Tydzień znowu, nie wiadomo kiedy, minął. Planu, związanego ze zdrowym odżywianiem, ściśle trzymam się. Już przyzwyczaiłam się do tego jedzenia i nie mam zachcianek. Jak sobie pomyślę, ile mojej ciężkiej pracy, włożonej w ćwiczenia, poszłoby na marne, to od razu odechciewa mi jeść :)
Ćwiczę codziennie, poza sobotą, bo to jest jedyny dzień, kiedy chcę relaksować się i wypoczywać. Na orbiterku, raz zrobię 10 km, innego dnia 5. A kiedy raz, dopadło mnie zniechęcenie, zadzwonił do mnie mąż z pracy, pochwalić się, że właśnie przebiegł na bieżni 7 km. Od razu, bez wahania, wskoczyłam na orbiterek i zrobiłam 10 km. Nie mogłam być gorsza :) To jest taka, nasza, zdrowa rywalizacja.
Dzisiaj byliśmy z mężem na basenie i w saunie. Na basen, zawsze chodziliśmy rano, bo rano jest mniej ludzi. Przychodziliśmy zaledwie kilka minut po godzinie 8. i za godzinę, płaciliśmy 22 złote. Dopiero w zeszłym tygodniu, kasjerka powiedziała nam, że gdybyśmy przyszli te 5 minut wcześniej, to płacilibyśmy o połowę mniej. Więc dzisiaj zerwaliśmy się przed 7. i za tą samą cenę, co zawsze, byliśmy godzinę dłużej. Dlatego też skorzystaliśmy z sauny. Kiedyś chodziliśmy do sauny infrared. To taka terapia kolorami. Tam temperatura osiąga ok. 60 stopni C. Natomiast dzisiaj byliśmy w saunie mokrej. Wydaje mi się, że w saunie mokrej, jest dużo lepiej. Jest tam strasznie parno, że nawet nie widać, kto siedzi na ławeczce obok, i kapie na ciebie gorąca woda. Sesja rozpoczyna się przy temperaturze 50 stopni C i z czasem, podnosi się do 90 stopni. Fajne wrażenia. Czytałam, że podczas takiej sesji, spala się 900 kalorii, to tyle, ile podczas 10-kilometrowego biegu.
W tym tygodniu wyciągnęłam stare pamiętniki z dzieciństwa.Wróciło do mnie wiele wspomnień i tych przyjemnych i tych smutnych. Zaczęłam tęsknić za tamtymi czasami, za niektórymi koleżankami, za tamtą beztroską. Moje dzienniki są również, a raczej przede wszystkim, pamięcią po dziadku i po prababci. Pamięć ludzka jest krótka, nie sposób zapamiętać, wszystkich chwil, spędzonych z nimi. A w moich dziennikach jest wiele wpisów związanych z dziadkiem i prababcią. Jest to świadectwo, ich bycia, życia i miłości.
Zaczęłam przepisywać moje pamiętniki na laptopie. Chciałabym je wszystkie przepisać, bo mają ogromną wartość sentymentalną, ale nie wiem, czy mi się to kiedykolwiek uda. To nie są zapiski cotygodniowe. Kiedyś pisałam każdego dnia, od 10. roku życia. Wyobraźcie sobie, ile tomów mam tego... Wydaje mi się to syzyfową pracą... :(
Miłego wieczoru!