O mnie

Moje zdjęcie
Trzydzistoparolatka. Żona. Mama dwóch chłopców. Dzięki nim moje życie nabrało barw. Na blogu pragnę uwiecznić naszą (nie)codzienność. Chcesz do mnie napisać? Mój email: madzia435@gmail.com

Obserwatorzy

Online

sobota, 25 sierpnia 2018

Urlop nad morzem

W czerwcu nasz Franiu obchodził 2. urodziny. Był tort i świeczki. Śmiesznie było, bo na torcie tylko dwie świeczki a my nie mogliśmy ich zapalić, bo Franiu tak szybko je dmuchał. 
Od dawna oczekiwaliśmy na nasz wakacyjny wyjazd . Filipek bardzo się cieszył. Już odliczał dni, aż nagle, na tydzień przed wyjazdem, Franiu dostał w nocy wysokiej gorączki. Rano miał całe plecy w krostkach. Poszłam z nim do naszej przychodni a pani doktor nie wiedziała, co mu jest. Najpierw twierdziła, że to alergia. Jednak Franek miał robione testy alergiczne i nie jest na nic uczulony.  W końcu lekarka zaleciła zrobić badanie krwi i niby z tego badania okazało się, że to ospa. Zatem przełożyliśmy nasz urlop. A po dwóch dniach wysypka zniknęła. Ani śladu choroby. Pojechaliśmy na konsultacje prywatnie, bo chcieliśmy wiedzieć, na co zachorował nasz syn, czy to faktycznie była ospa. Kolejna lekarka stwierdziła, że to na pewno nie była ospa. Być może to bostonka(?). Potem czytałam informacje w Internecie i powyższe diagnozy nie odpowiadają objawom i dolegliwościom mojego syna. Po paru dniach Filipek miał gorączkę i wysypkę. Podobnie jak u brata, po dwóch dniach, zniknęła. I niestety, nie wiem, jaką chorobę przeszli moi synowie...
Gdy chłopcy wyzdrowieli pojechaliśmy wczasy. Nad morzem było bardzo fajnie. Pogoda dopisała. Codziennie było około 30 stopni. Rano spacerowaliśmy po miasteczku, kupowaliśmy pamiątki i jedliśmy pyszne lody na molo. W południe szliśmy do hotelu, żeby Franek uciął sobie drzemkę i przy okazji my również. Po obiedzie chodziliśmy na plażę. Filipek pięknie pływał na materacu a Franiu raczej trzymał się z daleka od wody. Dopiero w 5.dniu nagle pobiegł do morza, zaczął chlapać się, skakać, że ledwo dawaliśmy radę go pilnować, żeby czasem nie zanurkował. Wieczorami chodziliśmy na pizzę, lody i frytki. Bałam się, że przez ten tydzień rozpusty przytyję. Jeżdżę dużo na rowerze i szkoda byłoby mojej ciężkiej pracy ;) Na szczęście, nic takiego się nie stało. Trochę także pozwiedzaliśmy. Byliśmy w parku narodowym. Byłam zaskoczona z jakim zainteresowaniem Filipek oglądał żubry i inne zwierzęta. Płynęliśmy promem a także byliśmy na latarni morskiej. Największą frajdę sprawiały Filipowi schody a było ich ponad 300. Ledwo weszłam, ponieważ  kręciło mi się w głowie od tych zakrętów. Chłopcy interesują się pociągami, więc przejażdżka musiała być. 
Na sam widok kolejki Franek podskakiwał z radości i krzyczał: "ciuch-ciuch". Franuś nauczył się mówić: "chodź tu" i gdy R. tylko na chwilę oddalił się zaraz krzyczał: "tata chodź tu!". Przez te upały, przyjechaliśmy trochę wyczerpani po tym urlopie, ale zadowoleni.

Filip ma 5 lat, 10 miesięcy
Franek ma 2 lata, 2 miesiące

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz