O mnie

Moje zdjęcie
Trzydzistoparolatka. Żona. Mama dwóch chłopców. Dzięki nim moje życie nabrało barw. Na blogu pragnę uwiecznić naszą (nie)codzienność. Chcesz do mnie napisać? Mój email: madzia435@gmail.com

Obserwatorzy

Online

poniedziałek, 5 marca 2012

W zeszłym tygodniu pogoda była bardzo wiosenna. Jednak ja nie byłam w radosnym nastroju. Czułam znużenie, zmęczenie. Od kiedy zrobiłam testy ciążowe, musiałam zweryfikować wszystkie plany.  Przestałam ćwiczyć. Dlatego dni zaczęły mi się tak bardzo dłużyć. Byłam nieco przygnębiona. W parku zaczęło pojawiać się coraz więcej ludzi, z wózkami, z dziećmi, z rodzinami, a ja spacerowałam sama z Dzióbkiem i czułam się taka samotna. I na co dzień też jestem ciągle sama. Romek wraca z pracy dopiero przed 18. A ja tutaj nie mam nikogo bliskiego, nikogo znajomego. Nie mam z kim pogadać, pospacerować.  Nie mam z kim, podzielić się moim szczęściem, zapytać się o radę. Nikt mnie nie odwiedza, nie zapyta  się, jak się teraz czuję, jak sobie radzę, czy może mi w czymś pomóc. Byłam  sfrustrowana i bardzo tęskniłam za moją rodziną.
W czwartek, z tego powodu, pokłóciliśmy się z Romkiem. Wiem, że on nie jest niczemu winien, ale stało się. Romek dla świętego spokoju poszedł spać do drugiego pokoju. Zabolało mnie to. Podjęłam decyzję, że tak łatwo nie dam mu się przeprosić. W nocy wyłączyłam komórkę i przez cały następny dzień, kiedy on był w pracy,  miałam wyłączony telefon.
W piątek, gdy przyjechał z pracy, wszedł do mieszkania, uklęknął w przedpokoju i wyciągnął zza pleców, piękną, czerwono-żółtą różę :) i zaczął  przepraszać mnie za wczorajsze zachowanie. Śmiesznie to wyglądało. Oczywiście, nie mogłam już dłużej się gniewać, mocno wyściskałam go. Romek mówił, jak bardzo tęsknił, za mną, nie mogąc porozmawiać ze mną, chociaż przez chwilę, przez telefon.  Po powrocie, miał takie uczucie,  jakby nie widział mnie, przez kilka dni. Następnie, zaprosił mnie na pizzę :) Chyba sto lat nie jadłam pizzy, bardzo, bardzo mi smakowała.
W sobotę rano, wzięliśmy Dzióbka i poszliśmy na spacer do parku a potem do weterynarza, na szczepienie przeciwko wściekliźnie, parwowirozie a także odrobaczyć Dzióbka. Romek trzymał Dzióbka a ja musiał się odwrócić, bo nie mogłam patrzeć, jak lekarz wbija igłę w Dzióbka. A Dzióbeczek na stole trząsł się jak galareta, jednak zastrzyku wcale nie poczuł. W nagrodę, dostał od weterynarza, medal za odwagę. Po powrocie szykowałam obiad. Zrobiłam paszteciki z mięsem i kapustą a Dzióbeczek, jak zwykle, na progu kuchni, obserwował swoją panią. Po obiedzie, trochę odpoczywaliśmy przed telewizorem a potem znowu poszliśmy z Dzióbkiem na spacer do parku i po mieście. Po spacerze zrobiliśmy się tacy zmęczeni i senni, więc leniuchowaliśmy w łóżku. Wieczorem znowu byliśmy na spacerze. Potem zaczęliśmy oglądać jakiś film, ale nie dotrwaliśmy nawet do połowy, tylko poszliśmy spać.
W niedzielę, pojechaliśmy do miasta, na zakupy. Kupiliśmy od razu bilet powrotny, więc na zakupy nie mieliśmy zbyt wiele czasu. Zresztą nie chcieliśmy wracać późno, bo przecież na następny dzień, Romek wcześnie wstaje do pracy a chciał jeszcze wykorzystać trochę niedzieli, na odpoczynek i na przygotowanie się do pracy. Najpierw poszliśmy do KFC na frytki, surówkę i kurczaka. Potem chodziliśmy po sklepach w poszukiwaniu wiosennych ubrań. Romek kupił dla siebie 3 koszule i bluzkę a ja sobie kupiłam 1 koszulę w kolorową kratkę i trzy bluzki z krótkim rękawkiem oraz kolorową, wiosenną, apaszkę. A potem szybko poszliśmy na pkp. Gdy wróciliśmy, Romek wyszedł od razu z Dzióbem na spacer a ja zrobiłam kawę i przygotowałam surówkę z pomidorów, cebuli  i z jogurtem naturalnym. Po tej podróży byłam tak zmęczona, że przewrotnie, nie mogłam zdrzemnąć się, tylko leżałam. Potem miałam zachciankę na  kakao, niestety nie mieliśmy w domu. Romek wyskoczył do sklepu. Napiliśmy się ciepłego kakao, zjedliśmy jabłka i poszliśmy spać. Tym razem, spałam jak zabita.
Ze względu na mnie, Romek wziął w tym tygodniu służbę 24-godzinną, z czwartku na piątek. W piątek, po służbie, będzie wcześniej w domu i chce, żebyśmy od razu pojechali na weekend do moich rodziców. A ja, jak zawsze, widzę jakieś problemy. Z jednej strony chcę tam pojechać, bo tęsknie za nimi a z drugiej strony nie chcę jeszcze dzielić się z rodziną, wiadomością o ciąży, bo jeszcze nie byłam u lekarza. A wizyta dopiero w przyszłym tygodniu. Wydaje mi się, że głupio będzie, powiedzieć im o tym, dopiero jak wrócimy od nich, ale za nim nie będę miała potwierdzenia od lekarza, nie chcę z nikim dzielić się tą wiadomością. Poza tym, jestem przekonana, że będzie tak, że zanim ja otrzymam potwierdzenie od lekarza, już całe moje rodzinne miasteczko, będzie wiedziało o tym, że jestem w ciąży. Bo mamie coś powiedzieć, to zaraz wszyscy ludzie o tym wiedzą. W sumie, ona powie tylko babci a babcia dalej... Nie chcę robić z tego żadnej tajemnicy, ale najpierw chcę pójść do lekarza. Dlatego nie wiem, czy jechać do nich, czy nie.