utrudnienia w bieganiu, śnieg. Ciągle urządzamy mieszkanie, kupujemy nowe rzeczy, mimo iż połowe pensji płacimy za długi innych ludzi... Ale Coś czuwa nad nami, zawsze zajdujemy jakieś rozwiązanie. Mamy o połowę mniej pensji a kupujemy o wiele więcej rzeczy. Jestem zadowolona i wdzięczna za to co mam: spokojny, piękny dom, kochającego i troskliwego męża, który spełnia wszystkie moje pragnienia i zachcianki ...szkoda, że jeszcze nie wiedzie mi się na studiach.
poniedziałek, 17 listopada 2008
Malutka pupcia :)
Nic nie robię. Czas wykorzystuje myśląc o sporcie.Gdyby jakiś czas temu, ktoś powiedział mi, że będę lubiła sport, wyśmiałabym. A teraz... codziennie biegam, chodzę relaksować się w saunie i jem dużo owoców, surówek, piję pyszne koktajle. Lubię to. Między mną a R. też jest super, jest troskliwy, opiekuńczy i czuły. Lubię jak powtarza w kółko, że jestem piękna, że mam piękne kobiece kształty, że mam malutką pupcię:) Kiedy w lusterku zobaczyłam, że rzeczywiście moja ciężka praca daje niesamowite efekty, jeszcze bardziej i bardziej zaczęłam dążyć do tego,by schudnąć.
wtorek, 28 października 2008
Nowy cel
Powiedziałam... Nie było to łatwe... Nie jest mi łatwo...
Zaczęłam odchudzać się, może to, oraz zdrowe odżywianie będzie lekarstwem na mój stres. Od dwóch tygodni ćwiczę, biegam, zdrowo odżywiam się. Efekty... już widoczne, zawsze bolały mnie plecy i gdy cokolwiek zrobiłam kuło mnie na dole w boku, to minęło! Poza tym mogę dłużej biec. Początki nie były łatwe, ale poprzez odpowiednią literaturę i programy w telewizji zmotywowałam się. Z mężem oboje wspieramy się w tym. W ciężkiej sytuacji, którą przeżywamy, dostrzegliśmy nowy cel.
Subskrybuj:
Posty (Atom)