O mnie
- Magda
- Trzydzistoparolatka. Żona. Mama dwóch chłopców. Dzięki nim moje życie nabrało barw. Na blogu pragnę uwiecznić naszą (nie)codzienność. Chcesz do mnie napisać? Mój email: madzia435@gmail.com
Obserwatorzy
Online
poniedziałek, 1 kwietnia 2024
Zabieg
niedziela, 10 marca 2024
Pieprzyk
25 lutego mieliśmy jechać z Frankiem do szpitala, na operację. Ma duży pieprzyk z tyłu na plecach i na nim są zmiany. Musimy go usunąć. Rok czekaliśmy w kolejce. Byliśmy już przygotowani na to psychicznie i spakowani. W dniu wyjazdu Franiu obudził się z podwyższona temperatura. Na odziale powiedzieli, że gorączka automatycznie dyskwalifikuje go. Nie będzie zabiegu.
Rok czekania, niepewności, strachu i końca nie widać.
poniedziałek, 15 stycznia 2024
Złamana noga
niedziela, 24 grudnia 2023
Mój kochany synek
piątek, 3 lutego 2023
czwartek, 29 grudnia 2022
Podsumowanie roku 2022
poniedziałek, 17 października 2022
Operacja
środa, 31 sierpnia 2022
Tak cię kocham
środa, 29 grudnia 2021
Krótkie podsumowanie 2021 roku
W tym roku dwa razy byłam narażona na niebezpieczeństwo utraty zdrowia lub nawet życia. Pierwszy raz, kiedy lekarz przepisał tabletki po których utrciłam czucie w nogach, potem w nocy dusiłam się własnym językim... Bałam się śmierci. Kilka miesięcy bolały mnie nogi, "wykręcało" ręce. Drugi raz drżałam o swoje życie, gdy zaraziłam się koronawirusem Covid-19. Na początku nie wierzyłam, że to prawda, bo wszelkich zasad sanitarnych przestrzegałam. W dniu, w którym otrzymałam pozytywny wynik, już z trudem łapałam oddech. Bałam się o swoje życie. Nie miałam siły rozmawiać. Przez długi czas coś dusiło mnie w klatce piersiowej, plecy bolały tak jakby przejechał po mnie czołg i straciłam smak. Potem zaraził się mąż, a dzieci miały przez miesiąc kwarantannę i nie chodziły do szkoły.
Z pozytywnych rzeczy:
- Zdałam egzamin na prawo jazdy.
- Kupiliśmy nowy, wymarzony samochód.
- Pojechaliśmy z dziećmi na wczasy.
- R. wrócił z zagranicy na stałe.
- Znalazł dobrą pracę w naszej miejscowości.
- Ukończyłam studia podyplomowe z wynikiem bardzo dobrym.
- Uwielbiam moją pracę i czuję się spełniona.
- Mam wspaniałych i mądrych synów, którzy sprawiają, że codziennie uśmiecham się. Oboje zapatrzeni w mamę. Filipek ma wysokie wyniki w nauce, a Franio pierwszy rok chodzi do przedszkola. Ani jedenej łezki nie uronił. Zawsze uśmiechnięty. Żartowniś i gaduła.
Filipek 9 lat
Franek 5 lat
sobota, 26 czerwca 2021
Dumna
środa, 30 grudnia 2020
Krótkie podsumowanie 2020 roku
Pracuję w swoim zawodzie. Zawsze o tym marzyłam i chciałam to robić, ale brakowało mi odwagi, pewnosi siebie, wiary we własne siły i możliwości.
Początek był bardzo trudny. Już po tygodniu przyjechałam z pracy zapłakana i chciałam się zwolnić... Wytrwałam.
Lubię moją pracę. Dzięki niej rozwijam swoje pasje i zainteresowania. W tym roku miałam awans zawodowy. Praca dodała mi pewności siebie, podniosła samoocenę. Teraz czuję się spełniona w 100 procentach. Mam wszystko o czym zawsze marzyłam: dom, dzieci, rodzinę i pracę.
Poza tym:
Zapisałam się na studia podyplomowe.
Rozpoczęłam kurs na prawo jazdy.
R. znalazł bardzo dobrze płatną pracę.
Filipek odnosi sukcesy w szkole.
Franiu też sobie dobrze radzi w przedszkolu.
Wszyscy jesteśmy zdrowi.
Powrót taty
Długo czekaliśmy na ten dzień, kiedy tatuś wróci do nas. Dzieci stęsknione, przygotowały mnóstwo prezentów: pięknych laurek, rysunków i wierszyków. Przytulankom i buziakom nie było końca.
Franiu od dawna odliczał dni do przyjazdu taty. Rano, gdy tylko otwierał oczka, pytał się, kiedy przyjedzie tata. Potem przytulał mnie i całował. Wtedy mówiłam: "ale piękny dzień dzisiaj" a on oburzony odpowiadał: "taty nie ma a ty mówisz, że piękny dzień dzisiaj?!". Codziennie rysował coś dla R. i chował do koperty, żeby dać, gdy wróci. Mówił, że tata będzie szczęśliwy i da dużo buziaków. Codziennie rozmawialiśmy o tacie i wspominaliśmy np.: że tata robi najpyszniejsze na świecie gofry i naleśniki. Franiu planował, co mam przygotować na kolację, jak przyjedzie: gołąbki, sałatkę, pomidorki, ser i pepsi. W oknie wygladał za tatą. Często podkreśla, że jest tylko taty synkiem, małym R., że on to taty krew. Wieczorem nie chciał dawać mi już buziaków, bo musi trochę zostawić tacie.
Filipek jest skryty, ale bardzo uczuciowy i wrażliwy. Wylewał wiele łez z tęsknoty. Napisał na komputerze wzruszajacy list do taty. Tata pierwszy raz był nieobecny na urodzinach syna, ale przekazał kartkę z życzeniami dla niego i prezenty. Dobrze, że przez większość czasu pochłonięty był i jest nauką: zdalne lekcje, zadania domowe, czytanki. W szkole ma same szóstki i piątki. Lubi też uczuć Frania pisania literek, liczenia. Wieczorami czyta mu książeczki.
Mikołaj był u chłopców bogaty. Fillipek otrzymał telefon komórkowy, dwie piżamy, kubek Lego, grę Milionerzy i wspólnie z Franiem 1500 klocków Lego. Franiu dostał duży garaż samochodowy, dwie piżamy, kubek Lego, traktor i misia-przytulankę.
Filipek ma 8 lat i 2 miesiące
Franiu ma 4 lata i 6 miesięcy
czwartek, 3 września 2020
Powrót do szkoły
Nadszedł ten czas. Drugi syn poszedł do przedszkola. Już od dawna nie mógł się doczekać. Często pytał się: "Tata, zapisałeś mnie do przedszkola?". Niedawno, pojechaliśmy do miasta i Franiu wybrał sobie piórnik. Potem sam spakował przybory do piórnika i 10 razy dziennie przychodził do mnie lub do R. i mówił: "Zobaczmy, czy dobrze spakowałem się". Codziennie wychodził do przedszkola z uśmiechem. Kiedy z tatą podjeżdżał pod szkołę i wysiadł z samochodu mówił: "Tata już jedź, ja sam pójdę!". Kiedy mąż przyjechał po niego, wszystkie dzieci wychodziły ze szkoły zapłakane a on z uśmiechem. Na widok R. podniósł rączkę do góry i powiedział: "Cześć tata". Niestety, trzy dni pochodził i już jest chory. Ma 39 stopni goraczki.
Filipek również nie mógł doczekać się szkoły. Rozpoczął już naukę w drugiej klasie. Kiedy przyniósł ze szkoły 12 książek, całe popołudnie leżał, oglądał książki i mówił, że chciałby, żeby było już jutro, ponieważ chce do szkoły. Już na drugi dzień dostał szóstkę za czytanie.
Filipek skończył 7 lat i 11 miesięcy.
Franiu skończył 4 lata i 3 miesiące.
wtorek, 19 listopada 2019
Rozmówki Frania
- Ja chcę z mamą spać.
- Mamusia musi pracować...
- To mogę z tatą spać.
- Mama, Filip jest grzeczny.
- Filip oć (chodź).
-Kak (tak).
- Franiu chce ogurt ( jogurt).
- Franiu, chcesz bananka?
- Jutro zjem.
- Franiu, kogo jesteś synkiem?
- Tati. Tylko tati.
- Cooo?!
- Tati i mamy.
- Idę powiedzieć mamie (do Filipa).
- Tata, Franek mnie mocno bije!
- Nie!!! Leciutko biję.
- Mama, mogę tablet? Krótko będę grał.
- Franuś?
- Co łobuzie?
- Mama, gdzie tata poszedł?
- Jesteś Epciem.
- Ty jesteś Epciem!
- Kto tak pobrudził butami siedzenie w samochodzie? (Siedzenie przed Frankiem).
- Chyba Filip.
- Dlaczego na mnie krzyczysz?!
- Franek, jesteś niegrzeczny!
- Mama już będę grzeczny!!!
- Filip, chodź się przytul do mamy i taty.
- Nie.
- Filip, no chodź się przytul do mamy i taty! (Oburzony).
- Nie chcę. Ja buduję klocki.
- Jutro przytulisz się?
- Tak.
- Franuś, chodź spać.
- Nie chcę spać!!!
- Zobacz, na dworze już ciemno, gwiazdki świecą. Trzeba spać.
- Nie patrzę.
Franiu 3,5 roku.
Filipek 7 lat.
czwartek, 15 sierpnia 2019
Wakacje
Dzień wcześniej, chłopcy łobuzowali, dlatego mama wzięła Filipka do siebie, żebyśmy mogli się spokojnie spakować. Kiedy Filipek wrócił od mamy mówił, że u babci potknął się o duży kamień i przewrócił się. A teraz bolał go palec. Ale jeszcze bawił się u nas w ogródku, zrywał borówki z krzaczka i dopiero, gdy zaczęliśmy iść do domu, on zaczął kuleć. Najpierw myślałam, że udaje, bo Filipek jest wrażliwy i często wyolbrzymia różne "wypadki". Jednak gdy zobaczyłam jego stopę to stwierdziłam, że rzeczywiście mu spuchnęła. Wieczorem Filipek płakał z bólu przez wiele godzin. Nie mógł wstać i pójść do toalety. R. na rękach go nosił. We śnie jęczał z bólu. Nie mógł przekręcić się na bok. Rano pojechaliśmy do szpitala. Na prześwietleniu okazało się, że nie ma złamania kości i wróciliśmy do domu. W domu non stop smarowałam mu stopę maścią i robiłam zimne okłady. Parę dni Filipek nie mógł chodzić.
Potem byliśmy w szpitalu z Franiem. Kiedy szłam spać dotknęłam Frania a on był gorący jak piekarnik. Zmierzyłam temperaturę. Miał 39.2 stopni gorączki. Dałam mu syrop przeciwgorączkowy. Rano obudził się z gorącą główką, ale nie miał żadnych innych dolegliwości, więc postanowiłam jeszcze zaczekać z wizytą u lekarza. Dawałam mu cały czas syropy przeciwgorączkowe, ale one nie zbijały temperatury. W nocy zmierzyłam temperaturę a tu na termometrze pokazało się 39.5. Dwadzieścia minut później było już 40.3. O północy zadzwoniliśmy po pogotowie i Franuś pojechał z tatą do szpitala. Filipek obudził się i słyszał, co się dzieje. Tak krzyczał i płakał za braciszkiem. Do drugiej w nocy nie spał i przez łzy opowiadał, jakiego fajnego ma brata. Wspominał, jak nocami Franiu ucieka ze swojego łóżka i zakrada się do Filipa, żeby z nim spać... Rano pojechałam do szpitala z zakupami, kanapkami i obiadem. Filipek kazał wziąć dla Frania maskotkę-Rysia o którą często się kłócili. To przytulanka Filipka, ale Franiu również ją uwielbia. Franiu gdy zobaczył, że przywiozłam mu jajko- niespodziankę i deserki, aż trząsł się z głodu. Jednak niewiele zjadł. Był osłabiony i trochę odwodniony. Biedy chłopczyk. Wyniki miał dobre lecz wysoka temperatura utrzymywała się przez kilka dni.
Dobrze, że tata z kolegą zbudował chłopakom drewniany domek na ogródku. Domek jest megaogromny i ma dwa piętra. Chłopcy mieli dużo radości.
A ja zaczynam spełniać swoje kolejne marzenia...
piątek, 12 lipca 2019
Rozmówki
- Dziękuję Panu.
- Ja nie jestem pan. Ja jestem Franek.
- Jak było u babci?
- Fajnie było u babci. Bardzo, bardzo fajnie było u babci.
- Franiu, kochasz babcię?
- Tak.
- A kochasz dziadka?
- Tak. Wszystkich kocham.
- Bobo, nie krzycz na mnie.
- Franiu jest grzeczny chłopczyk. Mama jest ładna dziewczynka.
- Franiu, idziemy do domu?
- Nie, Franiu bardzo, bardzo, nie chce iść do domu.
- Mama, kupimy soczek dla Frania?
- Kupimy.
- I dla Filipka też kupimy.
- Nie, dla Filipka nie kupimy, bo jest niegrzeczny.
- Grzeczny jest Filipek.
- No to dla Filipka też kupimy.
- Bobo ja nie gadam głupoty ty gadasz głupoty.
- Bobo moja kolej. Twoja nigdy.
- Nie lubię cię.
- Mama, ładnie wyglądam?
Filip - Mama chcę kakao.
Franek - Bobo nie ma mleka.
- Jest!!!
- Bobo nie ma mleka, rozumiesz?
Filip:
- Pojadę jutro do babci, żeby odpocząć od was.
- Powiem to babci, nawet to sobie zapiszę.
Filip ma 6,5 lat
Franiu 3 lata
piątek, 21 czerwca 2019
wtorek, 14 maja 2019
Laureat. Zdrowie
Franio też już jest taki mądry, bystry chłopczyk. Mam wrażenie, że o wiele szybciej rozwija się niż Filipek w jego wieku. Jest bardzo samodzielny. Filipek jest delikatny i wrażliwy natomiast Franiu ma mocny charakter. Umie walczyć z Filipkiem o swoje. Kiedy się zdenerwuje potrafi zbić Filipka. Gdy szybko biegnie i przewróci się wcale nie płacze. Sam podniesie się, otrzepie rączki i biegnie dalej. Na spacerze nie chce wcale dać mi rączki. Kiedy dostał hulajnogę na dwóch kółkach, przez chwilę poobserwował jak Filip na niej jeździ i za moment on już też umiał. Naśladuje brata we wszystkim: kiedy Filip się przewróci to i Franiu przewraca się. Gdy Filip piszczy to on też musi. Naśladuje nie tylko jego zachowanie, ale i styl bycia. Chce być taki jak starszy brat i robi wszystko tak jak on: te same minki, uśmiechy. Powtarza jego słowa jak papuga.
Filipek, przed świętami wielkanocnymi, poważnie nam się rozchorował. Ni stąd, ni zowąd, obudził się w nocy i słyszał kroki. Obudził tatę i pytał się, czy to słyszy. A w domu była cisza jak makiem zasiał. Filipek strasznie bał się i całą noc nie spał. Nie wiedział, co się dzieje i nie rozumiał, że my nie słyszymy tego dźwięku. Rano był wyczerpany po nieprzespanej nocy. W dzień było w miarę spokojnie. Kiedy zbliżał się wieczór znów słyszał dudnienie w głowie. Płakał przerażony. W nerwach sam zbił się po głowie i mówił: "cicho bądź!". Spytałam się do kogo on tak mówi a on na to, że mówi tak do swojej główki, bo cały czas słyszy głośne stukanie w głowie. Jak widziałam jego strach i panikę, aż sama zaczęłam bać się. I zaczęliśmy jeździć wszędzie z Filipkiem po lekarzach prywatnie, ale nic nie przynosiło skutku. Nie było żadnej poprawy. Byliśmy u laryngologa, bo podejrzewaliśmy, że Filipek może ma uszy zapchane. W uszach nic nie było. Dodatkowo lekarz wsadził mu kamerkę przez nos, aż do gardła. Dobrze, że R. był z nami, trzymał Filipka za rękę, ponieważ ja nie mogłam na to patrzeć, bo bym zemdlała. A Filipek był bardzo dzielny. Nic nie płakał. Nawet był tym wszystkim zainteresowany. Zadawał pytania. Lekarz jakiś zator na tym prześwietleniu dojrzał, ale dał tylko mnóstwo kropli do nosa na alergię, bo wspomnieliśmy, że Filip jest alergikiem i nic poza tym. Potem umówiliśmy się do neurologa dziecięcego. Nawet nie przeprowadził z nami żadnego wywiadu na temat zdrowia dziecka a już rozpoznał zaburzenia zmysłów i dał skierowania do prywatnej przychodni na rezonans magnetyczny i eeg głowy. Po minucie wizyty, lekarz sugerował guza mózgu, albo tętniaka!!! Ciężkie mieliśmy chwile. Jak zobaczyłam w internecie jak wygląda badanie rezonansem przeraziłam się. Najgorszy to chyba ten hałas w tej maszynie. Tym bardziej, że Filipek jest lękliwym dzieckiem. Boi się głośnych dźwięków. Wystraszy się nawet hałasu na ulicy. Jestem przekonana, że nie wytrzymałby na tym badaniu. Przeżyłby horror. I tak czytałam o wskazaniach do tych badań, o tych strasznych chorobach, że wtedy głowa boli, występują wymioty albo omdlenia a u niego nic takiego nie miało miejsca. W końcu wyczytałam, że przyczyną dudnienia w głowie mogą być też chore zatoki. A on przecież od zawsze ma problem z zatokami. Ma zapchany nos a kataru nie ma, bo wiecznie ma w nosie obrzęk blokuje. I skoro laryngolog widział ten zator, czemu nie dał na to leku. I w święta wielkanocne z rana zadzwoniłam do pani doktor do której zawsze jeździmy z dziećmi. Przyjęła nas nawet w święta. Przepisała antybiotyk. Pod koniec brania tabletek uspokoiły się szumy u Filipka w głowie. Muszę przyznać, że jestem przerażona tym, co się dzieje w służbie zdrowia. Dziecko tylko cierpiało a my jeździliśmy od lekarza do lekarza prywatnie, byliśmy też w szpitalu i żadnej pomocy nie otrzymaliśmy. Czułam się taka bezradna, bezsilna, że nie mogłam mu pomóc. Nie da się opisać, co przeżyliśmy. Dobrze, że wszystko skończyło się szczęśliwie.
Filipek ma 6 lat, 6 miesięcy
Franiu ma 2 lata, 10 miesięcy
piątek, 28 grudnia 2018
Gorzkie żale na koniec roku
Ja miałam bardzo kochającą, troskliwą babcię i dobrego, ciepłego, zabawnego dziadka. Babcia i dziadek byli bardzo zaangażowani w nasz rozwój, wychowanie. Spędzali z nami bardzo dużo czasu. Interesowali się wnukami. Dbali o nas, kupowali ubrania i buty, opłacali moją szkołę. Zapraszali na obiady. Jak byłam mała, pamiętam, że przez całe wakacje u nich spałam i wcale nie chciałam wrócić do domu. Gdy urodziłam Filipka, moja babcia przelała wszystkie swe uczucia na niego. Tylko Filipek się liczył. Tylko o nim chciała rozmawiać. Zawsze, kiedy ich wspominam, łzy płyną po policzkach. Tęsknie.
Ì żal mi moich dzieci. Że oni takich cudownych uczyć, ciepła i bezgranicznej miłości dziadków nie doświadczą. Nie będą mieli takich pięknych wspomnień jak ja. Teściowie od lat nie interesują się nimi. Nie mamy żadnego kontaktu. A po własnych rodzicach tego bym się nie spodziewała. Kontakt jest, ale to chyba dla nich bardziej obowiązek niż przyjemność. Mama jest po 50., ale skupiona tylko na swoich chorobach. I wiecznie zmęczona. Odpoczywa w domu. Ma dziwne fazy. W jednym tygodniu przychodzi do dzieci prawie codziennie na godzinkę. Wypije kawę i idzie. A ludziom opowiada, że przychodzi mi pomagać, bawić! Potem moje dzieci nie widzą jej przez dwa tygodnie, albo lepiej. Na palcach można policzyć, ile razy, przez cały rok, zaprosiła moje dzieci do siebie. A potem i tak wszystko przeinacza. Na przykład: zimą, w zeszłym roku, mój tata przyszedł po Filipka trzy razy: na jej urodziny, na święta i na Dzień Babci, ale po paru miesiącach pamięć jej się zaciera i w kłótni wygaduje, że przecież całą zimę ojciec przychodził po niego. Albo dzwoni przed świętami, że tak bardzo chciałaby, żeby Filipek ubrał jej choinkę, ale wujek jest chory. Jakoś sześć lat był zdrowy i przez sześć lat nie prosiła Filipa, żeby przyszedł ubrać jej choinkę tylko sama ubierała. Mam wierzyć, że akurat teraz chciała wziąć go. Ot, takie pierdółki, ale tam mnie wk***, bo tak jest ze wszystkim! No, ale nieustannie porównuje się do teściów i dlatego ma spokojne sumienie.
I w święta dzieciaczki były same. To znaczy z nami. Ze mną i z R. Dzieci zadowolone, bo nie nauczone i nie przyzwyzajone, że ktoś inny nimi się zajmuje. Filipek odpoczywa od szkoły i cieszy się, że ma mamę przy sobie. Dzieci dostały wymarzone prezenty od Mikołaja i są szczęśliwe. Ładnie bawią się.
Ale mi serce pęka, że moje dzieci nie doświadczą takiej cudownej więzi i relacji jaką miałam ja... Że są sami na tym świecie. Mają tylko mnie i R.
czwartek, 6 grudnia 2018
U Filipka w zerówce jest nieciekawie. Wychowawczyni non stop bierze zwolnienia lekarskie. W efekcie nasze dzieciaczki nic nie robią. Bardzo są opóźnione z materiałem. Omija ich też wiele imprez i wydarzeń okolicznościowych. Jedynie raz byli w teatrze na przedstawieniu "Afryka Kazika". Pani bardzo często nie ma a gdy już jest to ciągle krzyczy na dzieci. Wcześniej kończą zajęcia, bo pani śpieszy się na autobus. Nie umie ich pilnować. Kiedy klasowy chuligan kopnął Filipka on poszedł powiedzieć jej to a pani na to, żeby nie skarżył. Rodzice już wystosowali do dyrektora pismo z prośbą o zmianę nauczyciela. Co będzie? Zobaczymy. Półrocze zmarnowane...
Od ostatniej choroby, Filipek przez tydzień był zdrowy i potem znów zachorował. Dostał antybiotyk. Podczas przyjmowannia leku nastąpila poprawa. Jednak, kiedy skończyl przyjmować antybiotyk, zaledwie po dwóch dniach, wszystko nawróciło. Ten okropny, męczący, suchy kaszel i zapchany nos, pomimo braku kataru. Zadzwoniłam do alergologa a on przez telefon poinstruował mnie, co robić, jakie leki należy podać dziecku. Leki na receptę, ale miałam je w domu, bo kiedyś przepisał, aby w razie duszności podać. W tym samym dniu kaszel minął! Oczywiście, pojechaliśmy na wizytę kontrolną i Filipek ma zmienione leki przeciwalergiczne. Od tamtej pory zdecydowanie lepiej się czuje. Przytrafiają się jakieś drobne infekcje, ale najgorsze chyba już za nami. Raz był przeziębiony i strasznie kichał, ale podałam mu Rutinoscorbin i maść rozgrzewającą Depulol na noc i przez weekend dolegliwości minęły. Innym razem miał dwa dni gorączkę, ale to też szybko minęło. Podejrzewam, że poprzednie dolegliwości to również były na tle alergicznym a chłopak męczył się ponad dwa miesiące i pewnie niepotrzebnie przyjmował antybiotyki.
Wczoraj w nocy do moich chłopców przyszedł Mikołaj. Filpek dostał segregator i sztywną podkładkę do kartek. Nie wiem, czy wspominałam, ale Filipek ma ogromny talent plastyczny. Wszystko pięknie narysuje, przeróżne pojazdy, ilustracje z książek a także odzwierciedla rzeczywistość. Kiedyś, podczas spaceru, widzieliśmy jak wózek widłowy przesuwa kiosk ruchu. Gdy tylko przyszliśmy do domu to Filipek od razu to narysował. Albo ostatnio, kiedy dostał maskotkę-słodziaķa z Biedronki od razu wykonał piękny rysunek. Codziennie robi mi albo R. piękne laurki z wyrazami miłości, serduszkami, kwiatkami. Najpiękniejsze prace trzyma w segregatorze. Z poprzednoego już mu kartki wypadały, więc bardzo ucieszył się, że Mikołaj przyniósł mu nowy segregator. Filipek dostał także grę Kalambury, słodycze, bluzkę, dwie sztuki spodni. Natomiast Franiu mazaki, bluzkę i spodnie. Po południu Mikołaj przyszedł do nas do domu i niektóre prezenty wręczył osobiście. Gdy poszedł, Filipek mówił, że to nie był prawdziwy Mikołaj, że to pan przebrał się, bo miał maskę i takie dziwne poliki hahaha... :)
Filipek ma 6 lat, 1 miesiąc, 1 tydzień
Franek ma 2 lata, 5 miesięcy, 1 tydzień