O mnie

Moje zdjęcie
Trzydzistoparolatka. Żona. Mama dwóch chłopców. Dzięki nim moje życie nabrało barw. Na blogu pragnę uwiecznić naszą (nie)codzienność. Chcesz do mnie napisać? Mój email: madzia435@gmail.com

Obserwatorzy

Online

sobota, 7 grudnia 2013

Filipek w szpitalu!!!

Przez ostatnie dni, tak bardzo bałam się o mojego synka... 

We wtorek, 3.12.13., kiedy Filipek obudził się po południowej drzemce, był bardzo gorący. Myślałam, że za mocno okryłam go kołderką i dlatego zgrzał się. Zaczęliśmy bawić się, ale Filipek nie był sobą. Był rozdrażniony, każdą zabawką zaczynał  nudzić się po kilku sekundach. Nie mógł znaleźć sobie miejsca. Marudził i stale przytulał się do mnie. Poszliśmy więc do kuchni i zaczęłam dawać mu posiłek. Kiedy pocałowałam go w czoło, poczułam, że coś jest nie tak, że w dalszym ciągu jest gorący. Zmierzyłam mu temperaturę i okazało się, że ma 39, 5 stopni gorączki! Nieźle wystraszyłam się. Podałam mu czopek i położyłam Niunię spać. Od razu usnął. Obudził się po 3. nad ranem z płaczem. Podeszłam pogłaskać go po czółku a on był gorący jak piekarnik. Był bardzo spocony. Jego ciałko niemalże rozpływało się. Nie da się tego opisać. Wystraszyła się. Szybko wzięłam go do siebie na łóżko i zmierzyłam temperaturę. Termometr pokazał ponad 39. stopni gorączki. Dałam Filipkowi ponownie czopek i pić. Był bardzo spragniony. Wypił pół kubka wody. I leżeliśmy razem u mnie w łóżku, czekałam, aż poczuję, kiedy temperatura zacznie spadać. Kiedy główka zrobiła się trochę chłodniejsza, troszkę uspokoiłam się i położyłam go do łóżeczka. 

W środę, o 7. rano,  znów Filipek był bardzo gorący.  Jednak nie zmierzyłam temperatury, bo nie miałam czasu, tylko dałam mu czopek i szybko pobiegłam z nim do lekarza. Lekarka stwierdziła, że Filipek ma lekko zaczerwienione gardło więc przepisała antybiotyk i kazała w dalszym ciągu zbijać temperaturę. Stosowałam się do jej zaleceń. Jednak nic Filipkowi nie pomagało, nawet antybiotyk! Wręcz przeciwnie. Wcale nie można było zbić tej wysokiej gorączki!!! Pod wieczór, Filipek leżał taki blady, siny pod oczami, bezwładny. Próbował raczkować, ale nie dał rady!!! Nie miał siły!!!! Podniósł tylko lekko główkę i za chwilę ją opuścił. Zmierzyłam mu temperaturę. W kilka sekund, na termometrze pokazało się 40,3 stopni gorączki!!! Byłam przerażona! Spanikowałam. Nie wiedziałam, co robić. Dla Filipka musiałam być silna, więc ukrywałam przed nim swój strach i łzy. Szybko podaliśmy mu z Romkiem czopek i położyliśmy zimny okład na czoło. Filipek leżał dalej bezwładny i blady. Oczka miał takie spuchnięte i sine. Po jakimś czasie, poczuliśmy że rączki robią się chłodniejsze, położyliśmy więc go do łóżeczka a on zaraz usnął. Ledwo minęły 2-3 godziny od podania czopka a on dalej miał ponad 40 stopni gorączki! Nie wiedziałam co robić, gdyż następny czopek można podać po co najmniej sześciu godzinach a tu zaledwie minęły może 3 godziny. Tak bardzo bałam się. 
Całą noc stałam koło łóżeczka i głaskałam go, modląc się, aby było już rano, bo chciałam jak najszybciej znowu pójść do lekarza. 

W czwartek, 5.12.13, dostaliśmy skierowanie do szpitala. Do szpitala zawiózł mnie tata z mamą. Romek, gdy tylko dowiedział się, że jedziemy do szpitala, urwał się szybko z pracy i przyjechał do nas. Kiedy lekarze zaczęli badać Filipka, oglądać go i dotykać Filipek bał się i płakał. A to był dopiero początek. Lekarz stwierdził, że Filipek powinien zostać, że trzeba zrobić badania... Zaczęło się: liczne ukłucia, pobieranie krwi, badanie uszów, moczu itd. Filipek przeraźliwie płakał. Łzy leciały mu po rozpalonych policzkach a mi serce pękało, ale musiałam być silna dla niego. Trzymałam go za rączkę, głaskałam po główce, całowałam po czółku. Potem Filipek, już na sam widok białego fartucha, albo gdy go tylko kładliśmy go, reagował płaczem, bo już wiedział, co go czeka. Do badań, zawsze przecież musiał leżeć. 
Dobrze, że w tym wszystkim Romek był razem z nami. Na pobyt w szpitalu  zupełnie nie byłam przygotowana. Nie wzięłam ze sobą najpotrzebniejszych rzeczy: ani talerzyka, sztućców, ani niczego do jedzenia dla Filipka, ani dla siebie. Romek poszedł do miasta i wszystko dla nas kupił. Sama nie mogłabym przecież ruszyć się, wyjść nawet na chwilę, bo gdy tylko Filipek zaczynał tracić mnie z oczu, od razu zanosił się płaczem. Zresztą nie mogłabym zostawiać Filipka samego, w tym obcym miejscu. Wszystkie wyniki badań wychodziły dobrze, więc nie wiadomo było, co jest Filipkowi. A synek leżał taki smutny, wycieńczony. Tak mi żal go było, że taki malutki a już tak musi cierpieć i walczyć. Romek był z nami do wieczora a potem pojechał do domu. Noc była koszmarna. Filipek jest nauczony, że zawsze ma ciszę jak śpi a w szpitalu było bardzo głośno... Wszystko go budziło. Pielęgniarki głośno gadały na korytarzu i przez to budził się co chwilę i płakał. Potem ktoś kichnął i Filipek obudził się taki wystraszony i płakał bardzo głośno. Długo nie mógł się uspokoić. Potem na sekundę przysnął i zaraz znów w płacz, bo serduszko jego jeszcze mocno biło wystraszone. Potem jakieś dziecko płakało, albo ja usiadłam na skrzypiący fotel i znów to samo. Masakra. Zarówno ja jak i Filip oka nie zmrużyliśmy.

Rano, w piątek, byłam wyczerpana. Miałam strasznego doła.  Marzyłam, aby w końcu wyjść do domu, bo miałam wrażenie, że Filipek tu nie dojdzie do zdrowia. W dalszym ciągu nie wiedziałam co jest Filipkowi. Dalej miał gorączkę, ale już nie taką wysoką. I zwątpiłam w Romka, w to, że on do nas przyjedzie. Zadzwoniłam do niego a tu... głucha cisza. Myślałam, że będę z tym wszystkim sama, że będzie miał nas w d... Ledwo powstrzymywałam się od płaczu. Martwiłam się, jak ja odgrzeję obiad Filipkowi, jak ja ruszę się z sali, przecież nie zostawię go tam samego. Po jakimś czasie zadzwonił, że jest w drodze! Był u nas przed 8. rano. Romek wziął z domu ubrania na przebranie, owoce dla Filipka, dla mnie zrobił pyszne bułeczki, wziął herbatę. Potem wyskoczył kupić dla nas obiad na mieście. Bardzo pomagał mi przy Filipku. Czytał z nim książki, nosił, usypiał. Cieszyłam się, że w tak trudnych chwilach jest z nami.  Było mi raźniej i Filipkowi na pewno też. Filipek czuł się coraz lepiej. Raz miał gorączkę, ale już nie 40 stopni, raz nie miał. Kiedy temperatura była mniejsza, prawie na całym oddziale  było słychać Filipka. Był zadowolony, skakał po całym łóżeczku i tylko wołał: "tata, tata" a gdy Romek odszedł na chwilę złościł się na niego. Z łóżeczka zaglądał przez szybę do innych dzieci. Zaczepiał je, pukał do nich w szybę, robił im papa. Tego dnia zwolniło się miejsce w bursie szpitalnej, więc tam  przenieśliśmy się i Romek mógł zostać z nami na noc. Na szczęście, Filipek nie miał już gorączki i było już zdecydowanie ciszej, więc synek przespał całą noc. Usnął o 19. a obudził się dopiero przed 8. rano.

Kiedy, w sobotę, synek dostał wysypkę na brzuszku, lekarze byli pewni, że Filipek przeszedł tzw. "trzydniówkę". Trzydniówka charakteryzuje się wysoką temperaturą, ale zazwyczaj trwa trzy dni. W naszym przypadku trwała aż pięć dni. Przed południem dostaliśmy wypis ze szpitala i szczęśliwie wróciliśmy do domu. Filipek jeszcze nie doszedł do siebie, jeszcze jest rozdrażniony i przemęczony, ale już śpi w domku, w swoim bezpiecznym łóżeczku. 

Mój mąż w najczarniejszych chwilach w moim życiu nigdy mnie nie zawiódł. Zawsze był  przy mnie i mnie wspierał. Wykazywał się czułością, troską i oddaniem. 

W szpitalu dojrzałam mały wierzchołek, prawej, dolnej dwójki. To już siódmy ząbek! 
Rok, 1 miesiąc, 1 tydzień i 6 dni

3 komentarze:

  1. Biedny Filipek, przykro mi, że musieliście przez to przejść. Chore dziecko to najgorsze co może spotkać rodzica, dobrze, że już jest lepiej i że to nic poważnego. Zdrowia dla Małego życzę!

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytając to miałam łzy w oczach. Jak czytam takie historię od razu myślę o mojej E. są przecież w tym samym wieku. My też przeszliśmy trzydniówkę, ale łagodniejszą bo temperatura była o dziwo niska a wysypka wręcz niezauważalna. Oby teraz zdrówko wam dopisało. My od października walczymy z kaszlem i nic. Cały czas go ma już nie wiem co mam jej dać. Dziś zrobię syrop z cebuli i zobaczymy czy teraz pomoże. Pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
  3. Jejku brzmiało to wszystko bardzo strasznie, ale cieszę się, że już jesteście szcześliwi w domku ;*

    OdpowiedzUsuń