Dziewczyny dziękuję Wam za modlitwy za mojego dziadka, za wsparcie, za to, że byłyście ze mną w tych trudnych chwilach, naprawdę było mi to bardzo potrzebne. Dobrze jest wiedzieć, że zawsze można na Was liczyć!
Zmęczeni i przytłoczeni tymi ciężkimi wydarzeniami, marzyliśmy z Romkiem, aby święta były już spokojne, bo przecież, ile człowiek jest w stanie jeszcze znieść? Chcieliśmy spędzić święta w rodzinnym gronie, chcieliśmy odpocząć, nic nie robić a tu szykują się kolejne uroczystości rodzinne i to dwie. Chrzciny Michałka i... ślub mojej siostry.
Początkowo miały być tylko chrzciny, ale ksiądz nie wyraził zgody, ponieważ Monika z Piotrem nie mają ślubu. Monika poprosiła mnie na matkę chrzestną Michałka. Zgodziłam się, choć zrobiłam to wbrew sobie. Nie dlatego, że nie chcę zostać chrzestną, ale dlatego, że nie chcę mieć w ogóle do czynienia z księżmi i Kościołem. Nie chcę rozwodzić się na ten temat, powiem tylko tyle, że kiedyś byłam osobą bardzo religijną. Teraz nadal wierzę, tylko, że w Boga a nie w Kościół i dlatego już nie praktykuję. Wszystko się zmieniło, kiedy zaczęłam bliżej zgłębiać tematy religijne, ponieważ napisałam pracę magisterską właśnie w tej tematyce. Studia i książki otworzyły mi oczy na wiele spraw. Poznałam Kościół z takiej strony, z jakiej na co dzień nie zna się Kościoła, albo nie chce się znać, ze strachu, czy przez jakieś przesądy czy inne zabobony. Stąd moja niechęć do Kościoła... Gdybym właśnie odmówiła bycia chrzestną, raczej nikt nie zrozumiałby mojej motywacji, byłoby, że Magda wydziwia, że chce wszystkich skłócić i chyba nie miałabym po co, pokazywać się w rodzinnym domu. Więc zgodziłam się, wbrew moim przekonaniom.
A z Moniki i Piotra ślubem to były "przeboje", bo oni chyba coś od dawna planowali, ale w tajemnicy przed rodzicami. Monika mówiła rodzicom tylko o chrzcinach, natomiast mi o jednym i drugim, więc rodzice nic nie wiedzieli,pomimo tego, że była ona u rodziców z synkiem prawie przez tydzień, w tym samym czasie, co my byliśmy. A jej chłopak w ogóle ani razu po pracy nie zajechał, czy nawet jak miał wolne, żeby zobaczyć syna, żeby może coś siostrze pomóc i przede wszystkim, żeby porozmawiać z moimi rodzicami, poinformować ich o zamiarach i coś uzgodnić a rodzice tylko ode mnie dowiadywali się.
Nasza rodzina nie za bardzo może pogodzić się z wyborem przyszłego męża przez siostrę. Piotr ma około 30 lat, wykształcenie ma ponoć podstawowe i całe życie pracował tylko na polu gdzieś u jego rodziny. Teraz pracuje w budownictwie. Od samego początku jak przyjeżdżał do Moniki, był... strasznie brudny, śmierdział kilkudniowym potem. Jego odór unosił się w całym mieszkaniu, aż mama nie mogła wytrzymać i ... zwróciła mu uwagę, aby poszedł do łazienki i się umył. Chyba normalny człowiek spaliłby się ze wstydu a on, gdzie tam. Po jakimś czasie oni rozstali się, potem wrócili do siebie i zamieszkali u moich rodziców. Mieszkali tam pół roku a on w tym czasie w ogóle nic w domu nie zrobił: ani razu nie zmył naczyń, nie poszedł do pieca napalić, nie skosił trawy i jeszcze często miał pretensje do siostry, że obiad jest z jednego dania a nie z dwóch i ta mu ciągle usługiwała. I często kombinował, gdy wracał z pracy, ledwo trzymał się na nogach, a raczej nie trzymał, tylko pijany wisiał na ogrodzeniu. Mama była przerażona, bo, jak mówi, nasz młodszy brat ma 15 lat, a nigdy ojca nie widział pijanego, a ten tak bardzo często. I powiedziała mu to a on wkurzył się, zaczął wrzeszczeć, że nie będzie tutaj mieszkał i do mojej siostry krzyczał: "idziesz, czy zostajesz?!" A Monika pobiegła z nim. Mimo, że to miało miejsce kilka lat temu, on ma nadal do wszystkiego takie podejście, nadal mu wszystko zwisa. Jak spojrzy się na nich, to wygląda to tak, jakby między nimi była jakaś różnica klasowa. Moja siostra zawsze jest ładnie ubrana, wymalowana a on... masakra!
Nawet teraz rodzice mówili nam po cichu, że uważają, że nic z tego nie będzie, że dają Monice pół roku, że ona jeszcze przejrzy na oczy i przekona się, jaki jest jej chłopak i jeszcze wróci do domu. Rodzice opowiadali, że nieraz Monika, gdy przyjeżdżała do nich, bez powodu zaczynała płakać, a gdy oni pytali, o co chodzi, to ona nic im nie mówiła, kryła chłopaka. Rodzice podejrzewają, że stąd też jej wysokie ciśnienie. Już pod koniec ciąży zaczęła mieć nadciśnienie i teraz też ciągle ma. Rodzice myślą, że to przez niego, przez stres, przez nerwy, że sama tam siedzi u jego rodziców ze wszystkim i nie ma jej kto pomóc. I podejrzewają, że dlatego też dziewczyna straciła pokarm w piersiach, bo gdy mama pojechała tam, do wnuka, to Piotr w ogóle nie zaproponował jej nic picia a do mamy zaczął skarżyć na Monikę, że ona nic nie je. A mama z ripostą do niego, że siedzi tutaj już tyle godzin i nie widziała, żeby on zapytał się Moniki, czy ona coś zje, czy napije się, a jak ma to zrobić, jak ciągle zajmuje się dzieckiem a on nawet jej nic nie poda, nie pomoże. Kiedy więc ona ma zjeść. Rodzice nie wierzą w to małżeństwo a ja wspieram siostrę, chociaż podzielam ich obawy.
A Michałek, mój siostrzeniec, jest cudownym dzieckiem. Jutro już będzie miał dwa miesiące. Jak już wyżej napisałam, siostra przyjechała z nim, na prawie tydzień czasu, do rodziców. W całym domu zagościł zapach niemowlaczka. Michałek był naprawdę bardzo grzeczny. Jednak na początku, po jednym dniu spędzonym z Michałkiem, byłam tak okropnie zmęczona. Wcześniej nie zdawałam sobie sprawy, że przy niemowlaczku jest tyle obowiązku, że trzeba co chwilę go doglądać, pieluszkę zmieniać, biegać szybko, żeby mleko mu odgrzać, albo picie, żeby nie płakał, bo on przecież jest za malutki, żeby zrozumieć, że mleko już się grzeje, że będzie za minutkę, czy dwie. Przy takim maluszku trzeba być 24 godziny na dobę. Byłam naprawdę w szoku, nigdy zresztą nie miałam kontaktu z takim maleństwem. Ale w kolejnym dniu, zostałam wrzucona na głęboką wodę. Rodzice z siostrą pojechali do innego miasta pozałatwiać sprawy a ja zostałam sama z Romkiem i miałam zająć się opieką nad Michałkiem. Byłam przerażona, bo nawet nie wiedziałam, jak wziąć tę maleńką kruszynkę na ręce, żeby jej krzywdy nie zrobić. Jednak szybko połapałam się co i jak. Mleko przygotowałam dla niego wcześniej, gdy Michałek jeszcze spał i gdy tylko obudził się, mleko akurat ostygło do odpowiedniej temperatury i malec dostał od razu jeść. A Romek bez najmniejszego problemu i obaw zaczął zmieniać maluszkowi pieluszkę. Fajnie wyglądał, jak go przewijał. Potem daliśmy Michałaka do wózeczka i chłopczyk dalej spał. Wcale nie płakał. A jakie piękne ma oczka, jak już fajnie próbuje z ciocią "rozmawiać", gaworzy: "a guuu" i jaki ma słodki uśmiech. Pokochałam go bardzo, bardzo mocno i ten jego piękny zapach niemowlaczka.
Mam nadzieję, że nie zanudziłam Was wywodami. A Wy co o tym wszystkim myślicie? Czy czasami lepiej jest się wtrącać, czy uszanować ich decyzję?
O mnie
- Magda
- Trzydzistoparolatka. Żona. Mama dwóch chłopców. Dzięki nim moje życie nabrało barw. Na blogu pragnę uwiecznić naszą (nie)codzienność. Chcesz do mnie napisać? Mój email: madzia435@gmail.com
Obserwatorzy
Online
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą religia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą religia. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 21 listopada 2011
poniedziałek, 13 kwietnia 2009
I po świętach
Święta minęły, chociaż dla mnie nie miało większego znaczenia, że to były święta. Najważniejsze jest to, że R. nie musiał jechać do pracy i mogliśmy ten czas spędzić wspólnie. Przygotowań świątecznych też żadnych nie robiłam, nawet nie malowałam jajek, tylko zrobiłam trochę więcej zakupów i po raz kolejny porządki w szafie. Musiałam oddać znowu za duże ciuchy. Schudłam 20 kg, cały czas wymieniam garderobę i mam z tym olbrzymi problem. Ubrania, które teraz kupuję, po miesiącu znów robią się luźne. Od kilku tygodni ruszam się jeszcze więcej, ponieważ pogoda jest cudowna i cały czas chudnę :))
A do Kościoła nie chodzę, nawet w święta. Mam pomieszane w głowie, mam mnóstwo wątpliwości i pytań na które muszę znaleźć odpowiedź. Kiedyś byłam osobą bardzo religijną, w każdą niedzielę chodziłam do Kościoła a latem na piesze pielgrzymki do Częstochowy. Wszystko zmieniło się. A kiedy jeszcze miałam pisać pracę magisterską na temat związany z Kościołem i zaczęłam zbierać materiały, wgłębiać się w lektury, doznałam szoku. Zdałam sobie sprawę jaki Kościół jest obłudny, zakłamany, pełen nienawiści i zawiści do osób które mają inne zdanie. Nie chodzę do Kościoła, ponieważ nie wierzę w Kościół, w księży. Wierzę w Boga.
Święta spędziłam odpoczywając, oczywiście aktywnie. Spacerowaliśmy bardzo dużo z mężem po lesie, biegaliśmy, jeździliśmy rowerami. Wieczorami oglądaliśmy filmy, co zdarza nam się bardzo rzadko, bo zazwyczaj po bieganiu od razu bierzemy prysznic i szybko zasypiamy ze zmęczenia. Byli także u nas moi rodzice z bratem i miło spędziliśmy czas. A Wam Kochane jak minęły święta? Pozdrawiam Was słonecznie :))
Subskrybuj:
Posty (Atom)