O mnie

Moje zdjęcie
Trzydzistoparolatka. Żona. Mama dwóch chłopców. Dzięki nim moje życie nabrało barw. Na blogu pragnę uwiecznić naszą (nie)codzienność. Chcesz do mnie napisać? Mój email: madzia435@gmail.com

Obserwatorzy

Online

piątek, 8 lutego 2013

Dziewczyny, dziękuję za słowa wsparcia i otuchy! Fajnie, że mogę  wygadać się Wam szczerze, wyżalić się i że chcecie mnie słuchać! Dziękuję też za liczne e-maile! Dziękuję za to, że jesteście! 
Czasami, chciałabym gdzieś wyjechać, na tydzień czasu i odpocząć, ale nie mam zamiaru odchodzić od męża. Owszem, czasami Romek potrafi być chamem, numer jeden na świecie, ale w głębi serca jest naprawdę bardzo dobrym człowiekiem i kilka kłótni niczego tu nie zmienia. Nie przekreśla wielu wspaniałych chwil i lat. A ja naprawdę, czasami, potrafię być bardzo zrzędliwa i myślę tylko o sobie i swoim zmęczeniu a zapominam, że Romek też ma prawo tak się czuć. 
On od półtora roku nie miał żadnego dnia wolnego od pracy. Dopiero, kiedy narodził się synek, wziął urlop. A Filipek przewrócił nasz świat do góry nogami. Trudno nam było odnaleźć się w nowych rolach... Romek żyje w ogromnym pędzie. Życie przecieka mu miedzy palcami. Do pracy wstaje po 4. rano. Codziennie, robi mi pyszne śniadanie: bułeczki a z boku, na talerzyku, poobiera mi jabłka ze skórki i pokroi w ósemki mimo, że setki razy mówiłam mu, aby nie szykował mi żadnych śniadań tylko, żeby zrobił dla siebie śniadanie i je zjadł.
Pracę ma bardzo odpowiedzialną. Sprawuje nadzór nad pięciuset osobami. Zdarza się, że śniadanie, które szykuje sobie do pracy, zjada dopiero, kiedy wraca do domu, w pociągu, po godzinie 17. Po drodze do domu, robi jeszcze zakupy. Gdy wpada do domu, zostawia tylko torby z zakupami i od razu wychodzi z psem na spacer, bo od rana nie był. Gdy wraca ze spaceru, jest już grubo po 18. i od razu wspólnie kąpiemy syna, bo jest on już marudny i chce spać. I to jest jedyny ich czas, spędzony razem, bo po kąpieli, ja karmię syna i usypiam już na noc. W tym czasie, Romek robi dla nas kolację i idzie się kąpać. Chwilę dla siebie mamy po 19. a przed 21. idziemy spać, bo po 4. rano, znów trzeba wstać. W nocy, Romek też wiele razy wstaje do Filipka, by podać mu smoczka, czy zmienić pieluszkę. I tak cały czas w pędzie. Dzień za dniem, tydzień za tygodniem... Stąd te stresy, stąd te nerwy. Byle do wiosny...

Dziewczyny, planujemy kolejną, życiową rewolucję. Chcemy sprzedać nasze mieszkanie i kupić mieszkanie w naszej, rodzinnej miejscowości. Zawsze byłam przekonana, że tutaj, gdzie obecnie mieszkamy jest "te" nasze miejsce na ziemi. Jednak, odkąd pojawił się Filipek, nie jestem wcale tego taka pewna. Tutaj, nie mamy nikogo: zero znajomych, zero przyjaciół, zero rodziny. Romek wraca późno z pracy i sami z Filipkiem, całe dnie, bylibyśmy skazani tylko i wyłącznie na siebie. A dziecko potrzebuje do prawidłowego rozwoju rodziny, babci, dziadka. Jetem przekonana, że Filipek byłby szczęśliwszy, gdyby oni uczestniczyli w jego życiu, tak jak w moim uczestniczyli moi dziadkowie, bo spotkanie raz w miesiącu to zdecydowanie za mało.  I ja tutaj, teraz, jestem zupełnie uziemiona. Nawet na chwilkę, nie mam z kim, zostawić synka. Mamy pieska a to też jest obowiązek. Mieszkamy na 4. piętrze i ten tłok, hałas za oknem. To właśnie przed naszym blokiem, samochód potrącił mnie i Romka, na przejściu dla pieszych. A tam, życie toczy się spokojnym rytmem... Myślę, że tam, byłoby mi lżej. A planujemy przecież jeszcze drugie dziecko :)
U nas ostatnio chorowicie. Zaczęło się od Romka. Potem przyjechała do nas mama, na kilka dni i zaraziła się od niego a na samym końcu ja. Biorę antybiotyk. Dobrze, że pomimo tego, synkowi nadal smakuje moje mleczko. Mam nadzieję, że Filipek jakoś uchowa się od choroby.