W sobotę poszliśmy z Dzióbeczkiem na spacerek do lasu. Jednak nie było zbyt przyjemnie: było zimno, pochmurno, wiało. Nawet nie poszliśmy za daleko. Gdy wróciliśmy, zjedliśmy kartofle pieczone i gyrosa. Następnie był wspólny odpoczynek na kanapie z książkami i kawusią. A pod wieczór wybraliśmy się na spacer po mieście i do sklepu.
W niedzielę obudził nas wiosenny poranek: słońce, cisza, zero wiatru. Na śniadanie zjedliśmy naleśniki, przygotowane przez Romka, a potem poszliśmy z apartem do lasu. Słońce tak przyjemnie grzało nam w plecy. Zrobiliśmy jeszcze więcej kilometrów niż zazwyczaj i kilka fajnych fotek, które wklejam poniżej :) Po powrocie był obiadek, kawka, tv. Spać poszliśmy tuż po 21.
Nie mogę doczekać się już wiosny, świątecznego wyjazdu do moich rodziców, posiedzenia u nich w ogrodzie, kiełbaski z grilla.



