O mnie

Moje zdjęcie
Trzydzistoparolatka. Żona. Mama dwóch chłopców. Dzięki nim moje życie nabrało barw. Na blogu pragnę uwiecznić naszą (nie)codzienność. Chcesz do mnie napisać? Mój email: madzia435@gmail.com

Obserwatorzy

Online

wtorek, 3 lutego 2015

Zatruwają mi życie!

Nie wierzę! Po roku czasu, "babusia" przypomniała sobie Filipka!!! Zadzwoniła do Romka zapytać się o wnusia!
Jakoś przez rok, Filipek wcale jej nie interesował. Nie dzwoniła. Nie odwiedzała. Gdy widziała nas na mieście nawet nie podeszła przywitać się, tylko głowę w drugą stronę odwracała! Jakby był to ktoś obcy. 
Nie wiem, czy sumienie ją ruszyło, czy co? Chociaż nie sądzę, żeby miała sumienie, bo sumienie nie pozwoliłoby jej tyle czasu czekać. Rok czasu nie myślała o Filipku. Nie tęskniła. Nie interesowała się, czy jest zdrowy, czy chory, jak się rozwija, czy może czegoś nie potrzebuje itd. 
I niespodziewanie zadzwoniła z pytaniem... czy możemy się wszyscy spotkać? 
Jakoś nie mam ochoty jej więcej na oczy widzieć. Poznałam już jej prawdziwe oblicze: jest zimna jak lód, obłudna, dwulicowa, fałszywa. Wszystko, co robi, robi na pokaz. Jest tylko pozornie moralna, jak jest w Kościele a poza nim potrafi ludzi zmieszać z błotem, jak mnie: "Co Romek sobie za żonę wziął?" Chorowałam potem przez nią parę miesięcy. 
Nie pozwolę robić z Filipka małpki cyrkowej. Raz, na chwilę, "babcia" pojawia się a potem znika na wiele miesięcy, a nawet na rok. Mało to przez nich Filipek płakał, bo nie znał ich, bał się i stresował? Dzieci na kilometr wyczują fałsz i obłudę. Jakoś w relacjach z innymi ludźmi nie ma tego problemu. Gdy w końcu poznał ich i zaakceptował oni znowu zniknęli. I co, teraz od nowa, po raz kolejny, ma poznawać "babcię" i "dziadzia"? A gdzie oni byli jak ich potrzebował? Jak chciał wyjść na spacer albo pobawić się? Gdzie byli, jak był chory? Jak miał urodziny? Jak był Mikołaj? Robili zakupy w naszym osiedlowym sklepie i nawet na chwilę nie zaszli. Na ulicy głowę w drugą stronę odwracali. Użycie w stosunku do nich słowa: "babcia" i "dziadek" to profanacja. Nigdy nie byli dziadkami dla mojego syna. Nigdy Filipek nie usłyszał od nich ciepłego słowa. Nigdy nie pobawili się z nim. Nigdy nie wzięli na ręce. Nie pocałowali w policzek. 
A teraz mają jakieś widzimisię i znowu trzeba będzie uczyć Filipka, że ma trzecią babcię? Co mam mu powiedzieć? Że nagle z nieba spadła? Ciekawe, na jak długo znowu nim się zainteresują? Na parę tygodni, czy może dwadzieścia minut wystarczy? A potem, co powiem synowi, jak znikną a on zapyta się, gdzie jest "baba"? 
Zresztą sama nie jestem w stanie z nimi normalnie rozmawiać, uśmiechać się i udawać, że wszystko jest w porządku, że nic się nie stało. Kiedyś byłam miła i po mnie jeździli a teraz już się nie dam. Nawet planuję wrócić do prastarej formy "pani" w stosunku do teściowej. Jakoś nigdy matką mi nie była, ani babcią dla mojego syna. Przez dziewięć lat naszego małżeństwa słowo "mamo" nie przeszło mi przez gardło. 
Poza tym jej poglądy na temat relacji pomiędzy rodzicami, dziadkami a dzieckiem są przerażające. Kiedyś, jak jeszcze nie mieliśmy dziecka, cały czas obrabiali dupę bratu Romka i jego żonie. Wiecznie powtarzali, że ich dziecko jest niedobre, rozpuszczone, że jest chuliganem. My z Romkiem śmialiśmy się z tego. Nie traktowaliśmy tego poważnie. Nie mieliśmy dziecka, więc skąd mielibyśmy wiedzieć, jak bardzo takie słowa mogą ranić? Raz powiedzieć to można, czy dwa, ale im krytyka nie schodziła z ust. Druzgocące jest to, że u nich również teściowie nie biorą udziału w życiu wnuka, w wychowaniu, gdyż mieszkają oni daleko. Widują się raz na parę miesięcy a i tak dupę potrafią młodym obrobić. I jeszcze winią tamtych teściów nie siebie, że ich dziecko jest rozpuszczone, bo: "dziadkowie budują z nim klocki, jak dzieci". Według nich, dziadkom nie przystoi bawić się z wnukami! Zarówno u nas jak i u nich nie angażują się w wychowanie a tylko potrafią pouczać, wytykać błędy i oceniać. Chociaż do nich teściowa nigdy nie była tak bezpośrednia jak do mnie. Ich obgaduje za plecami. Chociaż myślę, że z drugiej strony to trochę ich podziwia i jest dumna z tego, że są oni bardzo religijni, niemalże fanatycy, nie tak jak my z Romkiem. 
Dziecko jest tylko dzieckiem. Ma prawo do zabawy, beztroski, swobody! Strach pomyśleć, co byłoby, gdyby chcieli często odwiedzać Filipka. Filip jest bardzo grzecznym i spokojnym dzieckiem, ale i tak nie wiadomo, co im mogłoby przyjść do tego pustego łba. 
Nie chcę znać tych ludzi. Nie są oni nam potrzebni do szczęścia. Na szczęście, jesteśmy samodzielni i niczyjej łaski nie potrzebujemy. Nie musimy tańczyć tak, jak nam zagrają. Nie wiem, co myśli na ten temat Romek... W zasadzie, to jest JEDYNY powód naszych kłótni. My nie kłócimy się na inne tematy! Boję się, że prędzej czy później, nasze małżeństwo rozpadnie się właśnie przez teściów. 
2 lata, 3 miesiące, 1 tydzień i 3 dni

10 komentarzy:

  1. Przykre bardzo , nie zazdroszczę Ci.... ja mam zupełnie odwrotnie teście aż za bardzo interesują się wszystkim i wnuczką.
    Ale bardzo często są pomocni, mogę na nich liczyć w każdej chwili.... bardziej niż na własnych rodziców..........

    Trzymaj się... :*

    OdpowiedzUsuń
  2. kurcze śliski temat...ja mam bardzo podobnie, jedni dziadkowie sporadycznie interesują się wnukami, na szczęście mój mąż nie naciska na nadmierne kontakty z nimi.A u Was?jeśli się zgodzisz to postąpisz wbrew sobie i Filipek nie będzie wiedział z kim tak naprawdę ma do czynienia, jak się nie zgodzisz na spotkanie to kryzys w małżeństwie może Was dopaść.Ciężka sprawa, musisz sama wszystko przemyśleć i przetrawić.
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chcę mieć z tymi ludźmi do czynienia. Nieraz przekonałam się jacy są zimni, obłudni i fałszywi.
      Romek nie naciska, wie jak jest. Powtarza, że lepiej, żeby Filipek nie miał wcale babci niż miałby patrzeć jak faworyzuje tylko jednych wnuków a innych omija z daleka. Właśnie on doświadczył tego w dzieciństwie i bardzo cierpiał. Jednak zdaję sobie sprawę, że jest mu bardzo, bardzo ciężko i przykro.

      Usuń
  3. Rozumiem ze ejstes zla na zaistniala sytuacje ale popatrz teraz z drugiej strony na wszystko. Co bedzie za kilka lat? Pisalas wczesniej ze nei chcesz nic od tesciow tylko tego by sie zainteresowali Filipkiem i jak w koncu chca sie spotkac to nie chcesz tego. Moze warto dac jescze jedna szanse? Najpierw powiedziec ze oczywiscie zgadzasz sie na spotkanei alee pod warunkiem ze obiecuja regularnie spotkac sie z filipkiem bo Maly sie przywiazuje do nich. Jesli dalej chca pojawiac sie raz na jakis czas to powied ze to jest ostatnia sznsa i wiecej nei dostana.
    Za kilkanascie lat bedziesz mogla z czystym sumieneim na pytanei Filipka dlaczego nei spotyka sie z babcia odpowiedziec ze to ona nei hciala, jak zakazesz teraz spotkan- tesciowa moze obrac takty "to mama nei chciala sie spotykac i dlatego wnuczku Cei nei odwiedzalam".
    Trudno znalezc rozwiazanei w tej sytuacji ale separacja od dziadkow to tez nei jest za dobry pomysl...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Absolutnie, nie uwierzę w ich szczere intencje. Szans na spotykanie się z Filipkiem mieli milion razy, jak nie więcej. To nawet na ulicy nas omijali.
      Trochę źle napisałam - to nie jest tak, że przez rok nim się nie interesowali, ale przez całe jego życie. Odkąd urodził się. W pierwszym roku życia ciągle tylko kręcili, kombinowali, wymyślali przeróżne, żenujące powody, dlaczego nie mogą nas odwiedzić. A po roczku Filipka wyluzowali. Całkiem sobie odpuścili.
      A ich słowa są g... warte. Tyle naobiecywała teściowa pomocy przy dziecku albo zwykłych odwiedzin. Umawiała się na dwa miesiące z wyprzedzeniem a przyjeżdżała po czterech miesiącach. Szkoda gadać. I jaki przykład miałby mój syn z ich zachowania? Nauczyliby go tylko chamstwa, cwaniactwa, kombinatorstwa itd. Myślą, że jak jest mały to od razu głupi. Wcale nie mają do niego, do nas, szacunku.

      Usuń
    2. To jest Twje zycie i wierze ze zrobisz tak jak uwazasz i ze bedzie to dobra decyzja ;)

      Usuń
    3. Ehhh, jak zwykle... skończyło się tylko na ich gadaniu.

      Usuń
  4. Faktycznie w tej sytuacji ciezko jest sie dopatrywac pozytywnych aspektow tego naglego zainteresowania Wami... Mam nadzieje ze to nie kolejny raz na chwile tylko tym razem bedzie inaczej. Trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wierzę w ich szczere intencje. Nie wierzę, że z dnia na dzień zmienili się. Że ot tak sobie, nagle zaczęli myśleć o Filipku, tęsknić, kochać. Oni przecież nawet go nie znają. NIC o nim nie wiedzą. To byłoby absurdalne. Oni serca nie mają.

      Usuń