Z samego rana, 24. czerwca, pojechaliśmy z Romkiem do szpitala. Filipek spał jeszcze a więc nie było bolesnego pożegnania. Nie stresowałam się. Przeciwnie, cieszyłam się, że moje dolegliwości ciążowe skończą się i, że w końcu będę miała Frania w ramionach. Tak długo czekałam na ten moment.
Zestresowałam się dopiero tuż przed cesarskim cięciem, kiedy szykowano mnie do zabiegu. Źle się czułam. Było mi słabo i duszno. Na dworze było 35 stopni a ja byłam przez dobę bez picia. Myślałam, że umrę tam, zanim wykonają mi cesarkę. Najpierw położne przeprowadziły wywiad zdrowotny. Potem podłączyły mnie do kroplówek. Czułam straszny dyskomfort w związku z moim pęcherzem. Co chwilę mogłabym chodzić do toalety. Nareszcie zjawił się anestezjolog i zaprowadzono mnie na salę operacyjną...
Strasznie dziwne uczucie - iść pod nóż. Czułam się nieswojo. Bałam się, czy wszystko będzie w porządku. Czy nic mi się nie stanie. Dostałam zastrzyk w kręgosłup. Poczekaliśmy parę minut i zaczęło się... Bólu żadnego nie czułam, tylko takie dziwne falowanie. Na sali była cudowna położna. Dzięki niej wiedziałam, co się dzieje. Widziała, jak to wszystko przeżywam i dodawała mi otuchy, wsparcia. Mówiła, że ona już widzi dzieciątko, ale jest jeszcze ono w brzuszku. A ja byłam jakaś oszołomiona. Nie mogłam uwierzyć w to, co się dzieje, że zaraz będzie Franiu. W końcu usłyszałam cichy płacz mojego dziecka!!! I ja popłakałam się, jak go usłyszałam. Ze szczęścia. Pokazali mi Frania tylko przez chwilę. Kiedy przytulili go do mojego policzka, natychmiast przestał płakać. A potem zszywali mnie i zszywali. Zdawało mi się, że trwa to wieki. Kiedy zawieźli mnie już na salę pooperacyjną czekał już tam na mnie Romek z Franiem na rękach. Śliczny, mały chłopczyk. Zaskoczona byłam, że jest taki malutki. Te rączki, paluszki, główka...
Po cesarskim cięciu czułam się całkiem nieźle, dopóki ból nie zaczął nasilać się. Wtedy dostawałam dużą dawkę znieczulenia. Frania zostawiono na sali przy mnie. Gdy płakał nie mogłam wstać do niego. Przychodziły położne i go karmiły, ponieważ pokarmu też nie miałam. Wieczorem położne kazały mi wstać z łóżka. Ledwo to zrobiłam, ale taki ogromny ból poczułam, że znów dali mi środki znieczulające. Na sali leżałam z przemiłą dziewczyną. Kiedy tylko Franiu zająknął, ona non stop, całą noc, wstawała i mi go podawała do łóżka. A ja w ogóle jeszcze nie mogłam poruszać się. Rana strasznie mnie bolała. Nie mogłam wstać z łóżka do Małego, podsunąć się wyżej albo niżej, czy zmienić pozycję. Było mi bardzo ciężko.
A na drugi dzień załapałam ogromnego doła. Po cichu ryczałam za moim Filipkiem. Tak bardzo mi go brakowało. Nie mogłam oglądać jego zdjęć ani filmów w telefonie, bo tęsknota była nie do zniesienia. Dobrze, że został z moją mamą. Wiedziałam, że jest w dobrych rękach. Jednak, gdy słyszałam, jak krzyczy i płacze przez telefon: "Chcę do mamusi! Do mamusi!" myślałam, że serce mi pęknie.
Kolejnego dnia, kiedy trzymałam małego Frania na rękach, tyłem do siebie, zauważyłam, że nagle ręce tak dziwnie wyprostował. Zrobiły mu się one takie sztywne. Odwróciłam go do siebie, żeby sprawdzić, czy wszystko w porządku a on był już cały siny!!! I z sekundy na sekundę robił się coraz bardziej fioletowy. Spanikowana, wzięłam go do pozycji pionowej, ale to nic nie pomagało. Włączyłam alarm. Wołałam o pomoc, ale nikt nie przychodził!!! W końcu pobiegłam z nim do położnych. Na szczęście były tam u siebie, bo by było po nim. Po moim synku!!! Ja nie umiałabym mu pomóc!!! Chociaż tyle naczytałam się o pierwszej pomocy, ale w panice nie wiedziałam, co robić. Okazało się, że Franiowi źle odbiło się. Zamiast ustami, odbiło mu się przez nosek i całą wydzielinę miał w nosie a noworodki tylko przez nos oddychają. Położne położyły go na brzuch i oklepywały mu plecy. Potem udrożniły mu nos i gardło. Dwie chusteczki żółtej wydzieliny wyjęły mu z nosa i mnóstwo śliny z buzi. Powoli Franuś zaczął nabierać kolorów. Ale i tak byłam przerażona. Potem, bałam się z nim zostać sama. Bałam się go na chwilę spuścić z oczu ani tym bardziej w nocy nie usnęłam tylko czuwałam. A on jeszcze długo po tym charczał i charczał. Nie mógł swobodnie oddychać. Męczył się.
Na następny dzień, w dniu wyjścia, zauważyłam, że mnóstwo szwy wyszło mi z brzucha. Bałam się, że będą musieli jeszcze raz mnie zszywać i mój pobyt w szpitalu przedłuży się, albo po prostu rozpadnę się. Szew powinnam mieć przez tydzień a mi już po trzech dniach zaczął wychodzić. I lekarka jeszcze miała do mnie pretensje z tego powodu. Na szczęście, mogłam wyjść, tylko muszę uważać na siebie. Nie mogę nic dźwigać.
W poniedziałek, 27. czerwca, mogliśmy z Franiem opuścić szpital. Przyjechał po nas Romek z Filipkiem. Filipek dojrzał mnie, kiedy stałam w oknie a on był jeszcze na zewnątrz. Machał mi rączką i nie mógł wzroku ode mnie oderwać. Kiedy przez te trzy dni napatrzyłam się na Frania, Filipek teraz wydał mi się już taki duży i te jego rączki też takie duże. Bardzo się za mną stęsknił, ale na powitanie ledwo mnie przytulił. Zaraz zaczął pytać się o dzidziusia. Przyglądał mu się. Zdziwiony był, że Franiu jest taki malutki, że ma takie malutkie rączki. Podniósł koc do góry i go odkrył, bo chciał zobaczyć, czy nóżki też są malutkie. Od razu zapytał się, czy może pogłaskać dzidziusia. Widać było w jego oczach ogromną radość. Mówił, że jeszcze nie widział takiego dzidziusia, że dzidziuś jest fajny.
Niestety po przyjeździe do domu nie mogłam poznać Filipka. Zaledwie trzy dni mnie nie było a on tak się zmienił. Do tej pory był grzeczny, spokojny, zawsze się słuchał a teraz piszczał i krzyczał bez powodu. Stał się nerwowy, wszystko negował, nic mu się nie podobało. To, co lubił jeść, nagle przestało mu smakować a ja.... Niestety, nie mogłam poświęcić mu czasu. Brzuch mnie strasznie bolał po cesarce. Nie mogłam za wiele koło niego zrobić a poza tym Franiu ciągle wisiał przy cycu. Zakłócił cały nasz rytm dnia, obowiązki. Zawsze mama karmiła Filipka, myła, przed spaniem mama czytała książeczki i przytulała a teraz tylko Frania trzymałam na ręku, przy cycu. Żal mi strasznie było Filipka. Czuł się odrzucony. Wieczorem leżał i czekał nawet 40 minut, aż odłożę Franka, żeby mnie tylko przytulić.
Na szczęście powoli wszystko wraca do normy. Filipek rozumie, że mama kocha bardzo mocno go i Frania, ale dzidziuś jest jeszcze malutki. I cierpliwie czeka, aż skończę zajmować się Frankiem i wpada w moje objęcia. Poza tym pomaga mi przy Franku. Podaje pieluszki, krem, chusteczki, wyrzuca brudną pieluchę do kosza, pomaga przy kąpieli. Myje Franiowi stópki. Kiedy jestem w łazience a Franiu zaczyna płakać woła mnie do niego.
Mam jeszcze do pomocy Romka. Trochę boję się, co to będzie od poniedziałku, kiedy będzie on w pracy.
Franiu ma 1 tydzień i 4 dni
Filipek ma 3 lata, 8 miesięcy, 1 tydzień i 4 dni
O mnie
- Magda
- Trzydzistoparolatka. Żona. Mama dwóch chłopców. Dzięki nim moje życie nabrało barw. Na blogu pragnę uwiecznić naszą (nie)codzienność. Chcesz do mnie napisać? Mój email: madzia435@gmail.com
Obserwatorzy
Online
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciąża 2. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciąża 2. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 5 lipca 2016
sobota, 2 lipca 2016
Cud!
Po raz drugi w moim życiu doświadczyłam Cudu!!! Mój maleńki synek - Franiu nim jest. Franek przyszedł na świat 24. czerwca o 12.23. Ważył 3,550 a mierzył 52 cm. Dostał 10 punktów w skali Apgar. Jest piękny, cudowny, kochany. Nie mogę uwierzyć, że ten Skarb przez dziewięć miesięcy nosiłam pod sercem! Ta jego maleńka główka, ten jego cudowny zapach noworodka, maleńkie paluszki i stópki, ciemnoniebieskie oczy, uszy malutkie jak muszelki - jestem zakochana!!!! Jestem bardzo szczęśliwa!
Franiu 1 tydzień, 1 dzień
Franiu 1 tydzień, 1 dzień
czwartek, 23 czerwca 2016
To już jutro!
W końcu nadchodzi ten długo oczekiwany dzień. To już jutro na świecie pojawi się Franiu!!! Nie mogę w to uwierzyć. Prawie półtora roku staraliśmy się o niego, walczyliśmy. Potem dziewięć dłuuugich miesięcy oczekiwań, aż w końcu spełni się nasze marzenie. I Filipka. Ciekawe, jak będzie on wyglądał? Jakie będzie miał oczka? Czy będzie podobny do Filipka? Czy będzie grzeczny i spokojny jak on a może odwrotnie? Na pewno wniesie dużo miłości i radości do naszego domu. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie gładko i że szybko wrócimy do domu.
Również bardzo cieszę się z tego powodu, że w końcu skończą się moje męki, że powoli zacznę wracać do formy, bo teraz tak mi ciężko...
Już we wtorek 21. czerwca odszedł mi brązowy czop śluzowy. Spanikowałam, bo byłam przekonana, że lada moment pojawią się się skurcze i zacznę rodzić. Tak było z Filipkiem. Rano odszedł mi czop a wieczorem byłam już na porodówce. A ja jednak byłam nastawiona psychicznie na piątek. Wykąpałam się i zadzwoniłam do szpitala a tam pomimo tego, że mam wskazania do cesarskiego cięcia kazali czekać mi do rozpoczęcia akcji porodowej. Zupełnie inaczej, niż zalecił mi mój ginekolog. On nie kazał czekać na skurcze tylko po prostu 24. miałam jechać. A że w szpitalu kazali czekać, więc nie miałam innego wyjścia. Godzinę czasu zajmie nam dojazd do szpitala. W szpitalu nim mnie przygotują do cięcia pewnie minie następna godzina. A ja panicznie boję się bóli porodowych. Nie wiem, jak ja to wytrzymam. Zmuszają mnie do tego, żebym jednak "trochę" pocierpiała.
W dzień, po odejściu czopa, nie działo się nic niepokojącego. Dopiero o 1. w nocy wszystko zaczęło mnie boleć: macica, miednica, biodra, nie mogłam spać z tego bólu. Bałam się, że zaraz pękną mi wody płodowe i zacznę rodzić. A o tej porze jechać do szpitala to masakra. Na szczęście nic się nie stało, chociaż jeszcze na drugi dzień wszystko mnie bolało. Koło południa ból minął i wszystko było w porządku aż do 4. w nocy, ale to już nie były takie silne bóle. No i tak w niepewności i strachu dotrwałam w dwupaku do dziś. Mam nadzieję, że Maluszek jeszcze tę jedną noc jakoś wytrzyma w brzuszku. I że jutro rano pojedziemy do szpitala, zgodnie z planem.
38. tydzień i 6. dzień ciąży
Również bardzo cieszę się z tego powodu, że w końcu skończą się moje męki, że powoli zacznę wracać do formy, bo teraz tak mi ciężko...
Już we wtorek 21. czerwca odszedł mi brązowy czop śluzowy. Spanikowałam, bo byłam przekonana, że lada moment pojawią się się skurcze i zacznę rodzić. Tak było z Filipkiem. Rano odszedł mi czop a wieczorem byłam już na porodówce. A ja jednak byłam nastawiona psychicznie na piątek. Wykąpałam się i zadzwoniłam do szpitala a tam pomimo tego, że mam wskazania do cesarskiego cięcia kazali czekać mi do rozpoczęcia akcji porodowej. Zupełnie inaczej, niż zalecił mi mój ginekolog. On nie kazał czekać na skurcze tylko po prostu 24. miałam jechać. A że w szpitalu kazali czekać, więc nie miałam innego wyjścia. Godzinę czasu zajmie nam dojazd do szpitala. W szpitalu nim mnie przygotują do cięcia pewnie minie następna godzina. A ja panicznie boję się bóli porodowych. Nie wiem, jak ja to wytrzymam. Zmuszają mnie do tego, żebym jednak "trochę" pocierpiała.
W dzień, po odejściu czopa, nie działo się nic niepokojącego. Dopiero o 1. w nocy wszystko zaczęło mnie boleć: macica, miednica, biodra, nie mogłam spać z tego bólu. Bałam się, że zaraz pękną mi wody płodowe i zacznę rodzić. A o tej porze jechać do szpitala to masakra. Na szczęście nic się nie stało, chociaż jeszcze na drugi dzień wszystko mnie bolało. Koło południa ból minął i wszystko było w porządku aż do 4. w nocy, ale to już nie były takie silne bóle. No i tak w niepewności i strachu dotrwałam w dwupaku do dziś. Mam nadzieję, że Maluszek jeszcze tę jedną noc jakoś wytrzyma w brzuszku. I że jutro rano pojedziemy do szpitala, zgodnie z planem.
38. tydzień i 6. dzień ciąży
niedziela, 19 czerwca 2016
5 dni do... Brrr
Odliczam... Za 5 dni będziemy już wszyscy razem. Na 24. czerwca mam zaplanowane cesarskie cięcie. Fajnie, ponieważ tego dnia urodził się też Filipek. Nie mogę doczekać się tego momentu, ale jednocześnie im bliżej, tym większy czuję strach. Bardzo boję się cesarki, ale porodu naturalnego bałabym się milion razy bardziej. Zastanawiam się, jak to będzie? Jak poradzę sobie z bólem po operacji? Czy dam radę w szpitalu wstać z łóżka i nakarmić synka? Czy szybko dojdę do siebie?
I będę martwiła się i bardzo tęskniła za moim Filipkiem. Wcześniej zapewniał mnie, że nie będzie za mną tęsknić, bo będzie z babcią, ale gdy miałam jechać do szpitala, tylko na parę godzin, zrobić wyniki, tak strasznie za mną płakał u babci na rękach. Pomachałam mu z samochodu i on też mi pomachał zalany łzami. Szybko odjechaliśmy, żeby tego nie przedłużać.
Rozmawiałam z nim wcześniej o wszystkim, tłumaczyłam, że mamusia pojedzie do szpitala urodzić Franka i za trzy dni przyjedzie i chyba niepotrzebnie. Chciałam, aby wszystko wiedział, żeby był na wszystko przygotowany a on po prostu jest jeszcze na to wszystko za malutki. Nigdy nie będzie gotowy na rozłąkę z mamą. A jeszcze rano, ni stąd ni zowąd, zapytał mnie się, czy będę dzisiaj spała w szpitalu. Jak bardzo ucieszył się, kiedy wróciłam. Nie odstępował mnie na krok. Ciągle powtarzał, że płakał za mamusią i pytał, dlaczego tak długo mnie nie było. Kupiliśmy Filipkowi narzędzia i samolot do składania w nagrodę, że był taki dzielny bez mamy. Nie wiem, jak to będzie, jak nie będzie mnie trzy dni. Jak on to zniesie i jak ja to wytrzymam?! Na pewno będzie bardzo tęsknił za mną. Dobrze, że w szpitalu mam być już o 7.30. Wyjedziemy ok. 6. rano, jak Filipek będzie jeszcze spał. Nie będzie więc pożegnania, płaczu. Mam nadzieję, że nie będzie miał o to do mnie żalu. Boję się także, żebym nie urodziła przed terminem. Bo wtedy, tak z zaskoczenia, trudno będzie rozstać się z synkiem.
A mnie ciągle wszystko boli w dole i kłuje. Czuję, jakby przez moje ciało przechodziły prądy. Ten ból mnie paraliżuje. Nogi i ręce drętwieją mi. Nie mogę się ruszyć, bo wszystko boli. Gdy położę się na łóżku, boli mnie cała miednica. Czuję się tak, jakby jakiś ogromny ciężar, zgniótł mi nogi. A brzuch tak dziwnie opada mi na łóżko, że przez to nie mogę odwrócić się na drugą stronę a wstanie z łóżka to jakiś koszmar. Kiedy chce mi się siku, idę do łazienki zgięta w pół. Boli mnie kręgosłup i brzuch, tak jak przed miesiączką. Wieczorami Maluszek tak strasznie wypina się, że boję, żeby nie przyszedł wcześniej na świat.
Strasznie jestem zmęczona ciążą. Jest mi już bardzo ciężko. Nie mogę doczekać się, kiedy wszystko wróci do normy.
38. tydzień i 2. dzień ciąży
Filipek ma 3 lata, 7 miesięcy, 3 tygodnie i 5 dni
I będę martwiła się i bardzo tęskniła za moim Filipkiem. Wcześniej zapewniał mnie, że nie będzie za mną tęsknić, bo będzie z babcią, ale gdy miałam jechać do szpitala, tylko na parę godzin, zrobić wyniki, tak strasznie za mną płakał u babci na rękach. Pomachałam mu z samochodu i on też mi pomachał zalany łzami. Szybko odjechaliśmy, żeby tego nie przedłużać.
Rozmawiałam z nim wcześniej o wszystkim, tłumaczyłam, że mamusia pojedzie do szpitala urodzić Franka i za trzy dni przyjedzie i chyba niepotrzebnie. Chciałam, aby wszystko wiedział, żeby był na wszystko przygotowany a on po prostu jest jeszcze na to wszystko za malutki. Nigdy nie będzie gotowy na rozłąkę z mamą. A jeszcze rano, ni stąd ni zowąd, zapytał mnie się, czy będę dzisiaj spała w szpitalu. Jak bardzo ucieszył się, kiedy wróciłam. Nie odstępował mnie na krok. Ciągle powtarzał, że płakał za mamusią i pytał, dlaczego tak długo mnie nie było. Kupiliśmy Filipkowi narzędzia i samolot do składania w nagrodę, że był taki dzielny bez mamy. Nie wiem, jak to będzie, jak nie będzie mnie trzy dni. Jak on to zniesie i jak ja to wytrzymam?! Na pewno będzie bardzo tęsknił za mną. Dobrze, że w szpitalu mam być już o 7.30. Wyjedziemy ok. 6. rano, jak Filipek będzie jeszcze spał. Nie będzie więc pożegnania, płaczu. Mam nadzieję, że nie będzie miał o to do mnie żalu. Boję się także, żebym nie urodziła przed terminem. Bo wtedy, tak z zaskoczenia, trudno będzie rozstać się z synkiem.
A mnie ciągle wszystko boli w dole i kłuje. Czuję, jakby przez moje ciało przechodziły prądy. Ten ból mnie paraliżuje. Nogi i ręce drętwieją mi. Nie mogę się ruszyć, bo wszystko boli. Gdy położę się na łóżku, boli mnie cała miednica. Czuję się tak, jakby jakiś ogromny ciężar, zgniótł mi nogi. A brzuch tak dziwnie opada mi na łóżko, że przez to nie mogę odwrócić się na drugą stronę a wstanie z łóżka to jakiś koszmar. Kiedy chce mi się siku, idę do łazienki zgięta w pół. Boli mnie kręgosłup i brzuch, tak jak przed miesiączką. Wieczorami Maluszek tak strasznie wypina się, że boję, żeby nie przyszedł wcześniej na świat.
Strasznie jestem zmęczona ciążą. Jest mi już bardzo ciężko. Nie mogę doczekać się, kiedy wszystko wróci do normy.
38. tydzień i 2. dzień ciąży
Filipek ma 3 lata, 7 miesięcy, 3 tygodnie i 5 dni
niedziela, 12 czerwca 2016
Końcówka ciąży
Cieszę się, że to końcówka ciąży. Nie mogę doczekać się, kiedy Franiu będzie już z nami. Porządki mamy zrobione, łóżeczko rozłożone, wszystko przygotowane. Tylko czekamy.
Jestem zmęczona tym wszystkim. Fizycznie czuję się dużo lepiej niż wcześniej, ale i tak nie mam siły na nic. A w domu zawsze jest coś do zrobienia! Rano wstaję, szykuję śniadanko i gotuję obiad. Potem wychodzimy z Filipkiem na spacer. Idziemy na plac zabaw a po drodze robię zakupy. Upały strasznie mi doskwierają. Ledwo żyję. Gdy przychodzimy do domu, jemy zupkę a potem robię koktajl truskawkowy. Chwila odpoczynku na balkonie i zabieram się za przygotowywanie drugiego obiadu. W międzyczasie trzeba ogarnąć mieszkanie. Sprząta się i sprząta a i tak za chwilę jest bałagan! Po 16. wraca Romek i ok. 17. jeździliśmy na działkę. Tam też zawsze jest coś do zrobienia. Teraz już nie jeżdzę z nimi codziennie. Zostaję w domu. Szykuję kolację i kąpię się. Przyjeżdżają oni ok. 19. Filipek je kolacje, bierze kąpie i koło 20. już śpi. I dopiero wtedy mam czas, żeby po całym dniu trochę usiąść i odpocząć. Tradycyjnie, w nocy znów nie mogę spać, sypiam po 3-4 godziny na dobę. I jak tu mam normalnie funkcjonować?!
Filipek nie może doczekać się braciszka. Jest we wszystko zaangażowany i bardzo to przeżywa. Pięknie pomył i schował zabawki dla braciszka. Kiedy w radiu usłyszał, że już jest czerwiec zaczął się pytać: "Mamusia jest już czerwiec? Teraz urodzisz Franka?" Gdy byliśmy w aptece i kupiliśmy grzechotkę dla Dzidziusia nie chciał jej oddać. Całą drogę niósł ją do domu i w każdym sklepie pokazywał sprzedawcom tę grzechotkę i mówił, że to dla Frania. I całą drogę przytulał się do brzucha. Filipek opowiada babci: że Franek będzie malutki, że będzie pił mleczko, że go ząbki będą bolały i dlatego będzie gryzł gryzaka-grzechotkę, że jak Maluszek będzie spał to trzeba być cicho...itd. Kiedy powiedziałam, że w sobotę rozłożymy łóżeczko on aż podskoczył z wrażenia i zapytał się zdziwiony: "Mamusia, to w sobotę będzie z nami Franek???". Na ogrodzie również przygotowuje różne rzeczy dla Franka. Tacie kazał zrobić w pracy tabliczkę z imieniem Franka, żeby powiesić na szopce, bo z imieniem Filipka już mamy. Filipek będzie wspaniałym bratem.
Cieszę się, że będę miała cesarkę, bo do rodzenia to się nie nadaję. Nie jestem wytrzymała na ból. Jednak obawiam się trochę, jak to będzie. Mam nadzieję, że Dzidziuś nie pośpieszy się i nie zaskoczy nas tylko, że wszystko odbędzie się tak, jak zaplanujemy to z lekarzem. Jutro wizyta.
Filipek mówi, że jak mama będzie w szpitalu to nie będzie za mamą tęsknił, bo będzie z babcią L. Mam nadzieję, że tak będzie. Boję się rozłąki z synem, ale pocieszam się tym, że w szpitalu poleżę trzy dni plackiem i trochę odpocznę. Potrzebuję tego, żeby trochę oderwać się od tej codzienności, od obowiązków, od sprzątania, gotowania, spacerów z psem i dzieckiem. W ogóle to był trudny rok dla nas: problemy z ciążą, zmiana pracy Romka i przez to problemy finansowe, ale już wychodzimy na prostą. Dlatego jesienią planujemy wyjazd rodzinny, pierwszy we czwórkę.
Nasze życie znów się zmieni, oczywiście na lepsze. Na początku będzie trudno, ale wiem, że wszystko ułoży się. Filipek tak bardzo chce braciszka, chce przyjaciela i będzie miał. Mam nadzieję, że ja również poradzę sobie z Maleństwem. Trzy i pół roku temu Filipek był taki malusi, więc to niby nie było tak dawno, ale człowiek był wtedy taki zmęczony, że połowę rzeczy nie pamięta się. Zapomina się. Teraz wszystko sobie przypomnimy. Cesarkę będę miała wykonaną tydzień przed planowanym terminem porodu, więc kto wie, może za tydzień wszyscy będziemy już razem? Będziemy już całkiem sporą rodzinką :)
37/38 tydzień ciąży
Filipek ma 3 lata, 7 miesięcy, 2 tygodnie i 5 dni
Jestem zmęczona tym wszystkim. Fizycznie czuję się dużo lepiej niż wcześniej, ale i tak nie mam siły na nic. A w domu zawsze jest coś do zrobienia! Rano wstaję, szykuję śniadanko i gotuję obiad. Potem wychodzimy z Filipkiem na spacer. Idziemy na plac zabaw a po drodze robię zakupy. Upały strasznie mi doskwierają. Ledwo żyję. Gdy przychodzimy do domu, jemy zupkę a potem robię koktajl truskawkowy. Chwila odpoczynku na balkonie i zabieram się za przygotowywanie drugiego obiadu. W międzyczasie trzeba ogarnąć mieszkanie. Sprząta się i sprząta a i tak za chwilę jest bałagan! Po 16. wraca Romek i ok. 17. jeździliśmy na działkę. Tam też zawsze jest coś do zrobienia. Teraz już nie jeżdzę z nimi codziennie. Zostaję w domu. Szykuję kolację i kąpię się. Przyjeżdżają oni ok. 19. Filipek je kolacje, bierze kąpie i koło 20. już śpi. I dopiero wtedy mam czas, żeby po całym dniu trochę usiąść i odpocząć. Tradycyjnie, w nocy znów nie mogę spać, sypiam po 3-4 godziny na dobę. I jak tu mam normalnie funkcjonować?!
Filipek nie może doczekać się braciszka. Jest we wszystko zaangażowany i bardzo to przeżywa. Pięknie pomył i schował zabawki dla braciszka. Kiedy w radiu usłyszał, że już jest czerwiec zaczął się pytać: "Mamusia jest już czerwiec? Teraz urodzisz Franka?" Gdy byliśmy w aptece i kupiliśmy grzechotkę dla Dzidziusia nie chciał jej oddać. Całą drogę niósł ją do domu i w każdym sklepie pokazywał sprzedawcom tę grzechotkę i mówił, że to dla Frania. I całą drogę przytulał się do brzucha. Filipek opowiada babci: że Franek będzie malutki, że będzie pił mleczko, że go ząbki będą bolały i dlatego będzie gryzł gryzaka-grzechotkę, że jak Maluszek będzie spał to trzeba być cicho...itd. Kiedy powiedziałam, że w sobotę rozłożymy łóżeczko on aż podskoczył z wrażenia i zapytał się zdziwiony: "Mamusia, to w sobotę będzie z nami Franek???". Na ogrodzie również przygotowuje różne rzeczy dla Franka. Tacie kazał zrobić w pracy tabliczkę z imieniem Franka, żeby powiesić na szopce, bo z imieniem Filipka już mamy. Filipek będzie wspaniałym bratem.
Cieszę się, że będę miała cesarkę, bo do rodzenia to się nie nadaję. Nie jestem wytrzymała na ból. Jednak obawiam się trochę, jak to będzie. Mam nadzieję, że Dzidziuś nie pośpieszy się i nie zaskoczy nas tylko, że wszystko odbędzie się tak, jak zaplanujemy to z lekarzem. Jutro wizyta.
Filipek mówi, że jak mama będzie w szpitalu to nie będzie za mamą tęsknił, bo będzie z babcią L. Mam nadzieję, że tak będzie. Boję się rozłąki z synem, ale pocieszam się tym, że w szpitalu poleżę trzy dni plackiem i trochę odpocznę. Potrzebuję tego, żeby trochę oderwać się od tej codzienności, od obowiązków, od sprzątania, gotowania, spacerów z psem i dzieckiem. W ogóle to był trudny rok dla nas: problemy z ciążą, zmiana pracy Romka i przez to problemy finansowe, ale już wychodzimy na prostą. Dlatego jesienią planujemy wyjazd rodzinny, pierwszy we czwórkę.
Nasze życie znów się zmieni, oczywiście na lepsze. Na początku będzie trudno, ale wiem, że wszystko ułoży się. Filipek tak bardzo chce braciszka, chce przyjaciela i będzie miał. Mam nadzieję, że ja również poradzę sobie z Maleństwem. Trzy i pół roku temu Filipek był taki malusi, więc to niby nie było tak dawno, ale człowiek był wtedy taki zmęczony, że połowę rzeczy nie pamięta się. Zapomina się. Teraz wszystko sobie przypomnimy. Cesarkę będę miała wykonaną tydzień przed planowanym terminem porodu, więc kto wie, może za tydzień wszyscy będziemy już razem? Będziemy już całkiem sporą rodzinką :)
37/38 tydzień ciąży
Filipek ma 3 lata, 7 miesięcy, 2 tygodnie i 5 dni
sobota, 28 maja 2016
Krótkie podsumowanie
To już 35/36 tydzień ciąży. Nie mogę uwierzyć, że to już końcówka. Tak naprawdę to był bardzo trudny okres w moim życiu. Było mi niezwykle ciężko i fizycznie, i psychicznie.
Przez dwa trymestry miałam okropne mdłości, spałam przez dwie lub cztery godziny na dobę. Byłam przewlekle zmęczona, rozdrażniona a poza tym żyłam w ciągłym strachu i niepewności. Wyniki nie były zbyt ciekawe: niedoczynność tarczycy, mięśniaki macicy, drożdżaki, zagrożenie cukrzycą ciążową i bóle macicy. Bałam się, że nie dotrwam do 30. tygodnia. Każdego dnia drżałam o życie Maluszka a także o swoje. Myślałam, że nie dam rady, że wykończę się.
I tak strasznie żal mi było Filipka, że mamusia nie poświęca mu tyle czasu i uwagi co zawsze, że nie mam tyle siły, żeby z nim pobawić się i w ogóle na co dzień brakowało mi cierpliwości:(
Dopiero ostatni trymestr mija mi całkiem spokojnie. Pomimo tego, że mam ogromny brzuszek i ledwo poruszam się, mam dużo siły i energii.
Zdecydowałam się na poród przez cesarskie cięcie. Lubię, gdy wszystko jest zaplanowane i zorganizowane. A tak sen spędzało mi z powiek to, że poród może zacząć się w każdej chwili, w najmniej spodziewanym momencie. Bałam się, że będę sama, że nie będę miała z kim zostawić Filipka. A potem szybko trzeba będzie pędzić 35 km do szpitala a ja już teraz nie mogę jeździć samochodem, bo czuję wtedy straszny ból brzucha. Poza tym, ja do rodzenia nie nadaję się. Boję się bólu i nie wiem, czy starczyło by mi sił, żeby urodzić naturalnie. A może męczyłabym się przez wiele godzin a i tak poród znów zakończyłoby się cesarką? Do szpitala mam zgłosić się w 39. tygodniu ciąży. Cieszę się. I bardzo, ale to bardzo nie mogę doczekać się Frania. I reakcji Filipka na małego braciszka. Filipek też oczekuje braciszka i także nie może go się doczekać. Stale rozmyśla o braciszku. Pyta się, co robi Franuś, czy lubi to czy to, czy czegoś boi się. Planuje, że jak urodzi się to będzie z nim "łobuzował", że na spacerze pokaże mu to i tamto. Mówi o nim: "nasz Franio".
35 tydzień ciąży i 1 dzień
Przez dwa trymestry miałam okropne mdłości, spałam przez dwie lub cztery godziny na dobę. Byłam przewlekle zmęczona, rozdrażniona a poza tym żyłam w ciągłym strachu i niepewności. Wyniki nie były zbyt ciekawe: niedoczynność tarczycy, mięśniaki macicy, drożdżaki, zagrożenie cukrzycą ciążową i bóle macicy. Bałam się, że nie dotrwam do 30. tygodnia. Każdego dnia drżałam o życie Maluszka a także o swoje. Myślałam, że nie dam rady, że wykończę się.
I tak strasznie żal mi było Filipka, że mamusia nie poświęca mu tyle czasu i uwagi co zawsze, że nie mam tyle siły, żeby z nim pobawić się i w ogóle na co dzień brakowało mi cierpliwości:(
Dopiero ostatni trymestr mija mi całkiem spokojnie. Pomimo tego, że mam ogromny brzuszek i ledwo poruszam się, mam dużo siły i energii.
Zdecydowałam się na poród przez cesarskie cięcie. Lubię, gdy wszystko jest zaplanowane i zorganizowane. A tak sen spędzało mi z powiek to, że poród może zacząć się w każdej chwili, w najmniej spodziewanym momencie. Bałam się, że będę sama, że nie będę miała z kim zostawić Filipka. A potem szybko trzeba będzie pędzić 35 km do szpitala a ja już teraz nie mogę jeździć samochodem, bo czuję wtedy straszny ból brzucha. Poza tym, ja do rodzenia nie nadaję się. Boję się bólu i nie wiem, czy starczyło by mi sił, żeby urodzić naturalnie. A może męczyłabym się przez wiele godzin a i tak poród znów zakończyłoby się cesarką? Do szpitala mam zgłosić się w 39. tygodniu ciąży. Cieszę się. I bardzo, ale to bardzo nie mogę doczekać się Frania. I reakcji Filipka na małego braciszka. Filipek też oczekuje braciszka i także nie może go się doczekać. Stale rozmyśla o braciszku. Pyta się, co robi Franuś, czy lubi to czy to, czy czegoś boi się. Planuje, że jak urodzi się to będzie z nim "łobuzował", że na spacerze pokaże mu to i tamto. Mówi o nim: "nasz Franio".
35 tydzień ciąży i 1 dzień
Nasz Franio
poniedziałek, 16 maja 2016
Już przygotowana. Tylko czekam...
Przygotowania do powitania Frania na świecie ruszyły pełną parą. Franiu ma już przygotowaną swoją szafkę z ubrankami i akcesoriami. Ma wszystkie ubranka wyprane i wyprasowane. Pamiętam, że gdy pakowałam ciuchy Filipka do kartonów ryczałam, bo nie wiedziałam, czy będzie nam dane jeszcze raz je otworzyć. Jaka radość była, gdy je wyciągałam i zdziwienie, że nasz Filipek nosił takie maleńkie ubranka, że był taki malutki. A Filipek także był podekscytowany. Stale krzyczał: "ale ładne", "mamusia zobacz, jakie to ładne". Do tej pory wiedział, że będzie miał braciszka, ale to wszystko było takie nierealne a teraz nareszcie urzeczywistnia się. Byłam w szoku, ile ubranek kupowałam, jak dużo pieniędzy marnotrawiłam. Do pół roku ma chyba z 40 sztuk spodni. Większość nie nosił, ponieważ używałam tylko kilka ulubionych sztuk. Miałam siedem automatów prania. Rano przyszła mama i wszystko mi wyprasowała. Łącznie prasowała ponad 6 godzin.
Byliśmy na dużych zakupach w mieście i kupiliśmy Franiowi nowy wózek z gondolą, spacerówką i fotelikiem do samochodu. Po raz pierwszy, nie miałam żadnego problemu z wyborem. Ten wózek od razu rzucił mi się w oczy. Nie mogłam napatrzeć się jaki jest śliczny, duży, praktyczny, wygodny i po prostu fajny. Żałuję, że Filipek nie miał takiego "dyliżansu". Kupiliśmy także kosmetyki i wiele innych akcesoriów. A babcia z dziadkiem kupili Maluszkowi wanienkę, gąbeczki, pieluszki i kaftaniki. Filipek był przeszczęśliwy, że teraz także kupuje się rzeczy dla Franka, nie tylko dla Filipka. Pokazywał nam w sklepie wiele rzeczy dla braciszka, pomagał wybierać.
Pewnego wieczoru zaczęło strasznie boleć mnie krocze, nie mogłam nic robić ani ruszyć się, ani zrobić małego kroku. Myślałam, że w nocy urodzę. Dwa miesiące przed terminem. Ciągle czułam ból, ciągnięcie w dół. Na następny dzień wcale nie przeszło. Byłam przerażona. Na szczęście po kolejnej nocy ból ustąpił.
Myślałam, że jeszcze mam czas a tu jednak nigdy do końca nic nie wiadomo dlatego spakowałam już torbę do szpitala. Gdy tylko poczułam się lepiej, wrzuciłam ręczniki do prania i powoli zaczęłam pakować się. Martwi mnie tylko jedno, ale najważniejsze. Z kim zostanie Filipek jak pojadę rodzić. Naprawdę nie mam z kim go zostawić. Romek musi być ze mną. Nie ma innej opcji. Bez niego nie poradzę sobie. Zresztą, gdyby nie on nie wiem, czy Filipek urodziłby się zdrowy, bo źle byłam traktowana w szpitalu i przez wiele godzin byłam pozostawiona bez opieki. To było traumatyczne przeżycie. Nie chcę o tym pamiętać. Dlatego teraz też nie chcę być sama. Termin porodu mam wyznaczony na koniec czerwca a jednocześnie w tym okresie moja rodzina wyjeżdża za granicę. Teoretycznie jakby przesunęli wyjazd o tydzień nic by się nie stało, ale chyba raczej nie chcą tego robić. Moja prababcia jest za stara. Nie dałaby rady zająć się nim. A na teściów nie mam co liczyć i nawet NIE CHCĘ. Filipek ich nie zna a oni nie znają go. Boję się, że będę zmuszona rodzić sama. Że Romek będzie musiał zostać z Filipkiem. Jedynym chodź marnym pocieszeniem jest to, że prawdopodobnie będę mogła zdecydować czy chcę urodzić naturalnie, czy przez cięcie cesarskie. Jeśli Romek będzie przy mnie zdecyduję się rodzić naturalnie a jak będę sama będę raczej za cesarką. Boję się strasznie o Filipka :( Pierwszy raz w życiu taka ważna sprawa i nie mam na kogo liczyć!!!!!!!!!!
A tak w ogóle znów miałam złe wyniki z cukru. Ginekolog po raz kolejny chciał mnie wziąć do siebie do szpitala na badania, ale odmówiłam ze względu na Filipka. Już jest na mnie wkurzony. Umówiłam się więc z diabetologiem. Stwierdził on, że jestem na granicy cukrzycy ciążowej. Zalecił dietę cukrzycową i dwa razy w tygodniu badanie poziomu cukru we krwi glukometrem. Na początku, strasznie bałam się kłucia w palce, ale w końcu musiałam wiedzieć na czym stoję. Jednak nie jest to takie straszne. Na szczęście, wtedy kiedy odżywiam się prawidłowo mam dobre wyniki. Jestem zdziwiona, że tak niewiele potrzeba żebym miała prawidłowy wynik. Wystarczyło rzucić słodycze, przerzucić się na chude mleko, naturalne twarożki i w sumie to wszystko.
W końcu zaczęłam sypiać w nocy, dzięki czemu czuję się wypoczęta. Mam więcej siły i chęci do zabawy z Filipkiem, aby posprzątać mieszkanie, czy ugotować obiad. Końcówka ciąży mija mi dobrze.
33/34 tydzień ciąży
Byliśmy na dużych zakupach w mieście i kupiliśmy Franiowi nowy wózek z gondolą, spacerówką i fotelikiem do samochodu. Po raz pierwszy, nie miałam żadnego problemu z wyborem. Ten wózek od razu rzucił mi się w oczy. Nie mogłam napatrzeć się jaki jest śliczny, duży, praktyczny, wygodny i po prostu fajny. Żałuję, że Filipek nie miał takiego "dyliżansu". Kupiliśmy także kosmetyki i wiele innych akcesoriów. A babcia z dziadkiem kupili Maluszkowi wanienkę, gąbeczki, pieluszki i kaftaniki. Filipek był przeszczęśliwy, że teraz także kupuje się rzeczy dla Franka, nie tylko dla Filipka. Pokazywał nam w sklepie wiele rzeczy dla braciszka, pomagał wybierać.
Pewnego wieczoru zaczęło strasznie boleć mnie krocze, nie mogłam nic robić ani ruszyć się, ani zrobić małego kroku. Myślałam, że w nocy urodzę. Dwa miesiące przed terminem. Ciągle czułam ból, ciągnięcie w dół. Na następny dzień wcale nie przeszło. Byłam przerażona. Na szczęście po kolejnej nocy ból ustąpił.
Myślałam, że jeszcze mam czas a tu jednak nigdy do końca nic nie wiadomo dlatego spakowałam już torbę do szpitala. Gdy tylko poczułam się lepiej, wrzuciłam ręczniki do prania i powoli zaczęłam pakować się. Martwi mnie tylko jedno, ale najważniejsze. Z kim zostanie Filipek jak pojadę rodzić. Naprawdę nie mam z kim go zostawić. Romek musi być ze mną. Nie ma innej opcji. Bez niego nie poradzę sobie. Zresztą, gdyby nie on nie wiem, czy Filipek urodziłby się zdrowy, bo źle byłam traktowana w szpitalu i przez wiele godzin byłam pozostawiona bez opieki. To było traumatyczne przeżycie. Nie chcę o tym pamiętać. Dlatego teraz też nie chcę być sama. Termin porodu mam wyznaczony na koniec czerwca a jednocześnie w tym okresie moja rodzina wyjeżdża za granicę. Teoretycznie jakby przesunęli wyjazd o tydzień nic by się nie stało, ale chyba raczej nie chcą tego robić. Moja prababcia jest za stara. Nie dałaby rady zająć się nim. A na teściów nie mam co liczyć i nawet NIE CHCĘ. Filipek ich nie zna a oni nie znają go. Boję się, że będę zmuszona rodzić sama. Że Romek będzie musiał zostać z Filipkiem. Jedynym chodź marnym pocieszeniem jest to, że prawdopodobnie będę mogła zdecydować czy chcę urodzić naturalnie, czy przez cięcie cesarskie. Jeśli Romek będzie przy mnie zdecyduję się rodzić naturalnie a jak będę sama będę raczej za cesarką. Boję się strasznie o Filipka :( Pierwszy raz w życiu taka ważna sprawa i nie mam na kogo liczyć!!!!!!!!!!
A tak w ogóle znów miałam złe wyniki z cukru. Ginekolog po raz kolejny chciał mnie wziąć do siebie do szpitala na badania, ale odmówiłam ze względu na Filipka. Już jest na mnie wkurzony. Umówiłam się więc z diabetologiem. Stwierdził on, że jestem na granicy cukrzycy ciążowej. Zalecił dietę cukrzycową i dwa razy w tygodniu badanie poziomu cukru we krwi glukometrem. Na początku, strasznie bałam się kłucia w palce, ale w końcu musiałam wiedzieć na czym stoję. Jednak nie jest to takie straszne. Na szczęście, wtedy kiedy odżywiam się prawidłowo mam dobre wyniki. Jestem zdziwiona, że tak niewiele potrzeba żebym miała prawidłowy wynik. Wystarczyło rzucić słodycze, przerzucić się na chude mleko, naturalne twarożki i w sumie to wszystko.
W końcu zaczęłam sypiać w nocy, dzięki czemu czuję się wypoczęta. Mam więcej siły i chęci do zabawy z Filipkiem, aby posprzątać mieszkanie, czy ugotować obiad. Końcówka ciąży mija mi dobrze.
33/34 tydzień ciąży
środa, 6 kwietnia 2016
Oczekując braciszka
Mamy imię dla dzidziusia. To był trudny wybór. Większość imion męskich jakoś nie przypadła mi do gustu, ale koniecznie już chciałam wybrać imię, bo mówić o synku cały czas "dzidziuś" to już głupio i tak bezosobowo. A ja koniecznie chciałam zwracać się już do dzidziusia po imieniu. Wybrałam imię Mateusz, jednak Romek nalegał na Franka i po raz pierwszy w życiu nie chciał ustąpić. Widocznie musiało mu bardzo zależeć a skoro dla mnie zarówno Mateusz jak i Franek było obojętne ani do jednego imienia, ani do drugiego nie byłam przekonana, więc ustąpiłam. I cieszę się z tego bardzo. Będzie więc FRANIO! Filipek i Franek!!!
Filipek tak bardzo nie może doczekać się braciszka. Jest już taki duży, brakuje mu kompana do zabawy. Ciągle pyta, kiedy będzie lato, bo wie, że latem urodzę.
W sklepie rozpoznaje ubranka dla maluszków i pyta się, czy kupimy to dzidziusiowi. Chce także kupować dla braciszka maskotki, grzechotki, butelki. Gdy widzi akcesoria dla niemowląt pyta się, czy to przyda się dzidziusiowi.
Często pyta się co dzidziuś robi w brzuchu, czy bawi się autami. Obiecuje, że jak urodzi się pożyczy mu swoje samochody a jak braciszek nie będzie mógł dosięgnąć ogromnego ramienia dźwigu to go podsadzi. Będzie go też podrzucał w górę, bo Filipek bardzo lubi jak tatuś tak mu robi. Pyta się, czy dzidziuś będzie z nim się bawił i pomagał mu w szopce na ogródku. Gdzie będzie spał (zapowiedział, że z tatusiem), albo siedział w samochodzie. Pyta się, czy braciszek umie spawać. Opowiada o tym, że jak będzie lato i pojedziemy z dzidzią nad jezioro to Filipek będzie się kąpał a dzidziuś tylko z mostku będzie go obserwował, bo jest jeszcze za malutki, żeby moczyć nóżki.
Kiedy zaboli mnie brzuch, bo Franio w nim szaleje i powiem: "oła" natychmiast przybiega do mnie Filipek i pyta się: "Mamusia to dzidziuś puka?" i zaraz kładzie mi rączkę na brzuchu. Wieczorami głaszcze mój brzuch, przytula się i mówi, że bardzo mocno kocha dzidziusia.
Filipek z ogromnym zainteresowaniem słucha, gdy opowiadam mu, że będzie starszym braciszkiem, że pomoże pilnować Frania, żeby sobie krzywdy nie zrobił i żeby nie narozrabiał, że pomoże mi myć nóżki braciszka albo poda puder lub pieluszkę. Wtedy Filipek instruuje mnie, że muszę kłaść niżej chusteczki nawilżone, bo teraz ich nie sięgnie.
Filipuś uwielbia słuchać historyjek o tym jak sam był mały: jak raczkował (chodził jak piesek) i jak doił smoczka. Pewnego dnia, obudzi się zły i poszedł do kuchni, wyjął smoczka z buzi i sam wyrzucił go do kosza na śmieci a później, kiedy bawiliśmy się u tatusia w pokoju zobaczyliśmy przez okno śmieciarkę, jak opróżnia kosze i... zabiera smoczek Filipka. Tej opowieści mógłby słuchać na okrągło. Mówi: "Opowiedz mi jeszcze raz" i śmieje się z tego i śmieje.
Kiedyś zapytał się mnie, jak się rodzi dzidziusia?! Pyta się także, z kim on będzie jak ja będę w szpitalu. Zapewnia, że przyjedzie do mnie do szpitala z tatusiem. Byłam w szoku, że on nie boi się szpitala, że będzie chciał przyjechać.
3 lata, 5 miesięcy, 1 tydzień i 6 dni
27/28 tydzień ciąży
Filipek tak bardzo nie może doczekać się braciszka. Jest już taki duży, brakuje mu kompana do zabawy. Ciągle pyta, kiedy będzie lato, bo wie, że latem urodzę.
W sklepie rozpoznaje ubranka dla maluszków i pyta się, czy kupimy to dzidziusiowi. Chce także kupować dla braciszka maskotki, grzechotki, butelki. Gdy widzi akcesoria dla niemowląt pyta się, czy to przyda się dzidziusiowi.
Często pyta się co dzidziuś robi w brzuchu, czy bawi się autami. Obiecuje, że jak urodzi się pożyczy mu swoje samochody a jak braciszek nie będzie mógł dosięgnąć ogromnego ramienia dźwigu to go podsadzi. Będzie go też podrzucał w górę, bo Filipek bardzo lubi jak tatuś tak mu robi. Pyta się, czy dzidziuś będzie z nim się bawił i pomagał mu w szopce na ogródku. Gdzie będzie spał (zapowiedział, że z tatusiem), albo siedział w samochodzie. Pyta się, czy braciszek umie spawać. Opowiada o tym, że jak będzie lato i pojedziemy z dzidzią nad jezioro to Filipek będzie się kąpał a dzidziuś tylko z mostku będzie go obserwował, bo jest jeszcze za malutki, żeby moczyć nóżki.
Kiedy zaboli mnie brzuch, bo Franio w nim szaleje i powiem: "oła" natychmiast przybiega do mnie Filipek i pyta się: "Mamusia to dzidziuś puka?" i zaraz kładzie mi rączkę na brzuchu. Wieczorami głaszcze mój brzuch, przytula się i mówi, że bardzo mocno kocha dzidziusia.
Filipek z ogromnym zainteresowaniem słucha, gdy opowiadam mu, że będzie starszym braciszkiem, że pomoże pilnować Frania, żeby sobie krzywdy nie zrobił i żeby nie narozrabiał, że pomoże mi myć nóżki braciszka albo poda puder lub pieluszkę. Wtedy Filipek instruuje mnie, że muszę kłaść niżej chusteczki nawilżone, bo teraz ich nie sięgnie.
Filipuś uwielbia słuchać historyjek o tym jak sam był mały: jak raczkował (chodził jak piesek) i jak doił smoczka. Pewnego dnia, obudzi się zły i poszedł do kuchni, wyjął smoczka z buzi i sam wyrzucił go do kosza na śmieci a później, kiedy bawiliśmy się u tatusia w pokoju zobaczyliśmy przez okno śmieciarkę, jak opróżnia kosze i... zabiera smoczek Filipka. Tej opowieści mógłby słuchać na okrągło. Mówi: "Opowiedz mi jeszcze raz" i śmieje się z tego i śmieje.
Kiedyś zapytał się mnie, jak się rodzi dzidziusia?! Pyta się także, z kim on będzie jak ja będę w szpitalu. Zapewnia, że przyjedzie do mnie do szpitala z tatusiem. Byłam w szoku, że on nie boi się szpitala, że będzie chciał przyjechać.
3 lata, 5 miesięcy, 1 tydzień i 6 dni
27/28 tydzień ciąży
środa, 9 marca 2016
Szósty miesiąc
To już szósty miesiąc ciąży. Mdłości w końcu ustąpiły, jednak nadal nie czuję się super. Najbardziej przeraża mnie ból w kroczu. Nie mogę wtedy chodzić a gdy położę się ból wcale nie mija. Nie mogę ruszyć nogą, przekręcić się na bok, bo gdy próbuję to tak mocno boli jakby miało mi brzuch rozerwać. Czuję straszny ucisk. Już sama nie wiem dokładnie, w którym miejscu mnie boli: czy to krocze, czy podbrzusze. W poniedziałek miałam wizytę u ginekologa i wszystko jest w porządku. To niby macica powiększa się, ale w pierwszej ciąży nie odczuwałam takiego bólu, tylko trochę pod koniec ciąży. Cieszę się, że Maluszek często fika w brzuszku. Czuję się wtedy taka szczęśliwa i spokojna a kiedy jakiś czas jest cisza strasznie niepokoję się. Z moim samopoczuciem też jest różnie. Często opadam z sił, robi mi się słabo, duszno, ciężko, ledwo chodzę. Na pewno przyczyniła się do tego moja nadwaga sprzed ciąży, ale staram się być w ruchu. Do południa spaceruję z Filipkiem, natomiast po południu, kilka razy w tygodniu, spaceruję ok. 4 km. I nie wiem jak to jest, ale na razie w ogóle jeszcze nie przytyłam. Wciąż ważę dwa kilogramy mniej niż przed ciążą. Wieczorami jestem taka zmęczona, że z tego zmęczenia nie mogę usnąć do 2.-3. nad ranem a gdy zdarzy się, że usnę wcześniej to potem w dzień źle się czuję. Jestem tak skołowana, że po prostu lepiej funkcjonuję wtedy, kiedy w nocy nie śpię. Wszystko na odwrót.
Myślałam, że oczekując drugiego dziecka ciąża szybciej minie niż z pierwszym, bo człowiek pochłonięty jest opieką nad starszakiem i tak bardzo nie skupia się i nie myśli o ciąży, ale nic bardziej mylnego. Mnie tak bardzo, bardzo, bardzo dłuży się. Chciałabym, aby dzidziuś był już z nami. I Filipek również tak bardzo chce, żeby braciszek był już z nami. Często pyta się o brata, czy jest zdrowy, czy jest duży. Opowiada, że będzie leciutko bujał dzidziusia i przytulał, że będzie z nim łobuzował, ale mimo to, mam wrażenie, że to dla niego jakaś mrzonka, bo tyle mówimy o braciszku a jego wciąż jeszcze nie ma. Filipek jest już duży, chciałby mieć towarzysza do zabawy, przyjaciela. Kiedy wróciłam od lekarza, Filipek zaczął marudzić: "Mamusia! A ja już teraz chcę bawić się z braciszkiem!". Widać, nie tylko my nie możemy doczekać się GO.
24. tydzień ciąży
Filipek ma 3 lata, 4 miesiące, 2 tygodnie
Myślałam, że oczekując drugiego dziecka ciąża szybciej minie niż z pierwszym, bo człowiek pochłonięty jest opieką nad starszakiem i tak bardzo nie skupia się i nie myśli o ciąży, ale nic bardziej mylnego. Mnie tak bardzo, bardzo, bardzo dłuży się. Chciałabym, aby dzidziuś był już z nami. I Filipek również tak bardzo chce, żeby braciszek był już z nami. Często pyta się o brata, czy jest zdrowy, czy jest duży. Opowiada, że będzie leciutko bujał dzidziusia i przytulał, że będzie z nim łobuzował, ale mimo to, mam wrażenie, że to dla niego jakaś mrzonka, bo tyle mówimy o braciszku a jego wciąż jeszcze nie ma. Filipek jest już duży, chciałby mieć towarzysza do zabawy, przyjaciela. Kiedy wróciłam od lekarza, Filipek zaczął marudzić: "Mamusia! A ja już teraz chcę bawić się z braciszkiem!". Widać, nie tylko my nie możemy doczekać się GO.
24. tydzień ciąży
Filipek ma 3 lata, 4 miesiące, 2 tygodnie
środa, 17 lutego 2016
Półmetek!
Czuję się już całkiem dobrze. Są dni lepsze i gorsze, kiedy jest mi słabo, brakuje powietrza i mam wrażenie, że zaraz padnę, ale tych gorszych chwil jest zdecydowanie mniej. Okropne mdłości w końcu ustąpiły. Jednak nadal mam problemy ze spaniem. Czasami śpię w nocy tylko dwie godziny! Nie wiem skąd mam tyle siły, żeby w dzień normalnie funkcjonować. Ciąża jest już widoczna. Brzuszek mam całkiem spory. Poruszać się jest mi coraz trudniej. Ciężko jest mi schylić się, ubrać syna na spacer, robić zakupy (wtedy jest mi zawsze duszno), ciężko jest dźwigać torby z zakupami, wolniej chodzę. Wieczorami czuję straszne bóle krocza. Ciągnięcie w dół. Nie mogę wtedy chodzić, ponieważ tak boli. Ale lekarz mówi, że to normalne. I ten wszechogarniający strach o zdrowie maleństwa, ponieważ wyników nie mam dobrych: w moczu bakterie, morfologia taka sobie, hormon tarczycy zbyt niski, cukier znów wysoki!!!
Tyle wymęczyłam się podczas tej ciąży a jeszcze raz tyle przede mną. Zawsze chcieliśmy mieć z mężem troje dzieci, ale w tej sytuacji nie wiem, czy zdecyduję się na kolejne. Nie wiem, czy dałabym radę jeszcze raz przez to przechodzić. Staram nastawiać się na to, że być może to moja ostatnia ciąża, żeby czerpać z niej jak najwięcej przyjemności, radości, aby jak najwięcej zapamiętać, ale tak jest mi ciężko i psychicznie, i fizycznie. Może czas zagoi rany i wszystko się zmieni, ale na tą chwilę nie sądzę.
Od 19. tygodnia ciąży czuję ruchy Maleństwa! I dlatego teraz to wszystko stało się znośniejsze. Na początku, w dzień w ogóle nie czułam ruchów. Dopiero wieczorem, kiedy kładłam się spać, czułam delikatne muskanie w brzuchu. Teraz to już są porządne kopniaki. Cieszę się, że czuję ruchy Maleństwa, bo w końcu dociera do mnie to, że będę miała dziecko. Moje marzenia powoli realizują się. Wiem, że warto było, i jest, męczyć się i cierpieć.
Wczoraj byłam na usg w 4D. Byłam zaskoczona, jak wyraźnie widać było moje Maleństwo. Tak jakby to było normalne zdjęcie. Wszystko widziałam: jego buźkę, oczka, rączki, paluszki, stópki. Dzidziuś trzymał rączki cały czas przy buźce i zasłaniał się, albo za główką. Wygląda tak, jak Filipek tuż po urodzeniu. Ma podobną buźkę, usta i nosek. Szok. Mamy już stuprocentową pewność, że to SYN. Mój syneczek jest zdrowy jak rybka. Cudownie! Nie mogę doczekać się, kiedy Kruszynka będzie z nami. I reakcji Filipka na dzidziusia. Cieszę się, że rodzę latem. Całe lato będziemy spędzali na naszej działeczce.
21. tydzień ciąży
Tyle wymęczyłam się podczas tej ciąży a jeszcze raz tyle przede mną. Zawsze chcieliśmy mieć z mężem troje dzieci, ale w tej sytuacji nie wiem, czy zdecyduję się na kolejne. Nie wiem, czy dałabym radę jeszcze raz przez to przechodzić. Staram nastawiać się na to, że być może to moja ostatnia ciąża, żeby czerpać z niej jak najwięcej przyjemności, radości, aby jak najwięcej zapamiętać, ale tak jest mi ciężko i psychicznie, i fizycznie. Może czas zagoi rany i wszystko się zmieni, ale na tą chwilę nie sądzę.
Od 19. tygodnia ciąży czuję ruchy Maleństwa! I dlatego teraz to wszystko stało się znośniejsze. Na początku, w dzień w ogóle nie czułam ruchów. Dopiero wieczorem, kiedy kładłam się spać, czułam delikatne muskanie w brzuchu. Teraz to już są porządne kopniaki. Cieszę się, że czuję ruchy Maleństwa, bo w końcu dociera do mnie to, że będę miała dziecko. Moje marzenia powoli realizują się. Wiem, że warto było, i jest, męczyć się i cierpieć.
Wczoraj byłam na usg w 4D. Byłam zaskoczona, jak wyraźnie widać było moje Maleństwo. Tak jakby to było normalne zdjęcie. Wszystko widziałam: jego buźkę, oczka, rączki, paluszki, stópki. Dzidziuś trzymał rączki cały czas przy buźce i zasłaniał się, albo za główką. Wygląda tak, jak Filipek tuż po urodzeniu. Ma podobną buźkę, usta i nosek. Szok. Mamy już stuprocentową pewność, że to SYN. Mój syneczek jest zdrowy jak rybka. Cudownie! Nie mogę doczekać się, kiedy Kruszynka będzie z nami. I reakcji Filipka na dzidziusia. Cieszę się, że rodzę latem. Całe lato będziemy spędzali na naszej działeczce.
21. tydzień ciąży
poniedziałek, 25 stycznia 2016
Chłopiec?!
Aaaaaaaaa! Chyba jednak będziemy mieli drugiego syna! Ginekolog pokazał zdjęcie, na którym widać małego siusiaka, ale też jeszcze nie jest pewien na 100 %. Już oswoiłam się z myślą o córci a tu taka niespodzianka. Już sama nie wiem, czy to będzie chłopiec czy dziewczynka. Musimy czekać.
Dla dziewczynki wybraliśmy imię już 10 lat temu - Zuzia. Teraz dopiero będziemy mieli problem z wyborem imienia dla syna. Mnie podoba się Jakub, ale to imię jest już w rodzinie zajęte. Ostatecznie, moglibyśmy je wybrać, gdyż z tamtą rodziną nie widujemy się na co dzień, bo mieszkają daleko, więc nie byłoby problemu z komunikacją ;)
Jednak ostatnio podoba mi się także imię Mateusz, ewentualnie Bartuś albo Krzysiu, ale Romkowi nie. Jemu podoba się Franek, ale ja martwię się, że kiedyś dziecku może to imię nie podobać się. Wolałabym jakieś współczesne. Może macie jakieś pomysły?
Dla syna mamy już całą wyprawkę po Filipku: ubrania, kurtki, buty, pościel, zabawki itd. Filipkowi wszystko kupujemy nowe, oryginalne, wiec wszystko jest w bardzo dobrym stanie, jak nowe. Tylko musimy kupić nowy wózek.
A ja powoli zaczynam czuć się lepiej. Wiadomo, jeden dzień czuję się dobrze, drugi źle, ale ogólnie jest lepiej. Mam jeszcze mdłości, ale to już nie takie jak były. Mogę w miarę normalnie funkcjonować. Jednak szybko się męczę. Podczas wysiłku robi mi się słabo i dlatego czasami już nie mam tyle siły i cierpliwości do Filipka :( W nocy bywa rożnie: raz śpię a raz męczę się do 3. nad ranem. Często jak przez cały dzień dużo narobię się to wieczorem nie mogę chodzić. Czuję straszne kłucie w kroczu. Boję się. Brzuszek ciążowy już pokazał się - jest cudowny!!!! Emocjonalnie jestem tym wszystkim zmęczona. Jestem w czwartym miesiącu ciąży a czuję się tak, jakbym już od roku była w ciąży :(
Chciałabym, aby Kruszynka była już nami!!! Żeby była bezpieczna!!! Cała i zdrowa!!!
18. tydzień ciąży
Dla dziewczynki wybraliśmy imię już 10 lat temu - Zuzia. Teraz dopiero będziemy mieli problem z wyborem imienia dla syna. Mnie podoba się Jakub, ale to imię jest już w rodzinie zajęte. Ostatecznie, moglibyśmy je wybrać, gdyż z tamtą rodziną nie widujemy się na co dzień, bo mieszkają daleko, więc nie byłoby problemu z komunikacją ;)
Jednak ostatnio podoba mi się także imię Mateusz, ewentualnie Bartuś albo Krzysiu, ale Romkowi nie. Jemu podoba się Franek, ale ja martwię się, że kiedyś dziecku może to imię nie podobać się. Wolałabym jakieś współczesne. Może macie jakieś pomysły?
Dla syna mamy już całą wyprawkę po Filipku: ubrania, kurtki, buty, pościel, zabawki itd. Filipkowi wszystko kupujemy nowe, oryginalne, wiec wszystko jest w bardzo dobrym stanie, jak nowe. Tylko musimy kupić nowy wózek.
A ja powoli zaczynam czuć się lepiej. Wiadomo, jeden dzień czuję się dobrze, drugi źle, ale ogólnie jest lepiej. Mam jeszcze mdłości, ale to już nie takie jak były. Mogę w miarę normalnie funkcjonować. Jednak szybko się męczę. Podczas wysiłku robi mi się słabo i dlatego czasami już nie mam tyle siły i cierpliwości do Filipka :( W nocy bywa rożnie: raz śpię a raz męczę się do 3. nad ranem. Często jak przez cały dzień dużo narobię się to wieczorem nie mogę chodzić. Czuję straszne kłucie w kroczu. Boję się. Brzuszek ciążowy już pokazał się - jest cudowny!!!! Emocjonalnie jestem tym wszystkim zmęczona. Jestem w czwartym miesiącu ciąży a czuję się tak, jakbym już od roku była w ciąży :(
Chciałabym, aby Kruszynka była już nami!!! Żeby była bezpieczna!!! Cała i zdrowa!!!
18. tydzień ciąży
sobota, 23 stycznia 2016
Test glukozy
Ostatnio miałam wysoki poziom cukru we krwi - 97 mg/dL. Według starych przepisów mieściłam się w normie, ponieważ prawidłowy wynik był do 99. Ponoć niedawno zmieniono te ustalenia. Aktualnie prawidłowy poziom glukozy jest do 92 mg/dL. Zdziwiona byłam takim wynikiem, bo przecież ja nie przepadam za słodyczami. Czasami, jak upiekę ciasto to zjem, ale słodyczy wcale nie kupuję. Obawiałam się więc najgorszego, że będę musiała kłuć się cztery razy dziennie, żeby badać poziom cukru. A ja bardzo boję się igieł a widok krwi powoduje u mnie ciemne mroczki przed oczami... Test obciążenia glukozą ledwo zniosłam. Było mi strasznie niedobrze, słabo, omal nie zwymiotowałam. Ledwo się trzymałam. Myślałam, że nie dam już rady, ale bałam się, że będę musiała przechodzić przez to jeszcze raz więc wolałam jakoś przemęczyć się i wytrzymać. Dzięki Bogu, okazało się, że nie mam cukrzycy ciążowej!!!
Na szczęście teraz będę miała spokój z lekarzami i z przychodniami przez trzy tygodnie. A w połowie lutego muszę zrobić badanie moczu, morfologię, antygenu Hbs (żółtaczka) i nie wiem dlaczego test na HIV(?). Oprócz tego muszę zrobić badanie na TSH (tarczycę), FT4 i umówić się z endokrynologiem oraz ponownie zrobić badanie genetyczne...
17. tydzień ciąży
Na szczęście teraz będę miała spokój z lekarzami i z przychodniami przez trzy tygodnie. A w połowie lutego muszę zrobić badanie moczu, morfologię, antygenu Hbs (żółtaczka) i nie wiem dlaczego test na HIV(?). Oprócz tego muszę zrobić badanie na TSH (tarczycę), FT4 i umówić się z endokrynologiem oraz ponownie zrobić badanie genetyczne...
17. tydzień ciąży
środa, 6 stycznia 2016
Dziewczynka!
Zapisałam się na usg genetyczne. Byłam już przerażona, bo nie wiedziałam, czy z moim dzidziusiem wszystko jest w porządku a mój ginekolog niewiele mi na ten temat mówił. Zaczęłam podejrzewać, że może nie chce czegoś powiedzieć. Poza tym, ciągle czułam się tak okropnie, że bałam się, że coś jest nie tak.
W poniedziałek, 14. grudnia, pojechaliśmy na badanie genetyczne. Lekarz bardzo dużo czasu i uwagi poświęcił na badanie. Wszystko dokładnie pokazywał i omawiał. Usłyszałam to, co pragnęłam usłyszeć - mam zdrową dzidzię. Przewidywalny termin porodu to 25. czerwca.
Doktor zasugerował, że prawdopodobnie BĘDZIE TO DZIEWCZYNKA, ale gwarancji stuprocentowej nie daje, bo to jest jeszcze za wcześnie. Hihihi :) Trochę pospieszyłam się z tym usg, bo byłam w 12. tygodniu ciąży a gdybym poczekała tydzień lub dwa znałabym płeć dziecka na 100%. Jednak dla mnie to nie było istotne. Chciałam tylko dowiedzieć się, czy moje dziecko jest zdrowe.
Szczerze pisząc, nie brałam tego w ogóle pod uwagę, że może to być dziewczynka. Już mamy syna dlatego byłam przekonana, że teraz to też będzie chłopiec. Chociaż raz mi przeszło przez myśl, że może będę miała córeczkę, ponieważ jak byłam w ciąży z Filipkiem to czułam się dobrze, nie miałam żadnych dolegliwości. Natomiast teraz to jakaś masakra. Ale myśl ta szybko pojawiła się i szybko zniknęła. Cieszę się, niezależnie od płci. Jednak już zaczęłam nastawiać się na dziewczynkę.
No i niestety lekarz wykrył coś jeszcze - mięśniaka macicy myoma. Na razie guzek ma 3 cm, więc nie jest to problemem, ale jeśli mięśniak będzie powiększał się, może zagrażać dziecku, ponieważ przez niego dziecko może mieć mało miejsca, aby rosnąć :// Trzeba to kontrolować. Z jednej strony dobre wieści, ale z drugiej do końca nie mogę cieszyć się moim szczęściem.
Gdy przyjechaliśmy do domu powiedziałam Filipkowi, że prawdopodobnie będzie miał siostrzyczkę. Filipek posmutniał. Powiedział: "Ja nie chcę siostrzyczki. Chcę braciszka". Jednak wieczorem, gdy leżeliśmy już w łóżku, głaskał mnie po brzuchu, przytulał się do niego i w kółko powtarzał: "Ja bardzo mocno kocham dzidziusia. Bardzo mocno". Każdego dnia pyta się o dzidziusia: Czy widzi nas? Czy słyszy? Czy uśmiecha się? Co robi? Czy bawi się w brzuszku samochodzikiem? I snuje plany, że będzie pilnował dzidziusia i głaskał go, że nauczy go rysować, bawić się i, że pokaże jak kieruje się autem. Ciągle przytula się do mojego brzucha, czasem za mocno, aż mnie boli, ale mówi, że to dlatego, bo tak mocno kocha dzidziusia. A kiedy ja mówię, że dzidziuś cieszy się, że ma takiego fajnego braciszka i też mocno kocha go, Filipek bardzo się cieszy. Strasznie nie może doczekać się, kiedy dzidziuś będzie z nami. A przecież to jeszcze tak dużo czasu... Bardzo wzrusza mnie ten mój kochany, mądry synek.
A ja w dalszym ciągu czuję się tak samo- źle. Nie ma dnia albo wieczoru, żeby było ok. Ciągle mnie mdli i mdli. Nawet mam problem, aby przygotować jakiś obiad, bo kiedy poczuję intensywny zapach to od razu rzygać mi się chcę. Od trzech tygodni nie mogę spać. Kręcę się w nocy i kręcę, aż nerwicy dostaję. Normą jest, że zasypiam o 3. nad ranem. A potem w dzień jestem półprzytomna i zła bo nie mam kiedy odespać tych nocy. Jakby tego było mało mam grzybicę pochwy. Przyjmuję antybiotyk dopochwowy. Biorę także leki hormonalne na niedoczynność tarczycy. A teraz jeszcze ginekolog podejrzewa u mnie cukrzycę ciążową.
Nie mam spokojnej głowy. Zawsze coś.
Tak długo marzyłam o moim dziecku a kiedy zdawało się, że już nasze marzenie wkrótce się spełni tyle innych przeszkód pojawia się na naszej drodze. Nie ma pełni spokoju i szczęścia. Każdego dnia drżę o dzidziusia, o jego zdrowie i o siebie, że mi także coś się stanie. A ja przecież mam Filipka! Mam dla kogo żyć! Czuję strach, niepewność. Martwię się, czy wszystko zakończy się szczęśliwie :(
15. tydzień ciąży
Filipek ma 3 lata, 2 miesiące, 3 tygodnie
W poniedziałek, 14. grudnia, pojechaliśmy na badanie genetyczne. Lekarz bardzo dużo czasu i uwagi poświęcił na badanie. Wszystko dokładnie pokazywał i omawiał. Usłyszałam to, co pragnęłam usłyszeć - mam zdrową dzidzię. Przewidywalny termin porodu to 25. czerwca.
Doktor zasugerował, że prawdopodobnie BĘDZIE TO DZIEWCZYNKA, ale gwarancji stuprocentowej nie daje, bo to jest jeszcze za wcześnie. Hihihi :) Trochę pospieszyłam się z tym usg, bo byłam w 12. tygodniu ciąży a gdybym poczekała tydzień lub dwa znałabym płeć dziecka na 100%. Jednak dla mnie to nie było istotne. Chciałam tylko dowiedzieć się, czy moje dziecko jest zdrowe.
Szczerze pisząc, nie brałam tego w ogóle pod uwagę, że może to być dziewczynka. Już mamy syna dlatego byłam przekonana, że teraz to też będzie chłopiec. Chociaż raz mi przeszło przez myśl, że może będę miała córeczkę, ponieważ jak byłam w ciąży z Filipkiem to czułam się dobrze, nie miałam żadnych dolegliwości. Natomiast teraz to jakaś masakra. Ale myśl ta szybko pojawiła się i szybko zniknęła. Cieszę się, niezależnie od płci. Jednak już zaczęłam nastawiać się na dziewczynkę.
No i niestety lekarz wykrył coś jeszcze - mięśniaka macicy myoma. Na razie guzek ma 3 cm, więc nie jest to problemem, ale jeśli mięśniak będzie powiększał się, może zagrażać dziecku, ponieważ przez niego dziecko może mieć mało miejsca, aby rosnąć :// Trzeba to kontrolować. Z jednej strony dobre wieści, ale z drugiej do końca nie mogę cieszyć się moim szczęściem.
Gdy przyjechaliśmy do domu powiedziałam Filipkowi, że prawdopodobnie będzie miał siostrzyczkę. Filipek posmutniał. Powiedział: "Ja nie chcę siostrzyczki. Chcę braciszka". Jednak wieczorem, gdy leżeliśmy już w łóżku, głaskał mnie po brzuchu, przytulał się do niego i w kółko powtarzał: "Ja bardzo mocno kocham dzidziusia. Bardzo mocno". Każdego dnia pyta się o dzidziusia: Czy widzi nas? Czy słyszy? Czy uśmiecha się? Co robi? Czy bawi się w brzuszku samochodzikiem? I snuje plany, że będzie pilnował dzidziusia i głaskał go, że nauczy go rysować, bawić się i, że pokaże jak kieruje się autem. Ciągle przytula się do mojego brzucha, czasem za mocno, aż mnie boli, ale mówi, że to dlatego, bo tak mocno kocha dzidziusia. A kiedy ja mówię, że dzidziuś cieszy się, że ma takiego fajnego braciszka i też mocno kocha go, Filipek bardzo się cieszy. Strasznie nie może doczekać się, kiedy dzidziuś będzie z nami. A przecież to jeszcze tak dużo czasu... Bardzo wzrusza mnie ten mój kochany, mądry synek.
A ja w dalszym ciągu czuję się tak samo- źle. Nie ma dnia albo wieczoru, żeby było ok. Ciągle mnie mdli i mdli. Nawet mam problem, aby przygotować jakiś obiad, bo kiedy poczuję intensywny zapach to od razu rzygać mi się chcę. Od trzech tygodni nie mogę spać. Kręcę się w nocy i kręcę, aż nerwicy dostaję. Normą jest, że zasypiam o 3. nad ranem. A potem w dzień jestem półprzytomna i zła bo nie mam kiedy odespać tych nocy. Jakby tego było mało mam grzybicę pochwy. Przyjmuję antybiotyk dopochwowy. Biorę także leki hormonalne na niedoczynność tarczycy. A teraz jeszcze ginekolog podejrzewa u mnie cukrzycę ciążową.
Nie mam spokojnej głowy. Zawsze coś.
Tak długo marzyłam o moim dziecku a kiedy zdawało się, że już nasze marzenie wkrótce się spełni tyle innych przeszkód pojawia się na naszej drodze. Nie ma pełni spokoju i szczęścia. Każdego dnia drżę o dzidziusia, o jego zdrowie i o siebie, że mi także coś się stanie. A ja przecież mam Filipka! Mam dla kogo żyć! Czuję strach, niepewność. Martwię się, czy wszystko zakończy się szczęśliwie :(
15. tydzień ciąży
Filipek ma 3 lata, 2 miesiące, 3 tygodnie
niedziela, 13 grudnia 2015
Chwile grozy
To był ciężki, okropny, przerażający tydzień. Już powoli cieszyłam się, że z każdym dniem czuję się coraz lepiej, że powoli odchodzą mdłości i mija zmęczenie. W poniedziałek byłam u ginekologa. Wyniki mam słabe, ale jeszcze w normie i bakterie w moczu. Miałam robione kolejne usg. Z dzieciątkiem wszystko w porządku. Mam wrażenie, że na tym zdjęciu dzidziuś delikatnie uśmiecha się do mnie. I że jest bardzo podobny/a do tatusia. Byłam przeszczęśliwa.
Jednak zbyt wcześnie zaczęłam cieszyć się powrotem do formy. Kiedy tylko wróciłam od lekarza zaczęłam źle się czuć. Miałam przeogromne mdłości i nudności. Zimny pot oblewał moje ciało. Zero siły. A potem całą noc silne wymioty i ból podbrzusza a potem całego brzucha. Wiedziałam, że coś dzieje się niedobrego. Na drugi dzień również nie mogłam wstać z łóżka. Brak siły i uporczywe mdłości. Cały dzień leżałam i ryczałam z bezradności. Nawet nie miałam siły, żeby ugotować coś Filipkowi. Wieczorem pojechałam z Romkiem do lekarza rodzinnego a ten skierował mnie do szpitala. Z Filipkiem został mój tata. Kiedy czekaliśmy na izbie przyjęć zadzwonił wystraszony tata a w słuchawce tylko słyszałam przerażony krzyk i płacz Filipka! Tata mówił, że Filipek jest chory, że wymiotuje bardzo dużo... Drugi raz w życiu Filipek wymiotował. Wiedziałam, że się boi, że jest przerażony a mnie nie mogło przy nim być być!!! Jednak jego przypadłość dała do myślenia, że może oboje czymś się zatruliśmy. Dzięki Bogu, w szpitalu okazało się, że mój stan nie ma związku z ciążą, że to jakiś wirus i że mogę wrócić do domu. Jednak dalej nie najlepiej się czułam. Natomiast, na następny dzień, po Filipku nie było widać ani śladu choroby. W kolejnym dniu, kiedy myślałam, że już wszystko w porządku, Filipek zaczął znowu wymiotować. Pojechaliśmy więc do lekarza. Oboje dostaliśmy węgiel leczniczy na przeczyszczenie. Wieczorem bolał go bardzo brzuszek, ale opróżnił się i było lepiej. Po prawie tygodniu i mi przeszło, ale nie da się opisać, jakie przeżyłam chwile grozy. Momentami myślałam, że nie wytrzymam, że umrę, że nie donoszę, ale w najczarniejszych chwilach dawały mi siły i otuchy słowa mojego kochanego synka: "CIESZĘ SIĘ, ŻE MAM MAMUNIĘ"!
We wtorek czeka mnie badanie genetyczne. Brrr...
Filipek 3 lata, 1 miesiąc, 2 tygodnie i 5 dni
11. tydzień ciąży
KOCHAM
Jednak zbyt wcześnie zaczęłam cieszyć się powrotem do formy. Kiedy tylko wróciłam od lekarza zaczęłam źle się czuć. Miałam przeogromne mdłości i nudności. Zimny pot oblewał moje ciało. Zero siły. A potem całą noc silne wymioty i ból podbrzusza a potem całego brzucha. Wiedziałam, że coś dzieje się niedobrego. Na drugi dzień również nie mogłam wstać z łóżka. Brak siły i uporczywe mdłości. Cały dzień leżałam i ryczałam z bezradności. Nawet nie miałam siły, żeby ugotować coś Filipkowi. Wieczorem pojechałam z Romkiem do lekarza rodzinnego a ten skierował mnie do szpitala. Z Filipkiem został mój tata. Kiedy czekaliśmy na izbie przyjęć zadzwonił wystraszony tata a w słuchawce tylko słyszałam przerażony krzyk i płacz Filipka! Tata mówił, że Filipek jest chory, że wymiotuje bardzo dużo... Drugi raz w życiu Filipek wymiotował. Wiedziałam, że się boi, że jest przerażony a mnie nie mogło przy nim być być!!! Jednak jego przypadłość dała do myślenia, że może oboje czymś się zatruliśmy. Dzięki Bogu, w szpitalu okazało się, że mój stan nie ma związku z ciążą, że to jakiś wirus i że mogę wrócić do domu. Jednak dalej nie najlepiej się czułam. Natomiast, na następny dzień, po Filipku nie było widać ani śladu choroby. W kolejnym dniu, kiedy myślałam, że już wszystko w porządku, Filipek zaczął znowu wymiotować. Pojechaliśmy więc do lekarza. Oboje dostaliśmy węgiel leczniczy na przeczyszczenie. Wieczorem bolał go bardzo brzuszek, ale opróżnił się i było lepiej. Po prawie tygodniu i mi przeszło, ale nie da się opisać, jakie przeżyłam chwile grozy. Momentami myślałam, że nie wytrzymam, że umrę, że nie donoszę, ale w najczarniejszych chwilach dawały mi siły i otuchy słowa mojego kochanego synka: "CIESZĘ SIĘ, ŻE MAM MAMUNIĘ"!
We wtorek czeka mnie badanie genetyczne. Brrr...
Filipek 3 lata, 1 miesiąc, 2 tygodnie i 5 dni
11. tydzień ciąży
KOCHAM
wtorek, 24 listopada 2015
Strach
Wczoraj po raz pierwszy usłyszałam bicie serduszka mojego dzieciątka! Co za radość i szczęście! Chociaż tak długo na to czekałam, od początku uwierzyłam w ten Cud. W to, że to dzieje się naprawdę. Ciężko znoszę ciążę. Mam mdłości od rana do wieczora a przy tym straszne bóle w macicy, skurcze. Tak mocno ciągnie mnie w dół, że nawet nie mogę chodzić, bo tak boli. Ostatnie kilka dni były tragiczne. Bałam się już najgorszego... :(
Wizyta u lekarza i bijące serduszko uspokoiło mnie. Z Filipkiem nie miałam żadnych dolegliwości a teraz to jest jakaś masakra.
Filipek jest taki szczęśliwy, że będzie miał rodzeństwo. Kiedy tylko przyszłam do domu pytał się mnie: "Mamusia, dzidziuś jest zdrowy?". W kółko powtarza: "Bardzo mocno kocham dzidziusia".
Filipek ma 3 lata, 1 miesiąc
8. tydzień i 4 dzień ciąży
Wizyta u lekarza i bijące serduszko uspokoiło mnie. Z Filipkiem nie miałam żadnych dolegliwości a teraz to jest jakaś masakra.
Filipek jest taki szczęśliwy, że będzie miał rodzeństwo. Kiedy tylko przyszłam do domu pytał się mnie: "Mamusia, dzidziuś jest zdrowy?". W kółko powtarza: "Bardzo mocno kocham dzidziusia".
Filipek ma 3 lata, 1 miesiąc
8. tydzień i 4 dzień ciąży
sobota, 7 listopada 2015
O ciąży dowiedziałam się dzień po urodzinach Filipka. Z rana zrobiłam test. Ot tak sobie. Może z przyzwyczajenia, bo nadzieję straciłam już dawno. W tym dniu nie czułam się jakoś inaczej. Nic nie wskazywało na to, że wynik testu tak bardzo mnie zaskoczy. Zrobiłam ten test, niczego nie oczekując przecież tyle rozczarowań mnie już spotkało a tu niemalże natychmiast pokazały się dwie kreski! Byłam w szoku. Wcale na to nie czekałam. Zero nadziei a tu taka miła niespodzianka. Zaskoczenie. Łzy szczęścia płynęły strumieniami.
Półtora roku staraliśmy się. Tyle stresu, emocji, nerwów, płaczu nas to kosztowało. I wokół kilka ciąż. Strasznie serce mnie bolało. Zazdrościłam. Czułam się niewartościowa. Beznadziejna. Jak się okazało, nie mogłam zajść w ciążę przez niedoczynność tarczycy pomimo, że wynik nieznacznie odbiegał od normy. I dwa miesiące po wizycie u endokrynologa jestem w ciąży :)
Powoli objawy ciąży dają się we znaki. Jednego dnia wszystko jest ok. Tryskam energią i zapałem. Sprzątam, gotuję dwa obiady, bawię się z Filipkiem. A na następny dzień, nie mam siły zwlec się z łóżka. Od samego rana jest mi niedobrze, słabo. Mam mdłości i gdyby nie łyk zimnej wody to wymiotowałabym. Czuję się taka zmęczona, bez życia. Mam wrażenie, że usnęłabym na stojąco. Często wieczorami boli mnie brzuch w dole, jakby macica, czuję kłucie. Bolą mnie piersi. Bardzo szybko zasypiam. Ale i tak jestem bardzo szczęśliwa.
Moim rodzicom i siostrze pochwaliliśmy się wiadomością. Filipciowi jeszcze nic nie mówię, bo nie mógłby doczekać się. Dla nas dziewięć miesięcy to jak dla niego dziewięć lat ;) Ale czasami podpytuję się go, czy chciałby mieć braciszka lub siostrzyczkę to odpowiada, że tak. Proponuje, żebyśmy mu kupili brata albo siostrę. Mówi, że będzie go/ją trzymał, żeby nie upadł/a i jak będzie duży/a nauczy go/ją jeździć autem, odpalać silnik i że będzie z nim/nią spał. Rozczulam się strasznie...
Filipek ma już 3 lata, 2 tygodnie
Jestem w 6. tygodniu i 1.dniu ciąży
poniedziałek, 26 października 2015
Subskrybuj:
Posty (Atom)

